Sztuka

Prosty przepis na zysk

Inwestycje alternatywne › Bogata i różnorodna oferta jesiennych aukcji.
Od 19 tys. zł licytowany będzie obraz Dwurnika pt. „Sopot”.
Sopocki

Lada dzień padną kolejne rekordy cenowe na rynku sztuki. W trzech ostatnich miesiącach roku zawsze notujemy najwyższe obroty na aukcjach.

13 października w Domu Aukcyjnym Polswiss Art (www.polswissart.pl) licytowane będą dzieła mogące osiągnąć najwyższe ceny. To obrazy np. Jacka Malczewskiego i Piotra Michałowskiego.

Jest do kupienia oryginalna grafika sygnowana przez kultową malarkę Tamarę Łempicką. Praca ma wycenę 35–55 tys. zł. Warto zwrócić uwagę na świetną i tanią pracę Rajmunda Ziemskiego.

Kto kupi portret króla Stanisława Augusta Poniatowskiego w stroju koronacyjnym? Obraz namalowano w XIX stuleciu w duchu malarstwa Bacciarellego. Do takiego obrazu trzeba mieć odpowiednie wnętrze. Trzeba mieć meble, dywany, zegary czy porcelanę z tamtej epoki. Powstają nowe wnętrza w stylu dawnych epok? Pisma wnętrzarskie unikają zachwalania takich wnętrz.

Kto nie ma szczęścia na rynku?

Są w ofercie Polswiss Art prace niedoszacowane? To moim zdaniem obraz Hanny Rudzkiej-Cybisowej. Generalnie prace malarki mają ceny względnie niskie. Nie da się tego wyjaśnić panującą na rynku opinią, że dzieła kolorystów wyszły z mody. Niejednokrotnie w handlu były np. świetne paryskie pejzaże Cybisowej w niskich cenach.

Cybisowa należała do Komitetu Paryskiego. Wraz ze swoim mężem Janem Cybisem, Zygmuntem Waliszewskim i Józefem Czapskim stworzyła ugrupowanie artystyczne, jedno z najsłynniejszych w dziejach Polski. Z tamtej grupy również Józef Jarema (1900–1974) nie ma szczęścia do rynku. Nawet wybitne obrazy malarza nie budzą należytego zainteresowania kolekcjonerów lub inwestorów.

Podaż aukcyjnego towaru jest u nas jak zawsze niska, a dobre malarstwo nie jest ostro licytowane. Jak zatem przewidzieć, co podrożeje? Co nadaje się na dobrą lokatę? Do znudzenia powtarzam te pytania, bo wzrost cen na rynku sztuki nie jest automatyczny.

W przypadku Rudzkiej-Cybisowej spełnione są racjonalne kryteria, zgodnie z którymi jej prace powinny być rozchwytywane. Tak samo dzieła Józefa Czapskiego, o którym pisałem dwa tygodnie temu. Dzieła tych artystów cieszą się jednak mniejszym powodzeniem od taśmowej produkcji np. Teodora Axentowicza.

Dlaczego w ostatnich latach ostro podrożały prace Witkacego, a nie obrazy Czapskiego? Nie ma publicznych sporów na ten temat. Jak jest spór, to rodzą się nowe pomysły, jak lepiej zarabiać. W publicznych sporach klienci ostrzegają się wzajemnie przed zagrożeniami. Kwitnie edukacja.

Wzrost cen nawet najlepszych obrazów nie jest gwarantowany. Od lat wędruje po kraju wystawa prywatnej kolekcji dzieł Jana Lebensteina. Najpierw była w Zachęcie. Potem m.in. w Galerii aTak. Skąd się wzięły te dzieła? Doświadczony kolekcjoner i dostawca na rynek sztuki kupił zawartość paryskiej pracowni Lebensteina. Kalkulował, że to znakomita inwestycja, że bez problemu wyprzeda dzieła z zyskiem.

Praktyka pokazała, że nie trafił w dziesiątkę. Stąd kolejne wystawy zachwalające towar. Doświadczony fachowiec zatkał się towarem? Tak. Racjonalne warunki wzrostu cen są spełnione, a jednak klienci nie biją się o dzieła Lebensteina.

Czy jest przepis na zysk?

W poniedziałek 12 października ma być dostępny w sprzedaży drukowany raport o rynku sztuki za 2019 rok i pierwsze półrocze tego roku. Wydawcą raportu jest portal Artinfo.pl (www.artinfo.pl). Poznamy najnowszych liderów. Czy będą tak samo liderami za 10, 20 lub 40 lat?

Ze szczerym podziwem czytam przepisy marszandów, jak zrobić majątek na rynku sztuki. W ostatnią sobotę w „Parkiecie" Andrzej Haraburda radzi, żeby rodacy tworzyli prywatne fundusze emerytalne. Co pół roku mam wydać 5 tys. zł na obraz. Po 10 latach sprzedaję jeden obraz co pół roku i może zarabiam z przebitką dziesięciokrotną.

Autor nie mówi, jakie konkretnie obrazy mam kupić. Przy kwocie 5 tys. zł wchodzą w rachubę przede wszystkim autorzy z aukcji najmłodszej sztuki. Ile muszę kupić obrazów, ilu różnych autorów, żeby przynajmniej jeden malarz za dekadę okazał się gwiazdą?

Przypomnę, że aukcje najmłodszej sztuki zaczęto organizować, kiedy rynek załamał się po globalnym kryzysie finansowym w 2008 roku. Wszystkie ceny wywoławcze na tych aukcjach wynosiły 500 zł. Niskie ceny miały być magnesem przyciągającym klientów.

Sztuka ta jest w aukcyjnym obrocie już dziesięć lat. Problem w tym, że liderzy tych aukcji nie są jeszcze kupowani na wtórnym rynku, z drugiej ręki. Jeśli ktoś dziesięć lat temu wylicytował obraz za np. 5 tys. zł, to nie wiadomo, czy sprzeda go za taką samą kwotę. Ja tam nie widzę następców np. Andrzeja Wróblewskiego!

Ciekawe aukcje

28 października w Mazowieckim Domu Aukcyjnym możemy wylicytować rzeźbę Kamila Sipowicza. Celebryta Kamil Sipowicz znany jest przede wszystkim z innej dziedziny. Rzeźba ma cenę wywoławczą 500 zł (www.mazowieckidomaukcyjny.pl).

Z kolei 29 października aukcję zorganizuje Krakowski Dom Aukcyjny (www.krakowskidomaukcyjny.pl). Licytowane będą obrazy Romana Zakrzewskiego (1955–2014). Rzucił mi się też w oczy wspaniały wczesny (1977 rok) obraz Edwarda Dwurnika „Miłość do volkswagena".

A na przykład 24 października Sopocki Dom Aukcyjny (www.sda.pl) wystawi na aukcji typowy pejzaż Dwurnika zatytułowany „Sopot". Samo narzuca się pytanie, który z wyliczonych tu obrazów Dwurnika bardziej nadaje się na lokatę?

Obrazy zasadniczo różnią się konwencją malarską. Jakie obrazy Dwurnika będą najwyżej cenione za 20 lat? Handel obrazami to wielkie specyficzne emocje. Może te emocje są największym zyskiem?

Jest też w sopockiej ofercie świetny obraz Jerzego Nowosielskiego. Dzieła artysty radykalnie podrożeją, kiedy wejdzie na międzynarodowy rynek. Od lat stara się o to marszand Andrzej Starmach. Jakie kapitały są potrzebne, żeby wypromować w świecie polskiego artystę?

Warto prześledzić rewelacyjne wyniki niedawnej aukcji bibliofilskiego antykwariatu Lamus (www.lamus.pl). 28 tys. zł to nowa rekordowa cena pierwodruku „Pana Tadeusza". To o 10 tys. zł więcej, niż wynosił poprzedni rekord. Jak zawsze w Lamusie wystawiono pas kontuszowy. Miał wysoką cenę wywoławczą 80 tys. zł. Prywatne osoby licytowały go do 115 tys. zł. Znów pojawia się nudne pytanie, czy za 20 lat Polacy będą bić się o pasy kontuszowe? A może wcale nie chodzi tu o pieniądze?

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.