Sztuka

Dwurnik jak sztabka złota. Jak odróżnić autentyk od podróbki?

W dalekiej przyszłości na rynku mogą się pojawić kłopoty z odróżnianiem autentyków Dwurnika od podróbek jego malarstwa
Warszawski pejzaż Edwarda Dwurnika.
Desa

W sierpniu nastąpi przerwa w handlu aukcyjnym. To okazja, by częściej odwiedzać galerie, antykwariaty oraz targi staroci. Na targach znaleźć możemy dawne przedmioty domowego użytku o nieznanym dziś przeznaczeniu.

Sfotografowałem kiedyś na przykład filiżankę dla wąsatych. Filiżanka ma półeczkę, na której opierają się wąsy pijącego kawę lub herbatę. Dzięki temu wąsy pozostają suche. Osoby, które przy mnie oglądały tę filiżankę, nawet nie domyślały się jej przeznaczenia.

Drugie dziwne naczynie to karafka na zdjęciu. Ma silnie wklęśnięte dno, które od środka podchodzi nieomal pod szyjkę karafki. Ta karafka to tzw. chytrusek. Oszczędny gospodarz nalewał alkohol. Gość miał wrażenie, że karafka jest pełna, gdy w istocie było w niej mało nalewki.

Jeśli podczas wakacyjnych wycieczek zobaczycie filiżankę dla wąsatych lub „chytruska", to warto je kupić jako ciekawostkę, nawet jeśli ktoś nie ma wąsów lub nie pije alkoholu. Te naczynia to u nas rzadkość.

Fenomen Dwurnika

Domy aukcyjne handlujące obrazami nie ogłosiły jeszcze terminów aukcji w nowym sezonie. Dziś wiadomo jedynie, że Desa Unicum (www.desa.pl) we wrześniu zorganizuje aukcję varsavianów. Wiadomo, że w ofercie będzie np. warszawski pejzaż Edwarda Dwurnika.

Dwurnik to fenomen na naszym rynku. Obrazy artysty sprzedawane są w wielu krajowych galeriach. Domy aukcyjne wprowadzają do handlu nawet najnowsze obrazy Dwurnika, choć porównywalne, bez licytacji, kupić można w galeriach. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że zawsze można je będzie łatwo kupować i odsprzedawać. Obrazy artysty są jak sztabki złota.

Dwurnik jest bardzo popularny, powszechnie rozpoznawalny. Faktem jest, że dzieła popularnych artystów zawsze łatwiej jest sprzedać niż prace nawet wybitnego, ale mało znanego malarza. Z tego powodu przebojem każdej krajowej aukcji jest np. wszechobecny Jerzy Kossak. Natomiast np. Włodzimierz Bartoszewicz czy Konrad Krzyżanowski to artyści rzadko trafiający do handlu. Przez to ich prace na rynku sztuki budzą zainteresowanie tylko koneserów.

W ostatnich latach na aukcjach tworzy się hierarchia cen obrazów Dwurnika. Wielokrotnie sygnalizowałem w „Parkiecie", że dostawcy towaru na krajowy rynek aukcyjny skupują na świecie wczesne dzieła malarza z lat np. siedemdziesiątych. Różnią się one od dzisiejszych prac kolorami, ekspresją, mają wybitną wartość kolekcjonerską.

W kraju obrazy te osiągają zdecydowanie wyższe ceny niż ostatnie prace malarza. Sprzedawcy dawnych dzieł Dwurnika na świecie nie zorientowali się jeszcze, że w Polsce osiągają one atrakcyjne ceny. Na świecie można jej jeszcze kupić okazyjnie tanio.

Ukazują się kolejne książki i albumy o Dwurniku. Przyczyniają się do popularyzacji artysty. Mogą mieć wpływ na wzrost cen. Warto pamiętać, że na cenę ma wpływ również cecha tak irracjonalna jak uroda obrazu. Obraz przede wszystkim powinien być ładny, przyjemny dla oka.

W dalekiej przyszłości na rynku mogą się pojawić kłopoty z odróżnianiem autentyków Dwurnika od podróbek jego malarstwa. Sygnalizowałem już wcześniej, że Dwurnik ma pomocników. Malują oni, nazwijmy to, surowe obrazy, które Dwurnik osobiście cyzeluje i sygnuje. Malarz sam ogłosił, że tak przyspieszył produkcję obrazów. Czytamy o tym w książce, gdzie wywiad z artystą przeprowadziła Małgorzata Czyńska.

Dziś już na rynku krążą obrazy z tego samego okresu, które wyraźnie różnią się od siebie. Niektóre z nich są „sztywne" w wyrazie, sprawiają wrażenie, jakby namalowano jest z użyciem linijki. Inne zaś są „rozwichrzone", malowane żywiołowo. Które z nich to dzieła całkowicie namalowane przez samego mistrza? Z powodu tych różnic w przyszłości niektóre obrazy mogą budzić niepokój kupujących, mogą uchodzić za podróbki.

Desa Unicum zasygnalizowała, że w ofercie wrześniowej aukcji będzie np. typowy widoczek warszawski namalowany przez Tadeusza Cieślewskiego (ojca). Przypomniało mi to przygodę Jana Nowaka-Jeziorańskiego, legendarnego dyrektora Sekcji Polskiej Radia Wolna Europa. Jan Nowak był kolekcjonerem. Kiedy osiedlił się w Polsce, to z powodów sentymentalnych postanowił kupić warszawskie pejzaże Tadeusza Cieślewskiego (ojca).

Kolekcjoner dał ogłoszenie do gazety, że chętnie kupi prace artysty. Nie podał swojego nazwiska. Kiedy handlarze zorientowali się, że trafili na zamożnego klienta, to zaczęli mu sprzedawać falsyfikaty. Wiem to, ponieważ w domu Jana Nowaka-Jeziorańskiego spędzałem czas na kolekcjonerskich pogawędkach.

Ważne doświadczenie

Jaką trzeba mieć w sobie bezczelność i poczucie bezkarności, żeby tak czcigodnej osobie proponować falsyfikaty! Jeden z tzw. renomowanych antykwariuszy oszukał kolekcjonera, sprzedał mu fałszywy portret Jana Paderewskiego, wybitnego pianisty i polityka. Opisałem te historie w mojej książce „Przygoda bycia Polakiem".

Kolekcjonera chroni przed falsyfikatami doświadczenie. Zdarza się jednak, że nawet najbardziej kompetentny zbieracz padnie ofiarą renomowanych oszustów. Zawsze warto być czujnym, żeby nie ponieść finansowych strat.

Jan Nowak-Jeziorański powiedział mi w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" (1 lutego 2003): „Nigdy nie kupowałem dzieł sztuki, żeby na tym zarabiać! Tymczasem okazało się to najlepszą inwestycją w moim życiu".

Jest w ofercie wrześniowej aukcji także cukiernica zaprojektowana przez wybitną artystkę Julię Keilową (1902–1943). Artystka zaprojektowała najpiękniejsze przedmioty użytkowe w stylu art déco. Jest ich w sumie kilkaset, poszukiwane są na aukcjach.

Przed wojną Keilowa zaprojektowała reprezentacyjną zastawę stołową dla transatlantyku „Piłsudski". Projekty Keilowej zdobiły także wnętrza transatlantyku „Batory". Wystrój wewnętrzny obydwu okrętów prezentować miał pasażerom i światu to, co najlepsze w polskiej sztuce użytkowej.

Keilowa to kolejny u nas przykład wybitnej artystki, która nie doczekała się najmniejszej choćby monografii czy albumu.

© Licencja na publikację
© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły