Polenergia zaskoczyła rynek, informując o zamiarze rekomendowania podziału między akcjonariuszy zysku wypracowanego w 2015 r. Dywidenda pojawia się więc rok wcześniej, niż planowano. Do inwestorów może trafić po 0,5 zł na akcję, podczas gdy oczekiwania co do wysokości dywidendy w Tauronie oscylują wokół kilkunastu groszy na akcję (o ile spółka w ogóle będzie ją rekomendować), a w Enei – ponad 40 groszy na walor.

W ramach długofalowej polityki Polenergia chce dzielić od przyszłego roku (z zarobku wypracowanego w bieżącym roku) od 30 do 60 proc. skorygowanego zysku netto. – W kolejnych latach poziom dywidendy będzie zależny od warunków panujących na rynku oraz potrzeb inwestycyjnych spółki – podkreśla Zbigniew Prokopowicz, prezes Pol-energii.

W 2016 r. spadnie zysk

W przyszłym roku jednak dywidenda może być już nieco niższa niż ta wypłacana w tym roku. Będzie oscylować w granicach 34–69 groszy na akcję.

Spółka podała bowiem tegoroczną prognozę wyników. Zgodnie z nią w 2016 r. grupa osiągnie 233,3 mln zł skorygowanego wyniku EBITDA i 52,1 mln zł zysku netto. Przy czym szacowany zarobek netto spadnie o 27,1 mln zł w stosunku do tego wygenerowanego w 2015 r. ze względu m.in. na niższą marżę w dystrybucji oraz niższe kompensaty gazowe w Elektrowni Nowa Sarzyna.

Jednocześnie zarząd Polenergii poinformował, że istnieją przesłanki do wzrostu cen zielonych certyfikatów i produktywności, które mogą doprowadzić do realizacji skorygowanej EBITDA na poziomie 264 mln zł i wypracowania 77 mln zł zysku netto.

Wśród przesłanek do wzrostu cen zielonych certyfikatów szef Polenergii wymienia z jednej strony ograniczenie wsparcia dla współspalania i dużych hydroelektrowni, a z drugiej wzrost popytu o 1 proc. wynikający z wyższego obowiązku umarzania świadectw pochodzenia w tym roku. Prokopowicz ocenia, że tylko dzięki temu nadwyżka stopnieje o 7–8 TWh, a cena certyfikatów może wzrosnąć do 150 zł/MWh już w tym roku (ta brana pod uwagę w prognozach uwzględnia cenę 130 zł/MWh).

Rozwój farm wiatrowych

Polenergia nie będzie przyspieszać budowy farm w związku z opóźnieniem o pół roku wejścia w życie przepisów o aukcyjnym systemie wsparcia. Nadal chce wystawić 279 MW w ramach pierwszej aukcji.

– Podejmowanie dziś decyzji inwestycyjnej, żeby budować kolejne farmy wiatrowe w systemie zielonych certyfikatów, byłoby nieuzasadnione ekonomiczne. Niezbędne byłoby zapewnienie o wydłużeniu okresu przejściowego przynajmniej o rok – twierdzi Prokopowicz. Jego zdaniem sprzeczne komunikaty płynące z Ministerstwa Energii mogą wprowadzać dużą niepewność na rynku. Mimo sygnałów o możliwym ograniczeniu wsparcia dla farm wiatrowych firma zamierza rozwijać portfel projektów. – To jest technologia najtańsza w sektorze OZE, a koszty wytworzenia systematycznie spadają. Już dzisiaj farmy na lądzie są w stanie konkurować z węglem – argumentuje Prokopowicz.

Spółka cały czas rozwija też projekty farm na Bałtyku i jest już bliska uzyskania decyzji środowiskowej. Jak twierdzi Prokopowicz, wkrótce mogą się rozpocząć rozmowy z przedstawicielami Ministerstwa Energii dotyczące systemu wsparcia dla tej technologii.

aneta.wieczerzak@parkiet.com