Zgodnie z komunikatem prowadzone są konsultacje z uczestnikami rynku, które nie oznaczają jeszcze ostatecznej decyzji o zmianie statusu, ale może to być sygnał, że w ocenie S&P DJI, Polska spełnia lub nawet przewyższa standardy właściwe dla rynków rozwiniętych pod względem czynników ilościowych i jakościowych. W opublikowanych materiałach podkreślono stabilność wskaźników charakteryzujących sytuację gospodarczą: opanowanie presji inflacji, postępy w projektach infrastrukturalnych oraz relatywnie stabilne zarządzanie finansami publicznymi przy wsparciu środków unijnych.

Jeśli decyzja amerykańskiego dostawcy indeksów zostałaby utrzymana, dalszy harmonogram prac będzie już ściśle określony. Po zakończeniu etapu formalnych konsultacji z uczestnikami rynku, następuje weryfikacja danych ilościowych, uwarunkowań jakościowych oraz informacji zwrotnych od inwestorów, które następnie trafiają do komitetu podejmującego ostateczną decyzję. Zgodnie z komunikacją S&P DJI wyniki klasyfikacji są zwykle ogłaszane jesienią, a w przypadku Polski potencjalne wdrożenie reklasyfikacji miałoby nastąpić przy wrześniowej rekonstrukcji indeksów w 2027 r.

Dlaczego decyzje w sprawie klasyfikacji rynków prowadzone przez operatorów indeksowych są tak ważne? Obecnie najważniejsi globalni operatorzy indeksów w tym obszarze to MSCI, S&P Dow Jones Indices, FTSE Russell oraz Stoxx i każdy z nich stosuje własną metodykę klasyfikacji rynków. W sytuacji, gdy coraz więcej instytucji finansowych buduje swoje portfele na podstawie struktury indeksów, każda decyzja firmy obliczającej takie wskaźniki pociąga za sobą przede wszystkim przepływy kapitału pasywnego. Ostatni raz polscy inwestorzy mieli okazję tego doświadczyć we wrześniu 2018 r. Wówczas decyzje o zakwalifikowaniu polskiego rynku kapitałowego do grupy rynków rozwiniętych podjęły FTSE Russell i Stoxx, zaś na sesji, gdy zmiana ta była przeprowadzana, obrót akcjami wyniósł ponad 5,4 mld zł.

Zgodnie z metodyką S&P DJI w procesie oceny danego kraju analizuje się wskaźniki opisujące gospodarkę, rynek kapitałowy oraz otoczenie regulacyjne. Wśród podstawowych wymogów dla „developed markets” znajdują się m.in. odpowiednio wysoki dochód narodowy brutto per capita, brak hiperinflacji, silne ramy regulacyjne, brak istotnych ograniczeń dla inwestorów zagranicznych, swoboda wymiany walut, odpowiedni standard rozrachunku oraz odpowiednia skala i płynność rynku. W tym przypadku istotne są m.in. kapitalizacja krajowego rynku, średnia wartość obrotu oraz tzw. exchange development ratio. Pod względem jakościowym liczą się także stabilność polityczna, jakość otoczenia prawnego i doświadczenie inwestorów zagranicznych. Z dostępnych danych wynika, że nasz rynek wszystkie te wymogi spełnia, zostaje więc do potwierdzenia to, co teraz jest przedmiotem weryfikacji S&P DJI: głos globalnych uczestników rynku.

Awans polskiego rynku to klasyczny dylemat ryby i stawu: czy lepiej być dużą rybą w małym stawie, czy małą w dużym? Czy lepiej być relatywnie widocznym składnikiem koszyka emerging markets, w którym dominują takie rynki jak Chiny, Indie czy Tajwan, czy raczej bardzo małym elementem rynków rozwiniętych, zdominowanych przez USA, Japonię i Europę Zachodnią? Z jednej strony Polska straciłaby relatywnie wysoką pozycję w koszyku rynków wschodzących: dziś jej udział w indeksie S&P emerging wynosi ok. 1,27 proc., natomiast po przejściu do koszyka „developed” szacowany udział spadłby do ok. 0,15 proc. Oznaczałoby to mniejszą wagę w portfelach funduszy śledzących indeksy emerging markets. Z drugiej strony awans otworzyłby drogę do innej, często stabilniejszej i znacznie większej puli kapitału zarządzanego przez fundusze inwestujące wyłącznie na rynkach rozwiniętych. Innymi słowy, Polska mogłaby przestać być relatywnie dużym komponentem w mniejszej klasie aktywów, ale jednocześnie zyskać dostęp do głębszego i bardziej prestiżowego strumienia globalnego kapitału instytucjonalnego.

Warto przy tej okazji spojrzeć, jak takie zmiany wpłynęły na postrzeganie innych rynków. W 2008 r. S&P DJI przeniósł z kategorii „emerging” do „developed” Izrael. W najbliższym czasie czeka nas ważna zmiana w przypadku Grecji. We wrześniu 2025 r. S&P DJI ogłosił jej reklasyfikację do grupy rynków rozwiniętych, zaś efektywna zmiana będzie miała miejsce we wrześniu 2026 r. Część funduszy benchmarkowanych dla emerging markets musi sprzedać aktywa, zanim pojawi się nowy popyt funduszy developed markets, bo awans w klasyfikacji rynkowej nie działa zazwyczaj jak prosty przełącznik.

Polski rynek kapitałowy jest obecnie uznawany za rozwinięty przez dwie z czterech największych firm indeksowych. A więc jest w pewnym sensie w połowie drogi. Według szacunków podawanych przez Morningstar, wartość aktywów funduszy pasywnych na całym świecie na koniec 2025 r. wynosiła 19 bln USD. Najwięcej z nich „benchmarkuje” się do indeksów S&P, ale głównie dotyczy to rynku amerykańskiego. Prawdziwym globalnym liderem jest właśnie MSCI, którego indeksy stanowią punkt referencyjny dla ponad 80 proc. funduszy śledzących kapitał międzynarodowy. W takim rankingu na kolejnych miejscach są FTSE Russell, S&P DJI oraz z niewielkim udziałem Stoxx. Jeżeli te wskaźniki można uznać za referencyjne, to ewentualna decyzja S&P DJI może oznaczać przepływ kapitału na naszym rynku na podobnym lub nieco wyższym poziomie, jak w 2018 r. Teraz warto jednak obserwować to, co stanie się w najbliższym czasie w Grecji, bo może to być pewnym probierzem zmian, które mogą nastąpić w Polsce. Niewątpliwie jednak, decyzja amerykańskiej agencji będzie miała charakter prestiżowy, stanowiący potwierdzenie miejsca polskiej giełdy na mapie światowego kapitału. Skoro polska gospodarka trafiła do grona 20 największych gospodarek świata, dlaczego polska giełda nie może trafić do grona 25 rynków rozwiniętych? Kluczowe będą jednak decyzje MSCI, a o tych, jak na razie, cisza.