Inwestorzy po raz kolejny próbują wycenić scenariusz deeskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. Doniesienia o możliwym nowym porozumieniu między USA a Iranem wywołały klasyczny „risk on”. Ropa Brent cofnęła się poniżej 104 USD za baryłkę, rentowności obligacji spadły, a giełdy akcji od Warszawy po Frankfurt wyraźnie odbiły w górę. Rynek próbuje grać pod scenariusz uniknięcia pełnej eskalacji w regionie i odblokowania części premii geopolitycznej w cenach aktywów. Nie oznacza to jednak, że ryzyko zniknęło. Nasz autorski wskaźnik TCCI utrzymuje się na poziomie 8,5 w dziewięciostopniowej skali, co historycznie odpowiada późnej fazie cyklu kredytowego, bardzo silnej kompresji spreadów i dużej tolerancji inwestorów na ryzyko kredytowe. Rynek wciąż zakłada miękkie lądowanie gospodarki i względnie szybki powrót do stabilizacji globalnego handlu oraz inflacji. Problem w tym, że przy takich poziomach wycen margines bezpieczeństwa pozostaje ograniczony. Ciekawszy sygnał wysyła obecnie płynność. TLCI utrzymuje się w okolicach 5 pkt. Oznacza to, że mimo poprawy nastrojów inwestorzy nadal ostrożnie podchodzą do finansowania i krótkoterminowej płynności. W praktyce oznacza to, że obecne odbicie rynków może być bardziej odreagowaniem panicznych scenariuszy niż początkiem nowego trwałego trendu wzrostowego. Inwestorzy coraz mniej wierzą w szybkie cięcia stóp procentowych. Zastanawiają się raczej, czy na nowo nie rozkręci się inflacyjna spirala. Taki układ zwykle premiuje selektywność, a nie szerokie kupowanie ryzyka.