Dane pokazują, że na europejskim rynku IPO znów pojawia się większa aktywność. Według PwC wartość ofert w pierwszym półroczu 2026 r. wzrosła o 76 proc. rok do roku, do 7,2 mld EUR1. Jednocześnie EY2 opisuje rynek jako „otwarty, ale selektywny” – taki, w którym kapitał szuka przede wszystkim spółek dojrzalszych, lepiej przygotowanych i potrafiących jasno pokazać, gdzie powstaje wartość. To ważny punkt wyjścia do rozmowy o sektorze technologicznym. W przypadku startupów pytanie nie dotyczy wyłącznie tego, czy okno IPO jest otwarte, ale czy firmy budowane przez lata na rynku prywatnym są gotowe funkcjonować w logice rynku publicznego.

W regionie CEE, IPO nigdy nie było naturalnym scenariuszem dla większości startupów technologicznych. W teorii pojawiało się na końcu prezentacji inwestorskiej ze scenariuszami możliwych exitów. W praktyce częściej rozmawiało się o sprzedaży do inwestora strategicznego. JP Morgan wskazuje, że w EMEA transakcje M&A odpowiadały za ponad 85 proc. venture-backed exits w ostatnich pięciu latach, a liczba spółek venture-backed wychodzących na giełdę spadła do najniższego poziomu od dekady3.

To wpływa na sposób budowania firm. Jeśli od początku zakłada się sprzedaż branżowemu nabywcy, organizację projektuje się inaczej niż pod funkcjonowanie na rynku publicznym. Inaczej buduje się raportowanie, inaczej myśli o radzie nadzorczej, inaczej porządkuje KPI i komunikację ryzyka.

Na rynku publicznym potencjał musi stać się przewidywalny

Na wczesnym etapie start-up buduje wartość również dzięki elastyczności. Może testować różne kierunki, zmieniać model działania i szybko reagować na sygnały z rynku. Inwestorzy giełdowi oczekują jednak przede wszystkim przewidywalności, powtarzalnych wyników i ograniczonego ryzyka niespodzianek. IPO staje się więc momentem, w którym spółka oddaje część tej swobody w zamian za większą wiarygodność, przejrzystość i dostęp do kapitału.

W przypadku firm technologicznych ta zmiana jest szczególnie wymagająca, ponieważ ich rzeczywista wartość często pojawia się wcześniej, niż pokazują ją tradycyjne wskaźniki finansowe. Przykładowo, wysokie nakłady na R&D mogą budować przyszłą przewagę konkurencyjną, a długi cykl sprzedaży wynikać ze specyfiki dużych klientów przemysłowych, nie zaś ze słabości produktu. Rynek publiczny jest w stanie zaakceptować taką historię, pod warunkiem że zostanie ona jasno wyjaśniona i poparta danymi.

Dlatego przy technologicznym IPO sama dynamika wzrostu nie wystarcza. Spółka musi pokazać, jaka część przychodów ma charakter powtarzalny, które wskaźniki najlepiej oddają jakość biznesu, kiedy inwestycje zaczną wspierać marżę i dlaczego środki z emisji zwiększą przewagę konkurencyjną, zamiast jedynie finansować dalsze spalanie kapitału.

Następna fala nie będzie tylko software’owa

Przez lata najłatwiejszą do wyceny kategorią spółek technologicznych był software as a service. Powtarzalne przychody, niskie koszty krańcowe i dobrze znane metryki pozwalały inwestorom stosunkowo szybko zrozumieć, jak działa biznes i gdzie może pojawić się wartość. Taki sposób myślenia o technologii nadal będzie obecny na rynku, ale coraz częściej nie wystarczy do opisania firm, które mogą definiować kolejną dekadę.

Coraz większa część startupów powstaje dziś bliżej realnej gospodarki: na styku AI, przemysłu, energetyki czy bezpieczeństwa. Widać to również w przepływie kapitału. Według Dealroomu4 europejski sektor deep tech pozyskał 20,3 mld USD w 2025 r., a w pierwszej połowie 2026 r. już 23,5 mld USD. Te dane można traktować jako sygnał, że inwestorzy zaczynają uważniej patrzeć na spółki rozwiązujące trudniejsze i często bardziej strategiczne problemy.

Takich biznesów nie da się jednak zawsze budować według modelu asset-light, który przez lata był domyślnym ideałem venture capital. Rozwój technologii wymaga tu nie tylko finansowania zespołu i sprzedaży, ale często również sprzętu, infrastruktury inżynieryjnej czy własnych mocy produkcyjnych. To nie musi być wada. To po prostu inny typ biznesu.

Właśnie w tym miejscu giełda może wrócić do rozmowy w roli szerszej niż tylko strategia na „exit” dla wcześniejszych inwestorów. Dla części dojrzałych spółek technologicznych rynek publiczny może stać się źródłem kapitału potrzebnego do przejścia od działającej technologii do dużej europejskiej, a czasem globalnej firmy.

Gdzie mają dojrzewać technologiczni liderzy?

Z perspektywy funduszu VC ta dyskusja nie jest abstrakcyjna. W Europie Środkowo-Wschodniej coraz wyraźniej widać founderów, którzy chcą budować spółki rozwiązujące realne problemy gospodarki, z ambicją konkurowania na światowym rynku. To jest dla regionu ogromna szansa, ale też zobowiązanie.

Bo jeśli takie firmy mają naprawdę urosnąć, potrzebują czegoś więcej niż pierwszych rund finansowania i dobrych intencji ekosystemu. Potrzebują ścieżki, która pozwoli im dojrzewać bez konieczności zbyt wczesnej sprzedaży. Fundusze VC mogą wziąć na siebie ryzyko pierwszych etapów, ale później pojawia się pytanie, gdzie spółka ma pozyskać kapitał, wiarygodność i płynność potrzebne do zwiększania skali.

Jeśli odpowiedzi nie znajdzie w regionie ani szerzej w Europie, naturalnie zacznie patrzeć na drugą stronę Atlantyku. Z perspektywy founderów to często racjonalny wybór. Z perspektywy Europy oznacza jednak, że firmy budowane tutaj będą dojrzewać gdzie indziej – razem z ich wycenami, talentem, rozpoznawalnością i kolejnymi pokoleniami founderów.

1 https://www.pwc.co.uk/ipowatch

2 https://www.ey.com/en_gl/insights/ipo/trends

3 https://www.jpmorgan.com/insights/business-planning/m-a-dominates-emea-startup-exits-as-ipos-hit-decade-low

4 https://dealroom.co/guides/deep-tech-europe