Na GPW czwartkowa sesja rozpoczęła się od ataku na pierwszy opór, czyli połowę długiej spadkowej świecy z poprzedniego dnia. Szybko okazało się, że na wiele więcej popytu nie stać, dlatego w tym rejonie handel toczył się przez szereg godzin. Jeśli chodzi o krajowe duże spółki, to zyskiwały przede wszystkim te, które najwięcej straciły w środę. Banki przyjęły pozycję wyczekiwania.

Głównym, wyczekiwanym wydarzeniem środy były wyniki Microna, które miały rzucić jaśniejsze światło na nastawienie inwestorów do spółek półprzewodnikowych i technologii w ogóle. Wyniki były mocne, podobnie jak i reakcja rynku. Na otwarciu czwartkowej sesji kurs półprzewodnikowej spółki rósł o około 18 proc., ale dość szybko inwestorzy zaczęli się wycofywać, a Nasdaq zawędrował nawet do minimów ze środy. Trudno zatem mówić o trwałej poprawie nastrojów. Ofiarą rynkowych nerwów znów stał się też bitcoin, który osunął się nawet do 58 tys. dol., tj. najniższego od jesieni 2024 r. poziomu.

Czytaj więcej

Gospodarka oraz inflacja w USA przyspieszyły

Pod koniec sesji na GPW popyt utrzymywał przewagę, ale trudno mówić o jakimś przełomie, dającym więcej oddechu kupującym. Pomagał też wreszcie słabnący dolar, który ma za sobą znaczący rajd. Najwięcej pewnie będzie znów zależeć od finału sesji za oceanem. Inwestorzy powinni też pamiętać o Cieśninie Ormuz i wciąż bardzo niepewnym zawieszeniu wojny, do którego Izrael się nie stosuje. 

Na szerokim rynku GPW wśród najsłabszych firm były m.in. Enter Air w reakcji na sprzedaż akcji przez głównego udziałowca, a także Medinice. Druga ze wspomnianych spółek utrzymywała jednak wzrost o ponad 300 proc. od początku roku.