Rok temu mówił pan, że zmienność ciągnie do maklerki. Tej zmienności w 2022 r. nie brakowało. Czuł się pan jak ryba w wodzie?

Fakt, lubię zmienność, bo to powoduje, że rynek nie jest nudny. Jednak nigdy nie czuję się jak ryba w wodzie, bo rynek lubi płatać figle. Właśnie te zaskoczenia są ciekawe, bo pokazują nam, jak nieprzewidywalny potrafi być rynek.

Co pan, jako makler, zapamięta w szczególności z 2022 r.?

Na pewno zapamiętam inwazję Rosji na Ukrainę, w którą mało kto wierzył, ale niestety nastąpiła. Tak na marginesie „przewidział” to Kondratiew.

Wszystko wskazuje, że jesteśmy w cyklu określanym przez niego jako „Lato”. Cechami charakterystycznymi dla cyklu są: bessa na giełdzie, inflacja, wzrost stóp procentowych, spowolnienie gospodarcze, ale niestety i wojna.

To, co się działo w 2022 r., da się porównać, z perspektywy pana pracy, z tym, z czym mieliśmy do czynienia w 2020 r.?

Każdy z przytoczonych okresów miał inną charakterystykę. Rok 2020 to wybuch paniki „pandemicznej”.

Z kolei 2022 rok to bessa rynkowa. Jak pokazuje historia, którą oczywiście najłatwiej analizować, w 2020 roku trzeba było kupować, a w 2022 sprzedawać. Fajnie, jak uda się dostrzec takie różnice w odpowiednim czasie.

Dla maklera lepiej się pracuje w czasach hossy czy bessy, a może nie ma to aż tak dużego znaczenia?

Człowiek z natury jest raczej optymistą, a hossa to okres, kiedy uczestnicy rynku patrzą na rynek jako miejsce do pomnażania kapitału. Uważam, że ten okres dla maklerów jest bardziej sprzyjający, bo hossa daje szersza paletę możliwości.

Wy, maklerzy instytucjonalni, działacie trochę w cieniu rynku. Jaka jest wasza prawdziwa rola, bo być może wielu tego nie wie?

To, że nie jesteśmy na pierwszych stronach gazet, to nie znaczy, że się „ukrywamy”. Nasza rola pozostaje niezmienna, staramy się pomagać klientom, co nie byłoby możliwe bez wsparcia zespołu. Jest to wspólna praca zespołów maklerskich, analityków, ale i osób z tzw. back office, którzy nas wspierają, a są mniej widoczni.

Jaką widzi pan przyszłość przed maklerami instytucjonalnymi. Handel, również na naszym rynku, się automatyzuje. Nie boi się pan, że wasza praca będzie powoli traciła na znaczeniu?

Automatyzacja zmieniła wiele zawodów, trzeba ją zaakceptować i z niej korzystać. Jednak wydaje mi się, że pod względem elastyczności i indywidualnego podejścia człowiek na razie jest niezastępowalny.

Automat działa tylko w pewnych ramach. Ranking maklerów instytucjonalnych, który ukazuje się w „Parkiecie”, pokazuje, że nasza praca jest doceniana i chciałbym podziękować wszystkim za oddane na nas głosy. To, że klienci zwracają na nasze starania uwagę, motywuje nas do lepszej pracy.