Dopuszczalne jest nawet wyłączenie wszystkich pozostałych trybów powoływania (z wyjątkiem wyboru w drodze głosowania oddzielnymi grupami). Wprawdzie w radach nadzorczych działają komitety do spraw nominacji, ale nie mają one wpływu na skład rady, najwyżej zarządu.
Kooptacja do rady nadzorczej wcale nie jest jednak w Polsce popularna. Owszem, bywa dopuszczana w statutach wielu przedsiębiorstw, ale najczęściej w mocno ograniczonym zakresie, jako metoda doraźnego wypełniania wakatów, przy tym poddana różnym warunkom i obostrzeniom. Wymienię tu najważniejsze.
Po pierwsze statuty spółek wyznaczają limit dokooptowanych członków rady – liczbowy (na przykład w jednej kadencji rada może dokooptować nie więcej niż trzech) lub procentowy (na przykład liczba dokooptowanych nie może przekroczyć połowy składu rady).
Po drugie statuty często zastrzegają, że kadencja dokooptowanego nie biegnie od chwili kooptacji, a wygasa jednocześnie z kadencją pozostałych członków. Wchodzi on więc do rady na krócej, jak piłkarz z ławki rezerwowych wprowadzany na boisko w trakcie meczu, czasem nawet pod sam jego koniec.
Po trzecie w niektórych spółkach nie każdy wakat w radzie można wypełnić poprzez kooptację, a tylko taki, który powstał?w następstwie rezygnacji?lub śmierci osoby piastującej mandat. Mandatów?wygaszonych wskutek odwołania z rady nadzorczej nie?można w takich przypadkach obsadzić przez kooptację.
Po czwarte w skrajnych przypadkach rada nadzorcza może dokonać kooptacji jedynie kandydata wskazanego przez tego samego akcjonariusza, który wcześniej zgłosił kandydaturę jego poprzednika. Miejsce w radzie jest takim przypadku przylepione do akcjonariusza, który z powodzeniem mógłby obsadzać je sam, bez pośrednictwa rady.
Po piąte statuty wielu spółek obwarowują to działanie zastrzeżeniem, że członek rady nadzorczej dokooptowany przez nią podlega zatwierdzeniu przez najbliższe walne zgromadzenie (jeżeli nie zostanie zatwierdzony, powstanie zamieszanie). Czasem statut przewiduje, że w razie odmowy zatwierdzenia członka rady dokooptowanego przez nią zgromadzenie samo dokona wyboru nowego członka rady nadzorczej w miejsce osoby, której powołania nie zatwierdzono.
Katalog tych ograniczeń świadczy o tym, że w polskich warunkach kooptacja uchodzi za gorszy sposób nabycia członkostwa w radzie nadzorczej i przypomina wślizgnięcie się do salonu przez kuchenne schody, te dla służby i dostawców. Najwidoczniej walne zgromadzenia pragną same decydować o składzie rad nadzorczych. Inwestorzy chcą w radach osób przez nich zgłoszonych.
Członek rady pochodzący z kooptacji może się okazać niezależny wobec inwestorów; nie im zawdzięcza przecież miejsce w radzie, ale koleżankom i kolegom, którzy podjęli uchwałę o jego kooptacji. Dla osób niezależnych, kierujących się nadrzędnym dobrem spółki, nie ma jeszcze w polskich radach miejsca. Albo wciąż jest go niewiele.