Spadek PKB w II kwartale może nie sięgnąć 10 proc. rok do roku, jak się dotąd wydawało. Do takiego wniosku skłania część ekonomistów wyraźne odbicie sprzedaży detalicznej w maju. Nie jest jednak przesądzone, że w kolejnych miesiącach koniunktura w handlu będzie się nadal tak szybko poprawiała. Same firmy handlowe nie wierzą w szybki powrót do przedkryzysowej normalności.
Jak podał GUS, sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w maju o 14,9 proc. w stosunku do kwietnia, a po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych o ponad 17 proc. W ujęciu rok do roku spadła o 7,7 proc., ale po kwietniowym załamaniu o 22,9 proc. to bardzo dobry wynik. Świadczy o tym także to, że zaledwie sześciu spośród 25 uczestników comiesięcznej ankiety „Parkietu" spodziewało się spadku sprzedaży o mniej niż 10 proc. rok do roku. Przeciętnie szacowali, że zmalała o 12 proc.
Otwarcie galerii handlowych z początkiem maja doprowadziło do silnego odbicia, zwłaszcza popytu na odzież i obuwie. W stosunku do kwietnia sprzedaż w tej kategorii wzrosła aż o 131,4 proc. (dane te obejmują częściowo handel internetowy). Popyt na meble i sprzęt RTV oraz AGD był w maju tak duży, że nawet
w ujęciu rok do roku sprzedaż wzrosła o ponad 14 proc., po spadku o około 17 proc. rok do roku w poprzednich dwóch miesiącach.
Ekonomiści są jednak podzieleni w ocenach perspektyw sprzedaży detalicznej i szeroko rozumianej konsumpcji, obejmującej także usługi. Niektórzy sądzą, że już
w czerwcu sprzedaż może wrócić na ścieżkę wzrostu w ujęciu rok do roku. Wskazuje na to m.in. wyraźne przyspieszenie
w rejestracjach samochodów i motocykli. Inni jednak wątpią. – Dobre wyniki sprzedaży dóbr trwałego użytku wiążą się z efektem odłożonego popytu, który nie był realizowany
w czasie lockdownu. Perspektywy konsumpcji są jednak niepewne, będą pozostawały pod wpływem rosnącego bezrobocia i hamowania dynamiki płac – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.