Komisja Europejska przekonuje, że ambitna strategia neutralności klimatycznej nie jest zieloną iluzją, ale realistycznym planem opartym na już istniejących lub bliskich wdrożenia technologiach. – UE będzie zamożna i neutralna klimatycznie – przekonuje Maros Sefcovic, wiceprzewodniczący KE. Cały plan wymaga inwestycji w różnych dziedzinach gospodarki, powinien się więc przyczynić do wzrostu gospodarczego. O ile jednak cała gospodarka powinna na tym skorzystać, o tyle poszczególne sektory zostaną postawione przed poważnymi wyzwaniami.

Unijna wizja

Szereg wyzwań stoi przed sektorem energetycznym, który odpowiada za 75 proc. emisji gazów cieplarnianych w Europie. Obecnie jest oparty na paliwach kopalnych, do 2050 roku będzie to musiało ulec radykalnej zmianie. Przede wszystkim energetyka zostanie w tym czasie w 100 proc. zdekarbonizowana, a w 85 proc. będzie się opierać na energii odnawialnej. Rewolucja technologiczna musi się też dokonać w przemysłach energochłonnych. Przyspieszyć musi proces przechodzenia transportu na silniki zeroemisyjne.

Postęp musi się dokonać w rolnictwie, które jest największym emitentem gazów cieplarnianych poza CO2. Wreszcie istotnym czynnikiem jest energooszczędność, w tym termoizolacja budynków, a także inteligentne systemy zasilania w energię czy ogrzewanie ze źródeł nisko- lub zeroemisyjnych. W sumie KE wyróżniła siedem obszarów strategicznych: efektywność energetyczna, energia ze źródeł odnawialnych, czysta, bezpieczna i oparta na sieci mobilność, konkurencyjny przemysł i gospodarka o obiegu zamkniętym, infrastruktura i połączenia międzysystemowe, biogospodarka i naturalne pochłaniacze dwutlenku węgla, wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla w celu rozwiązania problemu pozostałych emisji. W najbliższej przyszłości powstaną szczegółowe plany dla każdej z tych dziedzin.

Do końca roku każde państwo członkowskie musi przedstawić swój plan dla energii i klimatu na okres do 2030 roku. KE wyraziła w środę nadzieję, że częściowo uwzględni on także najnowszą strategię.

Polska rzeczywistość

Tymczasem Polska w swojej ostatniej propozycji polityki energetycznej, choć zakłada wyraźny spadek emisyjności elektroenergetyki, to jednak nie zakłada całkowitego odejścia od spalania węgla. Jeszcze w 2030 r. udział czarnego paliwa (brunatnego i kamiennego) w miksie energetycznym sięgać ma 60 proc. Przy czym wykorzystanie tego surowca utrzyma się na stabilnym poziomie, ale jego udział w miksie spadnie, bo wzrost zapotrzebowania na energię zostanie pokryty przez inne źródła. W kolejnej dekadzie udział węgla ma znacząco spaść, ale nadal sięgać powyżej 20 proc.

– Widać duży rozdźwięk między projektem polskiej polityki energetycznej a planami przedstawionymi przez Unię zarówno w kwestii efektywności energetycznej, jak też tej związanej z rozwojem zielonej energetyki – zauważa Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii. Jak tłumaczy, nasz kraj zgodził się na wspólny cel UE, by do 2030 r. zwiększyć udział odnawialnych źródeł energii do 32 proc. Tymczasem w krajowym planie jest 27 proc. – Nie widać też w ogóle, by w polityce energetycznej uwzględniono kwestię walki ze smogiem – dodaje Maćkowiak-Pandera.

Foto: GG Parkiet

Z kolei Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, twierdzi, że w Polsce najpierw tworzymy politykę, a potem próbujemy ją naukowo uzasadnić. – Z kolei deklaracje UE oparte są na faktach, trendach w światowej energetyce, sprawiedliwym stosowaniu zasady „zanieczyszczający płaci", na rozpoznaniu interesów w dalszej przyszłości. Urzędnicy unijni wiedzą, że bogactwem krajów jest bezpieczeństwo energetyczne i innowacyjność. Tyle że Polska to bezpieczeństwo rozumie zupełnie inaczej. Musimy wyjść z węgla nie tylko z uwagi na światowe trendy w zakresie ochrony środowiska i klimatu, ale z najprostszej przyczyny – nie mamy go w dostatecznej ilości, by zasilić polską energetykę, i skazujemy się na import – dodaje.