Dziś zajmiemy się analizą upadku monopolu giełd. Przez prawie cały okres funkcjonowania giełdy papierów wartościowych miały monopol na świadczoną przez siebie usługę, czyli wyznaczanie ceny różnych walorów poprzez umożliwienie bardzo efektywnego zawierania transakcji. Najczęściej wynikało to z przyczyn naturalnych – skoro giełdy oferowały najlepsze warunki, to tam koncentrował się obrót, a zatem tam była najbardziej obiektywna cena i największa głębia (czyli możliwość zawarcia dużej transakcji bez wpływu na kurs). Zawarcie transakcji poza giełdą najczęściej byłoby niekorzystne przynajmniej dla jednej ze stron.

Niekiedy ten naturalny monopol wspierany był regulacjami poprzez tzw. przymus rynku regulowanego, który miał na celu zapewnienie większej płynności i przejrzystości obrotu papierami wartościowymi.

Wysoki poziom zysków na rynkach finansowych powodował, że przez długi czas monopol ten nie był uciążliwy, jednak coraz dalej idące analizy kosztów we wszystkich obszarach życia gospodarczego, w połączeniu z rozwojem technologii, spowodowały, że ponad pół wieku temu rozpoczął się proces stopniowej marginalizacji giełd papierów wartościowych, który obecnie osiągnął stan krytyczny, ale o tym napiszę za tydzień. Dziś chciałbym wyjaśnić, jak to jest w ogóle możliwe, że monopolista może przegrać walkę konkurencyjną. I jako przykład chciałbym podać znaną nam wszystkim instytucję poczty. Przy czym chciałbym podkreślić, że nie jest to żadna krytyka obecnych czy wcześniejszych władz konkretnej spółki lub jej pracowników. Chodzi o naturalny upadek monopolu, którego nikt nie byłby w stanie powstrzymać.

Pozornie może nam się wydawać, że w warunkach rozwoju przesyłek kurierskich, kupowania prawie wszystkiego za pośrednictwem internetu, wymagającego w większości przypadków fizycznej dostawy towaru do konkretnego odbiorcy, największym beneficjentem powinna być firma, która ma w tym obszarze największe doświadczenie i sieć logistyczną. Oczywiście może ona tracić udział w rynku, ale wraz z rosnącym „tortem” i ona powinna rosnąć i korzystać w największym stopniu z rozwoju rynku przesyłek kurierskich. A jednak obecnie poczta nie jest firmą pierwszego wyboru przy zamawianiu przesyłki kurierskiej, funkcjonuje dzięki ochronie regulacyjnej, gdyż w warunkach otwartej konkurencji nie byłaby w stanie przetrwać.

W tym upadku monopolisty nie ma, niestety, nic dziwnego, gdyż taka instytucja, chroniona przed konkurencją, nie otrzymuje zwrotnych sygnałów z rynku. Jeśli firma produkowała np. dyskietki do komputerów, to w naturalny sposób ewoluowała, produkując nowe generacje dyskietek, płyty CD, a potem kolejne wcielenia pamięci. Gdyby taka firma miała monopol na produkcję dyskietek, najprawdopodobniej zauważyłaby zmiany rynkowe dopiero wtedy, gdy nikt nie chciałby ich kupić i upadłaby z hukiem pod ciężarem przerostu kosztów, zatrudnienia i procedur.

Podobnie rzecz się miała z giełdami papierów wartościowych – chronione naturalnym i/lub prawnym monopolem nie zauważyły, że świat się zmienił. Że rozwój technologii pozwala na zawieranie transakcji poza giełdami w dużo bardziej atrakcyjny sposób. Że są zbyt małe i zaczęły walkę zbyt późno, aby mogły ją wygrać. Warto podkreślić, że choć giełdy są duże medialnie, w rzeczywistości są bardzo małymi przedsiębiorstwami. Dla przykładu na rynku polskim giełda jest warta 35 razy mniej niż tylko jeden (choć największy) bank. Tak małe firmy nie były w stanie nawiązać walki konkurencyjnej czy lobbingowej z największymi instytucjami finansowymi. Mogły dobrze funkcjonować tylko w symbiozie z nimi, ale kiedy (niezauważalnie dla giełd) stały się dla siebie konkurencją, sytuacja zmieniła się diametralnie.

Pierwszym kamyczkiem uruchamiającym lawinę zmian było powstanie w 1971 r. elektronicznej platformy obrotu NASDAQ. Otóż brokerzy uznali, że nie potrzebują giełd papierów wartościowych i sami mogą zorganizować obrót na stworzonym przez siebie rynku, który zresztą później uzyskał formalny status giełdy. Co ciekawe, nowe rozwiązania technologiczne sprawiły, że na tym rynku pośrednictwo brokerów nie było konieczne, ale że to oni właśnie byli twórcami nowego rodzaju platformy obrotu, z oczywistych względów utrzymali wymóg swojego pośrednictwa. Podobnie zatem powstające później giełdy z elektronicznym systemem obrotu również utrzymały wymóg pośrednictwa brokerów. Takie rozwiązanie przedłużało symbiozę, choć zmiany były już nieuchronne, ale o tym napiszę za tydzień.