Jak ocenia Pan obecną sytuację na rynku odpadów przemysłowych w Polsce, zwłaszcza w tych obszarach, w których działa grupa Mo-Bruk?

Ogólną sytuację rynkową określiłbym na ten moment jako stabilną. Oczywiście głębsza analiza pokazuje, że w różnych sektorach przemysłu wygląda to odmiennie. Widzimy jednak wiele szans na wzrost poprzez rozwijanie naszej kompleksowej usługi Total Waste Management. To model współpracy, w którym dochodzi do przejęcia pełnej odpowiedzialności za gospodarkę wszystkimi odpadami generowanymi przez dane przedsiębiorstwo przemysłowe lub zakład produkcyjny. Nasze dotychczasowe wyniki pokazują, że w tym zakresie idziemy w dobrym kierunku. Istotnym stymulatorem wzrostu są też środki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej przeznaczane na neutralizację nielegalnych składowisk, czyli tzw. bomb ekologicznych.

Ile pieniędzy może być przeznaczanych przez NFOŚiGW na likwidację bomb ekologicznych i ile z tej puli może przypaść na Mo-Bruk?

Program został rozpisany na lata 2025–2027. Tylko w latach 2025–2026 zrealizowaliśmy około 40 projektów. Wartość programu należy liczyć w setkach milionów złotych. Takich kwot nigdy w Polsce nie przeznaczano na likwidację bomb ekologicznych. Z drugiej strony obecne zawirowania budżetowe mogą wpływać na to, ile funduszy realnie trafi na rynek w kolejnych latach.

Rynek odpadowy w ogromnym stopniu zależy od przepisów. Czy obecne regulacje sprzyjają działalności Mo-Bruku, czy wręcz przeciwnie?

Cała gospodarka odpadami, w tym segregacja, przetwarzanie termiczne czy ograniczenie składowania, to bezpośredni efekt wprowadzanych regulacji. Dziś pod tym względem na pewno nie jest gorzej. Narzędzia prawne, które mamy, działają, choć chciałoby się, żeby było jeszcze lepiej. Kluczowym problemem nie są same przepisy, ale egzekucja prawa, skuteczność i spójność kontroli ze strony organów nadzorczych. Jako Mo-Bruk przechodzimy bardzo wiele kontroli, pomimo faktu, że wykazujemy się najwyższą dbałością o zachowanie standardów i bezpieczeństwa. Widzimy zatem z całą jasnością niespójność przepisów i różnorodność stanowisk organów w tożsamych sytuacjach faktycznych.

Czy to oznacza, że ktoś składa na was skargi i urzędnicy muszą reagować? To działania lokalnych mieszkańców czy raczej konkurencji?

Urzędy mają obowiązek reagować na każde zgłoszenie. W naszym przypadku większość zgłoszeń to działania lokalnej konkurencji. W innych branżach, jak FMCG, o sukcesie decyduje marketing, u nas takim specyficznym „narzędziem marketingowym” bywa właśnie nasyłanie kontroli. Niezależnie od tego trzeba zauważyć, że doskonałym systemem nadzoru jest Baza Danych o Odpadach (BDO), chociaż ona wymaga stałego doskonalenia. Wracając do kwestii egzekucji prawa, największym problemem jest brak spójności w interpretacji przepisów przez organy w poszczególnych województwach. Podam konkretny przykład: działamy w obszarze scalania i stabilizacji odpadów nieorganicznych. Na tym rynku konkurujemy z podmiotami posiadającymi teoretycznie te same pozwolenia zintegrowane i identyczny zakres kodów odpadów. Różnica polega na tym, że my musimy realizować bardzo rygorystyczne, kosztowne badania odpadów zarówno na wejściu, jak i wyjściu produktów z procesu. Nasza konkurencja w niektórych województwach takich wymogów w swoich pozwoleniach często nie ma. Przepisy krajowe są uniwersalne, ale urzędnicy wydający decyzje opierają się na własnym, różnym doświadczeniu. To zakłóca zdrową konkurencję i rodzi ryzyko dla środowiska, bo mniejsze wymagania wobec przetwarzania oznaczają różną skuteczność tego procesu.

Patrząc na wyniki finansowe Mo-Bruku, można odnieść wrażenie, że ta nierówna walka konkurencyjna jednak wam nie szkodzi. W I połowie tego roku osiągnęliście już rekordowe 181,4 mln zł przychodów i 74,8 mln zł zysku EBITDA.

Nie dokucza nam na tyle skutecznie, by nas zatrzymać. To, co dziś widać w naszych znakomitych wynikach, to bezpośredni efekt zrealizowanego programu inwestycyjnego o wartości ponad 360 mln zł w ciągu ponad trzech ostatnich lat. Jeśli doliczymy do tego dwa duże przejęcia, to ta kwota rośnie do blisko 400 mln zł. Pieniądze przeznaczyliśmy w dużej mierze na nowoczesne procesy przetwarzania odpadów i zwiększenie wydajności. Drugim czynnikiem sukcesu jest nasz zespół handlowy, który coraz sprawniej pozyskuje odpady bezpośrednio jako surowiec do naszych procesów. Trzeci to wysoka skuteczność w przetargach publicznych na neutralizację bomb ekologicznych. Te trzy filary stoją za naszymi wynikami.

Czy w takim razie II połowa tego roku będzie lepsza niż I półrocze?

Jeśli nie wydarzy się żadna siła wyższa, II połowa roku powinna przynieść nam dalszą poprawę wyników. Oczekujemy, że wszystkie nasze obszary operacyjne będą się rozwijać i pozytywnie kontrybuować do wyniku. Wiele wskazuje na to, że przejęte El-Kajo, które funkcjonuje w naszych strukturach od trzech lat, również osiągnie w tym roku swoje własne, rekordowe wyniki.

W strukturze wyników Mo-Bruku tradycyjnie dominuje biznes zestalania i stabilizacji odpadów. Jego udział jednak systematycznie maleje. Czy ten proces będzie postępował?

To wypadkowa cen, wolumenów i bieżących potrzeb rynkowych. Konsekwentnie realizujemy nasz model gospodarki obiegu zamkniętego. Obok spalarni, zestalania i produkcji paliw RDF, bardzo mocno rozwijamy nowsze segmenty, takie jak przetwarzanie olejów i wód zaolejonych. Naszym celem jest przesunięcie działalności w górę łańcucha wartości. Chcemy odbierać odpady bezpośrednio od wytwórców, rozwijać kompetencje zarządcze i to głównie robimy poprzez akwizycje. Z kolei w segmencie przetwórczym wciąż widzimy nisze. Na rynku jest ogromna liczba bardzo zróżnicowanych rodzajów odpadów płynnych. Chcemy iść w kierunku bardziej zaawansowanych procesów ich odzysku.

Jakie odpady płynne ma pan na myśli?

Chodzi na przykład o wody zanieczyszczone chemikaliami i rozpuszczalnikami pochodzącymi z zakładów chemicznych. Stosując odpowiednie technologie, jesteśmy w stanie wytrącić te rozpuszczalniki z zanieczyszczonej wody. Oczyszczona woda może bezpiecznie wrócić do obiegu lub oczyszczalni ścieków, a odzyskany rozpuszczalnik wraca do ponownego użycia w przemyśle w ramach recyklingu. Podobnie wygląda sytuacja z odpadami wysoko uwodnionymi zawierającymi rozpuszczone związki metali, które również można i warto odzyskiwać. Chcemy w te technologie wchodzić zarówno poprzez przejęcia wyspecjalizowanych podmiotów, co w tej branży zawsze jest najbardziej efektywne, jak i poprzez rozwijanie bardzo obiecujących, przebadanych projektów start-upowych na poziomie półprzemysłowym.

Czy zarząd planuje w Mo-Bruku kolejny, równie spektakularny jak poprzedni, cykl inwestycyjny?

Kolejny cykl inwestycji organicznych będzie finansowo skromniejszy. Szacujemy go na 100–150 mln zł w perspektywie najbliższych 2–3 lat, czyli do końca 2028 r. Te nakłady będą ściśle powiązane ze zwiększaniem zakresu posiadanych pozwoleń zintegrowanych. Kiedy ogłaszaliśmy poprzedni program, przed nami stały wielkie, niezbędne wyzwania technologiczne. Dziś posiadamy ogromne doświadczenie. Wiemy, że tamte inwestycje dają nam ogromny komfort pracy z naszymi klientami – jesteśmy w stanie elastycznie zaabsorbować pojawiające się duże wolumeny odpadów bez utraty sprawności operacyjnej. Daje to możliwość stopniowego przebudowywania portfela w kierunku bardziej rentownych kontraktów. Dodatkowo dostrzegamy dalsze rezerwy operacyjne w poszczególnych zakładach, które możemy i chcemy efektywnie uwolnić. Cel jest prosty: wyciągnąć jeszcze więcej i efektywniej wykorzystać majątek produkcyjny, który już posiadamy. Wierzymy, że pozwoli nam to w sposób organiczny dalej zwiększać przychody z aktywów, które już posiadamy.

Czy może pan podać konkretne przykłady uwalniania tych rezerw?

Weźmy pod uwagę nasz bydgoski zakład El-Kajo. Posiadamy tam pozwolenie zintegrowane na przetwarzanie 220 tys. ton odpadów rocznie. W tym roku realnie przerobimy tam około 110–130 tys. ton. Mamy więc olbrzymi, niewykorzystany zapas rzędu 100 tys. ton w ramach samego pozwolenia. W obecnym kształcie zakładu El-Kajo nie możemy w pełni wykorzystać tego potencjału. Problemem nie jest brak odpadów, ale brak miejsca na logistykę wewnętrzną. Szczęśliwie zarezerwowaliśmy sąsiednie tereny i rozpoczynamy tam proces inwestycyjny. Zamówiliśmy już nowoczesne linie technologiczne, które zostaną zainstalowane na przełomie września i października. Budujemy nowe powierzchnie magazynowe, co pozwoli uwolnić dzisiejsze hale pod samo przetwórstwo. Dzięki inwestycji w logistykę wewnętrzną i nowe linie będziemy mogli w pełni skonsumować posiadane pozwolenie. Ponadto staramy się o zwiększenie pozwoleń zintegrowanych w Niecwi oraz Skarbimierzu. W Niecwi wybudowaliśmy nowoczesny zakład o mocy przetwórczej 140 tys. ton rocznie. Obecne pozwolenie opiewa tam na 100 tys. ton i chcemy je zwiększyć do 140 tys. ton.

Jaki zatem maksymalny, łączny pułap przetwarzania odpadów chcecie osiągnąć jako grupa na koniec 2028 r.?

W ubiegłym roku na wszystkich naszych instalacjach przetworzyliśmy łącznie około 360 tys. ton odpadów. Szacuję, że dzięki planowanym inwestycjom i zwiększeniu zakresu pozwoleń, na koniec 2028 r. nasz łączny maksymalny pułap mocy przetwórczych może wynieść około 550 tys. ton rocznie.

A na jakim etapie są negocjacje w sprawie kolejnych przejęć?

Cały czas prowadzimy intensywne rozmowy. Na ten moment pracujemy nad około siedmioma tematami akwizycyjnymi. Trzy z nich są na bardzo zaawansowanym etapie. Chcielibyśmy sfinalizować przynajmniej jedno przejęcie jeszcze w tym roku. Transakcje te wymagają czasu, ponieważ rozmawiamy z prywatnymi właścicielami, a ich przedsiębiorstwa przechodzą obecnie niezbędne przekształcenia strukturalne, które mają przygotować je do sprzedaży. Jeden z tych podmiotów to na przykład jednoosobowa działalność gospodarcza.

W jakich obszarach rynku odpadowego działają te podmioty? Czy stworzą dla Mo-Bruku zupełnie nową linię biznesową?

Wolałbym na tym etapie nie zdradzać szczegółów. Powiem jedynie ogólnie, że rozmawiamy o podmiotach działających zarówno w obszarach, w których jesteśmy już silnie obecni, jak i w zupełnie nowych dla nas segmentach. Interesują nas wyłącznie podmioty polskie, choć pojawia się spore zainteresowanie ze strony zagranicznych firm, które zapraszają nas do współpracy. Na razie jednak skupiamy się na budowaniu kompleksowej zdolności obsługi polskiego przemysłu w duchu Total Waste Management. Taki model pozwala nam osiągać wysoką marżę. Dziś to świetnie działa – ocieramy się o marżę EBITDA na poziomie blisko 50 proc.

Rekordowe zyski powinny oznaczać rekordowe dywidendy. Czy akcjonariusze mogą na to liczyć?

Mamy bardzo silną reprezentację funduszy inwestycyjnych w naszym akcjonariacie, w tym dużych polskich instytucji. Im bardzo mocno zależy na dynamicznym wzroście wartości spółki poprzez inwestycje organiczne i przejęcia. Z drugiej strony mamy inwestorów indywidualnych, którzy cenią stabilny charakter dywidendowy Mo-Bruku. Musimy to mądrze wypośrodkowywać. Wypracowaliśmy konsensus, w myśl którego pierwszeństwo mają inwestycje o wysokiej stopie zwrotu, ale przy jednoczesnym zachowaniu statusu spółki dywidendowej. Niekoniecznie więc w najbliższym czasie dywidendy muszą być rekordowe pod względem samej kwoty wypłat, bo większość zysków chcemy reinwestować w rozwój.

Kurs akcji Mo-Bruku osiągnął rekordowy poziom 440 zł w lutym 2021 r. Na początku września tego roku znowu rósł, przekraczając już 400 zł. Czy w tym roku padnie nowy rekord?

Mo-Bruk jest postrzegany w polskiej gospodarce jako swoisty „blue chip” gospodarki odpadowej. Nasza rentowność i unikalny model biznesowy budzą ogromne zainteresowanie i szacunek. To nas zobowiązuje. Warto podkreślić, że odpady, które przetwarzamy, w wielu krajach Europy Zachodniej wciąż są po prostu składowane w kopalniach czy na wysypiskach. Przetwarzanie butelek szklanych czy makulatury jest stosunkowo proste, ale zagospodarowanie trudnych przemysłowych odpadów chemicznych wymaga zaawansowanej technologii. My tę technologię posiadamy i chcemy być technologicznym liderem rynku. Jako firma o profilu technologicznym Mo-Bruk powinien być wyceniany z odpowiednio wyższym mnożnikiem.

Walne zgromadzenie akcjonariuszy pod koniec czerwca tego roku przyjęło nowy, pięcioletni program motywacyjny dla kadry menedżerskiej. Jakie cele przed wami postawiono?

Program motywacyjny został wypracowany w ścisłej współpracy z radą nadzorczą, kluczowymi funduszami oraz rodziną Mokrzyckich, która posiada 20 proc. udziałów w spółce. Cele finansowe są niezwykle ambitne. Dla przykładu: skumulowana EBITDA Mo-Bruku za lata 2026-2028 ma wynieść łącznie aż 613 mln zł. Dla porównania w ubiegłym roku wyniosła 142 mln zł. To pokazuje skalę wyzwania i dynamikę wzrostu, jaką musimy osiągnąć. Oprócz zysku EBITDA program definiuje cele w zakresie zysku netto i kursu akcji. Giełdowa cena akcji musi rosnąć w tempie o 10 pkt proc. wyższym niż indeks WIG. Ponadto poszczególne cele mają przypisane odpowiednie wagi: 20 proc. dla skumulowanego wyniku EBITDA, 40 proc. dla zysku netto oraz 40 proc. dla relatywnego wzrostu kursu akcji wobec indeksu. Jeśli któryś z celów nie zostanie zrealizowany, przypisana mu część premii przepada. To jest nasz kompas – jasna umowa z inwestorami.

Czy chciałby pan przekazać jeszcze coś ważnego inwestorom lub opinii publicznej?

Życzyłbym sobie, aby współpraca pomiędzy firmami z naszej branży a administracją publiczną i urzędami była bardziej otwarta i opierała się na bezpośrednich konsultacjach. Chciałbym, aby urzędnicy mniej obawiali się merytorycznego kontaktu z przedsiębiorstwami działającymi w branży gospodarki odpadowej. Taki partnerski dialog i otwartość ułatwiłyby nam wszystkim pracę, przynosząc jednocześnie ogromne, wymierne korzyści dla środowiska naturalnego w Polsce.