REKLAMA
REKLAMA

Technologie

Nowe gry od 11 bit studios. Kiedy „Projekt 8”?

Gościem Dariusza Wieczorka w Parkiet TV był Grzegorz Miechowski, prezes i znaczący akcjonariusz spółki 11 bit studios.
Foto: parkiet.com

Stworzyliście takie gry  jak „This War of Mine" oraz „Frostpunk". Od dłuższego czasu pracujecie nad kolejną dużą grą o roboczym tytule „Projekt 8". Na jakim jest etapie?

Pracy przed nami jeszcze sporo. Projekt jest ambitny. Znów zawiesiliśmy wysoko poprzeczkę. Kamieniem milowym, który chcemy zrealizować przy „Projekcie 8", jest multiplatformowa premiera, co nie jest łatwym zadaniem.

Ile osób pracuje teraz nad nowym projektem i czy ktoś już widział tę grę?

Zespół zbliża się do 30 osób i jest cały czas rozbudowywany. Mamy otwartych sporo nowych procesów rekrutacyjnych. Docelowo chcemy, żeby zespół ten przekroczył 60 osób. Pokazywaliśmy już wstępnie grę naszym kluczowym partnerom i reakcje były bardzo pozytywne. Jesteśmy dobrej myśli.

Jaki to będzie gatunek?

Nie mogę zdradzić. To jedna z tych informacji, które są cennymi zasobami dla marketingu.

Kiedy ruszycie z taką kampanią?

Rozumiem niecierpliwość inwestorów, ale musimy uzbroić się w cierpliwość. Podobnie było przy „Frostpunku" – warto było czekać.

Jak pan ocenia potencjał nowej gry w stosunku do „Frostpunka" czy „This War od Mine"? Czy to będzie dużo większa produkcja?

Staramy się robić takie gry, które uzasadniają nieco wyższą cenę. Za tym oczywiście musi iść coraz lepsza jakość i skala. Kolejna kwestia to konsole. Rynek gier na komputery PC to ponad 30 mld USD, a na konsole ponad drugie tyle. Czyli wejście na konsole oznacza znaczące zwiększenie zasięgu graczy, do których możemy trafić z naszą grą.

Kiedy będzie premiera waszej nowej gry – niektórzy analitycy stawiają na koniec 2020 r., inni raczej na 2021 r. Czy któraś z tych dat jest panu bliższa?

Nie mogę się na ten temat wypowiadać. Gdy będziemy się czuli komfortowo z konkretną datą, to wtedy ją podamy.

A ci partnerzy, o których pan wspomniał i którzy widzieli grę – na co zwracają uwagę?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałbym ujawnić, o czym jest gra. A tego zrobić teraz nie mogę...

„Projekt 8" to będzie wasza ósma gra, ale trwają już prace nad projektem nr 9 i 10. Na jakim są etapie?

Zespół, który tworzył „This War of Mine", przeniósł się do prac koncepcyjnych nad projektem numer 9, a część zespołu, który stworzył „Frostpunka", już rozpoczyna prace nad projektem numer 10.

Czy waszym celem jest, żeby za kilka lat wydawać co roku dużą własną produkcję?

Tak, dokładnie taki mamy cel. Właśnie po to budujemy trzy zespoły. Chcemy co roku wydawać jedną, dużą grę. A to będziemy uzupełniać dodatkowo grami z wydawnictwa.

Jak mocno wasz zespół musi urosnąć?

Żeby tworzyć gry o skali podobnej do „Frostpunka" czy „Projektu 8", potrzebujemy trzech zespołów, a w każdym co najmniej 60 osób. Do tego dział administracyjny, wydawniczy, marketingu, sprzedaży itp. To oznacza, że w sumie potrzebujemy ponad 200 osób, może 220–250.

Teraz ile ich pracuje w spółce? Ponad 130. Wspomniał pan już o wydawnictwie. Kiedy pojawią się informacje w sprawie nowych gier z wydawnictwa?

Prace w tej sprawie trwają.

Czy informacje trafią na rynek jeszcze w tym roku? Wiele na to wskazuje. Jedną z gier z wydawnictwa jest „Children od Morta". 20 listopada będzie premiera na Nintendo Switch. Jakie są oczekiwania i jak ta gra się sprzedaje do tej pory na konsolach i PC-tach?

Początek mamy bardzo ładny. Gra sprzedaje się podobnie jak „Moonlighter". Łączne przychody za pierwsze dwa miesiące od premiery są bardzo podobne.

Jakich premier w najbliższych miesiącach można się spodziewać?

Pracujemy m.in. nad dodatkami do „Frostpunka" oraz kolejnymi wersjami sprzętowymi do „Moonlightera". Czyli przed nami kolejne dodatki i platformy – konsekwentnie wydłużamy cykl życia naszych gier.

Jak oceniacie sprzedaż „Frostpunka"? Premiera była wiosną 2018 r. Według niektórych analityków sprzedaż wersji konsolowej jest nieco poniżej oczekiwań.

Też tak uważamy, zwłaszcza że gra dostała znakomite recenzje w wersji na konsole. Ogólnie rzecz biorąc, możemy natomiast spojrzeć, jak radzi sobie „Frostpunk", porównując go do „This War of Mine". Właśnie mija pięć lat, odkąd ta ostatnia gra jest na rynku i w tym czasie przyniosła nam już ponad 90 mln zł przychodów. Z kolei „Frostpunk" za pierwsze 14 miesięcy przyniósł już ponad 70 mln zł. Te liczby mówią same za siebie.

Niedługo wasza spółka poda wyniki za III kwartał. Jak go oceniacie i jak zapowiada się końcówka roku?

Trzeci kwartał historycznie zawsze był najsłabszy, ale w tym roku jestem zadowolony. Natomiast IV kwartał sezonowo zawsze jest najlepszy. W tym roku również zaczął się dobrze, ale jeszcze się nie skończył, więc nie chcę go podsumowywać.

Kończy się program motywacyjny na lata 2017–2019, bazujący na wynikach, jakie spółka ma osiągnąć. Chyba nie będzie problemu z wypełnieniem jego warunków? Czy pracujecie nad kolejnym programem?

Rzeczywiście nie było problemów z realizacją naszych dwóch dotychczasowych programów motywacyjnych, co wszystkich cieszy. Teraz pracujemy nad założeniami dotyczącymi trzeciego programu. Uważam, że ciągle jesteśmy niewielką spółką, która ma bardzo duży potencjał wzrostu i mam nadzieję, że cele, jakie podamy, też będą odebrane przez rynek jako ambitne.

Analitycy różnie widzą wasz potencjał: Trigon DM zaleca „sprzedaj", a DM BOŚ „kupuj". Które z tych podejść jest panu bliższe, to drugie, długoterminowe autorstwa DM BOŚ?

Zdecydowanie tak. Natomiast pytania dotyczące rekomendacji powinny być raczej kierowane do ich autorów. Ja jestem inwestorem długoterminowym i trzymam nasze akcje.

Wróćmy jeszcze do programu motywacyjnego. Ten kończący się zakłada emisję akcji dla pracowników. Ale spółka ma dużo gotówki, ponad 80 mln zł. Czy przy nowym programie rozważacie np. opcję, że nie będzie emisji, ale część z tej gotówki przeznaczycie na buy back akcji, żeby wydać je pracownikom?

Tak, rozważamy taką opcję. Właśnie to analizujemy. Liczymy m.in., ile pieniędzy trafi do spółki na początku przyszłego roku z tytułu objęcia akcji w ramach obecnego programu motywacyjnego, a jest to znacząca kwota ponad 13 mln zł. Warte rozważenia jest, czy tej kwoty nie wykorzystać na skupienie akcji, które mogłyby być potem wykorzystane w kolejnym programie.

A jeżeli nie wydacie pieniędzy na skup akcji, to może będzie dywidenda?

Nie spieszyłbym się z nią. 11 bit studios jest jeszcze niedużą firmą. Chcemy zwiększać zatrudnienie i wypuszczać więcej gier. Pieniądze są nam potrzebne na rozwój.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA