Oddzielne jednostki organizacyjne, rozsiane po całej Polsce specjalistyczne punkty obsługi klienta, co najmniej kilku maklerów w POK-u – taki obraz rynku maklerskiego odchodzi powoli do lamusa. Utrzymująca się od dłuższego czasu nie najlepsza koniunktura w branży plus rosnące koszty funkcjonowania, które coraz częściej związane są z nowymi regulacjami, stawiają pod znakiem zapytania stary model funkcjonowania domów maklerskich. Trend jest jednoznaczny i nie da się obok niego przejść obojętnie. Domy maklerskie coraz częściej wcielane są w struktury banków pod hasłem „efektów synergii". I chociaż brokerów bolą te zmiany, to nie muszą one być też gwoździem do trumny dla biznesu. Jak można bowiem usłyszeć, na rynku integrację z bankiem można zrobić „źle albo po prostu neutralnie".