Wierzytelności

Wierzyciele GetBacku między chciwością a racjonalnością

Obligatariusze GetBacku muszą pogodzić się z tym, że na inwestycji w papiery spółki poniosą straty. Będą one dotkliwe, chociaż dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć jak bardzo.
Foto: Fotorzepa, Andrzej Bogacz

GetBack od dobrych kilku miesięcy jest tematem numer jeden na rynku kapitałowym. O ile do tej pory głównie wychodziły na światło dzienne kolejne szokujące informacje na temat spółki i praktyk stosowanych przez jej poprzedni zarząd, o tyle teraz zbliża się w końcu czas podjęcia kluczowych decyzji. Na wtorek 28 sierpnia zaplanowano we Wrocławiu zgromadzenie wierzycieli GetBacku, które ma zdecydować, jak będzie wyglądał plan spłaty długów windykatora. Nie ma się jednak co łudzić: musiałby się stać cud, aby obligatariusze spółki odzyskali wszystkie zainwestowane pieniądze. Dyskusja o tym, kto zawinił, kto nie dopilnował i kto jest odpowiedzialny za całą sytuację, trwa i zapewne będzie trwała jeszcze długo. Dla ponad 9 tys. osób, które w sumie w papiery GetBacku zainwestowały ponad 2,5 mld zł, znalezienie winnych (w tym przypadku trzeba bowiem używać liczby mnogiej) jest oczywiście ważne, ale kluczowe jest to, ile faktycznie pieniędzy odzyskają. Naturalnie im więcej, tym lepiej, ale trzeba jednocześnie pamiętać, że chcieć, wcale nie znaczy móc.

Potencjalne scenariusze

Zacznijmy od tego, co może wydarzyć się we wtorek, o ile w ogóle się coś wydarzy. Od pewnego czasu bowiem zarówno sama spółka, jak i ustanowiona rada wierzycieli zabiegały, aby termin zgromadzenia wierzycieli został przesunięty na początek października. To miałoby dać spółce więcej czasu m.in. na znalezienie inwestora (z informacji GetBacku wynika, że ma w tej chwili podpisanych 11 umów o poufności), wypracowanie bardziej dokładnych propozycji układowych czy chociażby na negocjacje z wierzycielami zabezpieczonymi, którzy mogliby dołączyć do układu. Rada wierzycieli w tej sprawie zwróciła się nawet do KNF, która obiecała, że zgłosi się z taką prośbą do sądu. Do zamknięcia tego wydania „Parkietu" nie było żadnej decyzji odnośnie do tego, aby zebranie wierzycieli miało się nie odbyć. Nie można jednak wykluczyć, że owszem, zebranie się odbędzie, ale do głosowania w sprawie układu nie dojdzie. Możliwe, że zostanie ogłoszona przerwa i tym samym spółka zyska nieco na czasie.

Foto: GG Parkiet

– Przełożenie głosowania miałoby parę zalet. Rozmawiamy z bankami i instytucjami finansowymi, aby przystąpiły do układu i zgodziły się na haircut. Zgodziła się na to na razie jedna, dwie są otwarte na dyskusję, dwie chłodno na to zareagowały. Zaawansowanie negocjacji z bankami to dopiero 20–30 proc. Poza tym jesteśmy w trakcie czyszczenia bilansu i odwracania niektórych transakcji, głównie tych dotyczących żonglowania portfelami. To kluczowe dla biznesu spółki. Dodatkowo na początku października moglibyśmy pokazać obligatariuszom oferty od inwestorów, które byłyby może jeszcze nie finalne, ale przynajmniej mocno zaawansowane, zawierające pewne zobowiązanie – argumentował w ostatnich dniach Przemysław Dąbrowski, prezes GetBacku.

Wiadomo, że nic nie wiadomo

Biorąc pod uwagę argumentację spółki, a także fakt, że i rada wierzycieli wciąż pracuje nad kolejnymi propozycjami układowymi, przełożenie głosowania wydaje się w chwili obecnej najlepszym scenariuszem. Nie można jednak wykluczyć, że do głosowania dojdzie. Co wtedy?

Na stole są trzy propozycje układowe autorstwa samego GetBacku, kuratora, a także rady wierzycieli. Sam GetBack zakłada, że obligacje spłaci w 31 proc., a kurator, jak i rada wierzycieli proponują spłatę długu na poziomie 50,5 proc. (szczegóły w ramkach powyżej). Patrząc na te liczby, a także fakt, że około 80 proc. wartości głosów ma kurator, raczej nietrudno się domyślić, która opcja będzie forsowana. I tutaj tak naprawdę dochodzimy do sedna sprawy.

O ile bowiem łatwo szachować liczbami, o tyle o wiele trudniej będzie się z nich wywiązać. Problem w tym, że dziś nie wiemy, jaka jest faktycznie kondycja firmy, a konkretniej, ile tak naprawdę warte są jej portfele wierzytelności. Sam GetBack szacuje ich wartość na około 1,3 mld zł, a suma niezdyskontowanych przepływów pieniężnych (ERC) szacowana jest na 2,27 mld zł. Trzeba jednak pamiętać, że to spółka sama dokonała tej wyceny, więc nawet zakładając jej dobrą wolę, i tak trzeba do niej podchodzić z ostrożnością, tak samo zresztą jak i do wyliczeń kuratora czy też rady wierzycieli. Niestety, mimo tego co deklarował GetBack, nie udało się stworzyć niezależnej wyceny portfeli. To jest najsłabszy punkt całej układanki. To, że jest źle, wiedzą chyba wszyscy, ale pewnie nieliczni wiedzą jaka jest naprawdę sytuacja spółki. Sam zarząd deklaruje poza tym, że chce jak najlepszych, a zarazem realnych propozycji dla obligatariuszy, jednak nie można zapominać, że zarząd ten został wybrany przez fundusz Abris i nie można wykluczyć, że i on ma wobec władz GetBacku pewne oczekiwania.

Potrzebny zdrowy rozsądek

Obligatariusze, którzy wezmą udział we wtorkowym zgromadzeniu, stoją więc przed nie lada wyzwaniem. Oczywiście najłatwiej i teoretycznie najkorzystniej byłoby przegłosować propozycję kuratora, ale jeśli portfele GetBacku faktycznie warte są tyle, na ile szacuje to sama spółka, to przepchnięcie propozycji kuratora może dla GetBacku okazać się pocałunkiem śmierci. Sam zarząd windykatora od początku krytykował założenia kuratora, ale ostatnio postanowił zagrać va banque.

– Musimy być realistami i uważamy, że nasza propozycja może być wykonana. Jeśli nie zostanie przyjęta, zarząd zrezygnuje. Nie możemy realizować ze względów prawnych planu, który naszym zdaniem jest nierealny. Jeśli układ się uprawomocni, co potrwa miesiąc–dwa, walne zgromadzenie i nowa rada nadzorcza będą musiały wybrać nowy zarząd – postawił sprawę jasno Przemysław Dąbrowski.

Straty obligatariuszy są nieuniknione. Rycerz na białym koniu się nie pojawi i nie odda im wszystkich zainwestowanych pieniędzy (obiecywał to co prawda były prezes GetBacku Konrad K., ale zza krat może być mu ciężko go przywołać). Ważne, aby w myśleniu o GetBacku nie zwyciężyła znowu chciwość. To między innymi ona doprowadziła do miejsca, w którym teraz jesteśmy. Jeśli znów weźmie górę, to może się okazać, że mimo iż wierzyciele spółki są na dnie, to jeszcze i tak usłyszą pukanie od spodu.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły