Sztuka

Grudniowy wyścig cenowy

Inwestycje › Przyszłość lokat na rynku sztuki zależy od 30-latków. Ważna jest edukacja.
„Węglarz” Tadeusza Makowskiego ma cenę 45 tys. zł.
Nautilus

W grudniu obroty na aukcjach są najwyższe w roku. Przez cały rok trwa wyścig pomiędzy domami aukcyjnymi, który z nich najdrożej sprzeda dzieło sztuki. Zwykle w grudniu następuje finał wyścigu cenowego. Ktoś kto zorganizuje aukcję jako ostatni, ma szansę zaskoczyć konkurencję najwyższym wynikiem.

W tym roku, z uwagi na burzliwą sytuację społeczną i pandemię, może lepiej jest sprzedać towar jak najwcześniej? Sytuacja epidemiczna może nieoczekiwanie skomplikować nawet internetowy handel sztuką.

Co wzbudzi sensację na listopadowych aukcjach?

21 listopada krakowski antykwariat Nautilus zorganizuje aukcję grafiki artystycznej, rysunków i fotografii (www.nautilus-art.pl). Wiele obiektów nadaje się na eleganckie prezenty.

Kolekcjonerów zainteresują grafiki i rysunki Tadeusza Makowskiego. Na 29 tys. zł wyceniono rzadki miedzioryt z 1618 roku Brauna i Hogenberga. To efektowny „Widok Krakowa" (36 na 105 cm). Wyróżniają się dekoracyjne i względnie tanie drzeworyty Władysława Bieleckiego (1896–1943). Grafika artystyczna nadal jest istotnie tańsza niż malarstwo. To okazja dla mniej zamożnych klientów.

Muzealną wartość ma słynna „Teka Melpomeny" z 1903 roku. Takie same grafiki zdobią zabytkowe wnętrze najpiękniejszej polskiej kawiarni czyli Jamy Michalikowej w Krakowie.

Przed laty „Tekę Melpomeny" kupowano dla zysku. Grafiki zawarte w „Tece" sprzedawano pojedynczo na aukcjach. Czy dziś wyprzedaż na sztuki nadal może być opłacalna? W oferowanej „Tece" są trzy grafiki Witolda Wojtkiewicza. Same grafiki Wojtkiewicza w sumie mogą osiągnąć wyższą cenę niż cena całości.

Faktem jest, że na rynku nie ma grafiki artystycznej. Oferta specjalistycznych aukcji grafiki jest wyraźnie jakościowo słabsza niż przed laty. W ofercie Nautilusa umieszczono teraz aż 30 rysunków Karola Frycza (1877–1963). Czy rynek wchłonie taką dawkę? To kolejny dowód na to, że brakuje aukcyjnego towaru i firmy ratują się, jak mogą.

Stołeczna Piękna Gallery 25 listopada zorganizuje aukcję powojennych klasyków (www.pieknagallery.pl). Są w ofercie prace poszukiwanych artystów, np. Stażewskiego, Dobkowskiego, Sienickiego, Dwurnika i zmarłego ostatnio Stanisława Fijałkowskiego.

Sensację wzbudzi oferta Sopockiego Domu Aukcyjnego. 28 listopada firma licytować będzie dzieła np. Jacka Malczewskiego, Alfreda Wierusza-Kowalskiego i Stanisława Wyspiańskiego.

Jest w ofercie bogaty zestaw prac polskich artystów emigrantów, którzy należeli do międzynarodowego środowiska Ecole de Paris (www.sda.pl). To obrazy np. Meli Muter, Eugeniusza Zaka i Romana Kramsztyka.

Licytowany będzie w Sopocie obraz Władysława Ślewińskiego(1854–1918). To dobra okazja, żeby się zastanowić nad fenomenem cenowym tego artysty.

Ślewiński powinien budzić zdecydowanie większe zainteresowanie z uwagi na poziom artystyczny, światową legendę, związki z Paulem Gauguinem. Natomiast prace artysty nierzadko spadają z licytacji, z wysiłkiem osiągają ceny powyżej 200 tys. zł. Dlaczego?

Ślewiński jako jeden z niewielu polskich malarzy jest ściśle związany z europejską sztuką. Przyjaźnił się z Paulem Gauguinem, wspólnie malowali, należał do legendarnego środowiska artystycznego w Pont Aven. Namalował świetne dzieła, które zdobią galerie krajowych Muzeów Narodowych. „Śpiąca dziewczyna z kotem" Ślewińskiego to być może najpiękniejszy obraz na krajowym rynku po 1989 roku. Obraz ten w 2012 roku oferowano za astronomiczną cenę 4,6 mln zł. Świetny malarz, światowa legenda, rynkowe sensacje i względnie niskie ceny? Czy one mogą wzrosnąć stosownie do rangi malarza? Względnie niskie koszty Ślewińskiego moim zdaniem warto rozpatrywać szczególnie na tle rekordowych cen, jakie osiąga malarstwo Eugeniusza Zaka (1884–1926).

Zak nie odniósł za życia sukcesu artystycznego, towarzyskiego czy finansowego. Artysta nie ma legendy. Obrazy Zaka osiągają u nas radykalnie wyższe ceny niż dzieła Ślewińskiego. Czy ceny Zaka zostały wykreowane przez marszandów?

Przeprowadziłem wiele wywiadów z Krzysztofem Zagrodzkim z Paryża, rządowym ekspertem francuskiego rynku sztuki. Zagrodzki w jednym z wywiadów mówi, że jeszcze w połowie lat 80. doskonały obraz Zaka można było kupić za 2 tysiące franków. Kto i dlaczego wypromował akurat tego malarza?

Uproszczeniem jest tłumaczenie, że polskim klientom po prostu podoba się malarstwo Zaka, a obrazy Ślewińskiego mniej lub wcale.

Oferowany teraz obraz „Białe piwonie" Ślewińskiego nie należy do najlepszych prac artysty. Obraz był jednak wystawiany, reprodukowany i opisywany, w tym przez prof. Władysławę Jaworską, monografistkę malarza. Obraz ma świetny rodowód. W jakim stopniu fakty te mają na naszym rynku realny wpływ na cenę? Nie ma takich analiz.

Przyszłość rynku zależy od edukacji

Nasz wolny rynek sztuki ma 30 lat, a nie ma dyskusji o tym, z jakich składników zbudowana jest cena. Czy o cenie wywoławczej decyduje tylko właściciel obrazu, który może dyktować warunki przy stale niskiej podaży? Czy o cenie zakupu decyduje jedynie gust nabywcy? Jeśli ktoś kupuje obraz tylko z motywacji inwestycyjnych, to jakie fakty analizuje, z jakich źródeł informacji korzysta? Tego też nie wiemy.

Portal rynku sztuki Artinfo.pl ma wydać raport za ostatnie 30 lat. Jakiego rodzaju informacje, analizy powinny się w nim znaleźć? Do kogo raport ma być skierowany? Paradoksalnie cały czas mówię o pieniądzach, o inwestowaniu. Przyszłość rynku zależy bowiem od edukowania potencjalnych klientów. Ktoś za 10–20 lat musi od nas odkupić obrazy, które teraz kupimy jako lokatę.

Kto ma być odbiorcą tego raportu? W 1989 roku do katalogów pierwszych po wojnie aukcji pisałem teksty o polskich tradycjach kolekcjonerskich. Wtedy nie było na świecie 30-latków, którzy dziś są przyszłością Polski i naszego lokalnego rynku sztuki. To do nich przede wszystkim powinien być skierowany raport.

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.