Na półmetku najsłabszego statystycznie miesiąca wrześniowa sezonowość w umiarkowanym stopniu daje się we znaki rynkom akcji. Owszem, korekta nadeszła, ale – przynajmniej na razie – w „pełzającym” tempie. Amerykański S&P 500 do momentu pisania tego komentarza co najwyżej na chwilę naruszył wsparcie techniczne leżące na wysokości majowo-czerwcowej górki (okolice 7600). Odrobinę bardziej zauważalna jest korekta paneuropejskiego Stoxx 600, który cofnął się do szczytu sprzed ataku USA i Izraela na Iran.
Ta relatywna łagodność sezonowej korekty może być nieco zaskakująca na tle zawirowań na rynkach długu. Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich po raz pierwszy od 2007 roku naruszyła pułap 5 proc. w warunkach drogiej ropy, wzrostu oczekiwań na podwyżki stóp procentowych i braku jakichkolwiek sygnałów konsolidacji fiskalnej w USA.
W takim otoczeniu zakładałbym, że istnieje jeszcze przestrzeń do rozwinięcia korekty na rynkach akcji. I to z uwagi nie tylko na tradycyjną sezonowość, czy też przedwyborczą niepewność (statystyczny dołek wypada na Wall Street na nieco ponad miesiąc przed listopadową elekcją). Jeżeli na środowym posiedzeniu Fed, zgodnie z rynkowymi oczekiwaniami, rozpocznie podwyżki stóp procentowych, będzie to z historycznego punktu widzenia kolejny impuls do zadyszki. Z wyliczeń Goldman Sachs wynika, że pierwsze 2–3 miesiące po pierwszej podwyżce przynosiły, średnio rzecz biorąc, prawie 4-procentową korektę S&P 500.