Gdy upały przekraczają 30 stopni, ludzie zaczynają włączać kolejne urządzenia chłodzące, co skokowo zwiększa zużycie prądu. Z kolei chłodzenie w polskich elektrowniach opiera się w dużej mierze na poborze wody z rzek. Kłopoty spotęguje też ich temperatura, zwłaszcza jeśli sięgnie poziomu 25–27 stopni C – takim scenariuszem kryzysu w branży energetycznej dzieli się z „Parkietem" szefowa Forum Energii, Joanna Maćkowiak-Pandera.

Elektrownie w opałach

Nie jesteśmy daleko od ziszczenia się tego scenariusza: temperatury powietrza w najbliższych dniach będą regularnie przebijać wyznaczony próg, według danych IMGW stan Wisły w Warszawie jest drastycznie niski (44 cm), a temperatura wód w jeziorach oscyluje w granicach 21–23 st.

– Mamy dwie elektrownie, które opierają się na rzece, i dla nich ta sytuacja może rzeczywiście oznaczać problemy – mówi nam prof. Władysław Mielczarski, ekspert Politechniki Łódzkiej. – To Kozienice i Połaniec – dodaje. Należące do koncernu Enea elektrownie pobierają i zrzucają wodę do Wisły. Problem w tym, że zrzucana woda powinna zostać schłodzona, przede wszystkim z uwagi na wymogi związane z ochroną środowiska.

– Do wyboru są dwie opcje: albo obniżyć moc, czyli produkować mniej energii (przy większym zapotrzebowaniu – przyp. red.); albo uruchomić dodatkowe schładzacze, co oznacza dodatkowe straty energii – kwituje nasz rozmówca. Według Mielczarskiego ten rok przetrwamy, ale z roku na rok będzie coraz gorzej.

Program Rozwoju Retencji

O ironio, najbardziej palącym problem polskiej energetyki może się stać woda. Zapobiec jej ma rewolucja: program rozwoju retencji, który – jak dowiedział się „Parkiet" – w przyszłym tygodniu trafi pod obrady rządu.

Wart 14 mld zł plan obejmuje 94 inwestycje realizowane w oparciu o środki pozyskane głównie z UE. Do największych zaliczają się m.in. ochrona przeciwpowodziowa na Wiśle poniżej Włocławka (3,5 mld zł) czy zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny na Odrze (2 mld zł). W efekcie retencja – zatrzymywanie wód przez jeziora i zbiorniki wodne – ma wzrosnąć z obecnych 6 do 15 proc. Cel ma zostać osiągnięty w 2027 r., najpóźniej w 2030 r.

Wcześniej czy później podobne plany podnoszenia retencji uderzą w polską energetykę, bowiem nie ulega wątpliwości, że jedną z przyczyn niskiego stanu wód są kopalnie odkrywkowe węgla brunatnego. – Mocno obniżają one poziom wód gruntowych, przez co tworzy się tzw. lej depresyjny – mówi „Parkietowi" prof. Bogdan Ozga-Zieliński z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Taki lej ściąga wody z obszaru w promieniu od kilkunastu do 100 km. Wygląda zatem na to, że surowiec będący paliwem polskiej energetyki jest nie tylko kosztowny ze względu na konieczność zakupu pozwoleń na emisje CO2, ale i pośrednio destabilizuje system energetyczny.