A jaki jest pomysł na to, by zwiększyć aktywność klientów i tę bazę bardziej monetyzować?
Głównym źródłem przychodów są oczywiście dla nas CFD. Jeśli baza klientów będzie dynamicznie rosła i poziom zainteresowania CFD się utrzyma, to będzie pozytywnie to wpływało na nasz biznes. Oczywiście mamy też akcje i ETF-y, oprocentowanie wolnych środków i to nie generuje istotnych przychodów. Patrząc na ten aspekt, baza klientów wciąż bowiem jest zbyt niska. Jeśli mielibyśmy pięć razy więcej klientów, to i przychody z tego obszaru byłyby wyższe. To, co jednak ważne, to fakt, że do instrumentów CFD dokładamy nowe rozwiązania, czyli kryptowaluty czy też opcje, które mają nam generować dodatkowe przychody. Będzie to atrakcyjna oferta, ale nie będzie to oferta bezprowizyjna. Liczymy więc, że opcje, a w szczególności kryptowaluty pozwolą nam zdywersyfikować bardziej przychody. Jeśli się to uda, to też zakładam, że i nasza wycena giełdowa będzie na zdecydowanie wyższym poziomie.
Gdzie jest „sufit” jeśli chodzi o dynamikę pozyskiwania nowych klientów? W nieskończoność takich wzrostów przecież nie da się utrzymać?
My dzisiaj tak naprawdę nie widzimy tego sufitu. Jeśli dodamy do oferty kryptowaluty, to wchodzimy w całkiem nowy biznes, zaczynamy zupełnie inną walkę konkurencyjną. W Polsce mamy ponad 2 mln rachunków maklerskich, a mówi się, że w kryptowaluty inwestuje nawet 3 mln Polaków. Jest to więc całkiem nowa baza klientów, więc ja tego sufitu nie widzę. Patrząc też na wyniki polskiego oddziału, to już nie raz wydawało się, że docieramy do sufitu, a później okazywało się, że zostawialiśmy go daleko w tyle. Dokładnie taka sama jest sytuacja na rynkach, gdzie jesteśmy liderem. Uważam więc, że w ciągu kilku lat pozyskiwanie nawet dwóch milionów klientów rocznie jest jak najbardziej realne.
To Polska nadal będzie tym motorem napędowym?
Na każdym rynku, na którym jesteśmy dynamiki są bardzo duże, ale w Polsce są one jeszcze większe. Świadomość oferty i marki jest tak duża, że jesteśmy pierwszym wyborem dla inwestorów. Chciałbym móc powiedzieć, że będziemy mieli do czynienia z dużo większą dywersyfikacją, ale przy tym tempie rozwoju biznesu w Polsce na ten moment wciąż wydaje się to mało realne, chociaż oczywiście zagraniczne oddziały rozwijają się też bardzo szybko.
2026 r. to będzie okres inwestowania we wzrost nawet kosztem rentowności?
Zdecydowanie nie. Ubiegły rok można uznać za „przejściowy”. Tak jak wspomniałem, nie mamy jasno określonych prognoz. Dla mnie ważne jest jednak to, żeby zarówno innym, jak i sobie udowodnić, że ten model biznesowy ma sens i jesteśmy naprawdę w stanie pokazać bardzo dobre wyniki w tym roku.
To będzie się też wiązało z mniejszą dynamiką wzrostów po stronie kosztów?
Zdecydowanie, przy czym tutaj też trzeba podzielić to na dwa obszary. Jeśli chodzi o wydatki marketingowe, to tutaj nie zamierzamy zwalniać tempa. Jeśli chcemy być największą europejską firmą, to musimy wydawać pieniądze na marketing, a nie tylko liczyć na to, że produkt sam się obroni. W przypadku innych kosztów mamy jednak zdecydowanie inne podejście. Podchodząc do budżetu na ten rok po raz pierwszy byliśmy bardzo ostrożni. W tym roku jeśli chodzi o kadrę, to zakładamy wzrost zaledwie o 1 proc. Czegoś takiego w historii naszej spółki jeszcze nie było. Oczywiście koszty osobowe będą inne, w tym przypadku zabudżetowaliśmy wzrost o około 16-17 proc., ale to oczywiście kwestia ewentualnych podwyżek i innych działań.