REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Super Bowl 2019. A w domu czeka ona

Biznes i sport › W niedzielę Super Bowl LIII. Dla niewtajemniczonych – 53. finał rozgrywek futbolu amerykańskiego w tamtejszej lidze NFL.

Finał odbędzie się na ultranowoczesnym futurystycznym Mercedes-Benz Stadium w Atlancie, zbudowanym kosztem 1,5 mld dolarów.

Foto: AFP

Co roku na zakończenie sezonu słyszymy tę samą historię: to już koniec dynastii New England Patriots, ich epoka właśnie mija, w kolejnym sezonie już nie będą się liczyć. Rozgrywający Tom Brady jest za stary, a trener Bill Belichick nie ma nowych pomysłów. Słowem – czas na emeryturę. A potem, po paru miesiącach zmagań uwielbianej przez Amerykanów ligi NFL, Patriots meldują się w wielkim finale. W niedzielę zmierzą się z Los Angeles Rams. Podział sympatii kibiców jest dość jasny: Nowa Anglia, czyli Boston i okolice, będzie kibicować Patriots, reszta Ameryki będzie trzymać kciuki za Rams. Nie dlatego, że Rams są tak kochani, tylko dlatego, że Patriots są znienawidzeni, bo są utytułowani i bogaci (choć w przypadku Rams też na biednych nie trafiło).

Bojkot finału

Być może będą dwa wyjątki na tej kibicowskiej mapie Stanów Zjednoczonych: za ekipą z Nowej Anglii będą też w Nowym Orleanie, o ile w ogóle będą komukolwiek kibicować. Wszystko dlatego, że uważają się za skrzywdzonych przez sędziów w meczu z Rams, w finale konferencji NFC, decydującym o wejściu do Super Bowl. Część fanów New Orleans Saints zapowiada bojkot Super Bowl. Ich wściekłość jest uzasadniona, bo błąd sędziów był oczywisty. W mieście pojawiły się wielkie billboardy głoszące, że Saints zostali oszukani. Jeden z ich kibiców, prawnik, złożył nawet pozew cywilny, w którym domaga się ponownego rozegrania końcówki meczu. Trudno się dziwić rozpaczy fanów, biorąc pod uwagę, że również poprzedni sezon zakończył się dla nich katastrofą w postaci tzw. Minnesota Miracle, czyli cudu w Minnesocie. To, co dla kibiców Minnesoty było cudem, dla Saints – koszmarem: przegrali w samej końcówce w niewiarygodnych okolicznościach. Drugim miejscem, w którym będą kibicować Patriots, jest St. Louis, z którego to miasta – ku rozpaczy fanów – przeniesiono drużynę Rams do Los Angeles.

Patriots i Rams – wtedy jeszcze St. Louis – mierzyli się już w finale. To było w 2001 roku. Patriots byli wówczas skazani na porażkę, a tymczasem wygrali i rozpoczęli epokę swojego królowania – w tym okresie dziewięć razy grali w Super Bowl, pięć razy wygrali, teraz zagrają w finale po raz trzeci z rzędu – stworzyli sportową dynastię. Tymczasem Rams po tamtej porażce spadli na dno. Wyciągnął ich stamtąd dopiero młody (niedawno świętował 33. urodziny) szkoleniowiec Sean McVay, który teraz stanie do pojedynku z jednym z najbardziej doświadczonych (Belichick ma 66 lat). Kwestia wieku jest też podnoszona w pojedynku rozgrywających – ciągle pytany o emeryturę 41-letni Brady kontra 25-latek z Rams Jared Goff (numer 1 draftu w 2016 r.).

Brady, wielki idol Ameryki, w Europie jest praktycznie nieznany. W drafcie wybrano go z numerem 199. Czyli nikt nie wróżył mu sukcesu. Do historii przeszło jego spotkanie z właścicielem Patriots Robertem Kraftem. Brady miał powiedzieć, że będzie najlepszą decyzją właściciela klubu. Miał rację, dzisiaj jest legendą. Dla wielu Amerykanów nie tylko najlepszym futbolistą, ale w ogóle najlepszym sportowcem w historii, zestawia się go z koszykarzem Michaelem Jordanem albo Sereną Williams. Nawet jeżeli już nie ma tak imponujących statystyk jak kiedyś, to jest gwarancją jakości, w finale konferencji znowu był wielki. Jest też celebrytą, obiektem pożądania reklamodawców, jego żona to brazylijska supermodelka Gisele Bundchen, wcześniej związana z Leonardo DiCaprio. Po zwycięskim finale z Atlantą, dwa lata temu, Marcin Gortat zamieścił jej zdjęcie na Twitterze i napisał: „Zwycięstwo to jedna rzecz. A w domu czeka ona". I pomyśleć, że Brady mógł zostać bejsbolistą, był łapaczem w drużynie w Montreal Expos i podobno nieźle się zapowiadał. Ale wybrał futbol i zarabia 15 mln dolarów za sezon, co i tak nie rzuca na kolana: gwiazdor Rams Aaron Donald bierze 40 milionów. Brady jest też przykładnym ojcem i wzorem sportowego prowadzenia się.

Na początku był tartak

Rams zaczynali w Cleveland, ale akurat tego już prawie nikt nie pamięta, bo to był 1936 rok. Potem długo występowali w Los Angeles, aż w 1995 r. przenieśli się do Saint Louis. Dwa lata temu wrócili do Los Angeles, bo właściciel drużyny Stan Kroenke dostał lepszą ofertę z tego miasta. James Montague w głośnej książce „Klub miliarderów" przytacza jego słowa: „Urodziłem się i wychowałem w Missouri. Missouryjczykiem jestem od 60 lat. Ludzie w naszym stanie znają mnie, wiedzą, że można mi zaufać, że jestem honorowym facetem". Tak mówił, kiedy w 2010 r. szukał poparcia, aby nabyć większościowy pakiet udziałów w klubie St. Louis Rams (St. Louis leży w stanie Missouri). Ale parę lat później nie miał sentymentów. W Los Angeles powstanie nowoczesny stadion, na którym będą grali Rams, w 2022 r. obiekt ma być areną Super Bowl. Rams będą go dzielić z Chargers, którzy też przenieśli się do Miasta Aniołów (wcześniej występowali w San Diego).

Kroenke był synem właściciela tartaku. Zaczynał od zamiatania, wspominał, że chodził do szkoły cztery kilometry w jedną stronę. Potem prowadził księgowość i to był początek jego przygody z biznesem. Chociaż lubi podkreślać, że do wszystkiego doszedł sam, to jednak trudno powiedzieć, jak potoczyłaby się jego historia, gdyby pewnego razu na nartach w Aspen nie poznał młodej dziewczyny, która następnie została jego żoną. To była Ann Walton, bratanica założyciela sieci supermarketów Wal-Mart Sama Waltona. W ten sposób Kroenke wszedł do najbogatszej amerykańskiej rodziny i od tej pory już nie musiał martwić się o pieniądze. W Europie też nie jest anonimowy – został właścicielem londyńskiego klubu piłkarskiego Arsenal. Kibice „Kanonierów" będą kibicować rywalom jego drużyny, ponieważ Kroenke jest skąpy i nigdy nie ma pieniędzy na transfery Arsenalu. W Stanach ma jeszcze kluby Denver Nuggets (NBA) i Colorado Avalanche (NHL). Można się tylko dziwić, że nie ma drużyny bejsbolowej, bo imiona odziedziczył po słynnych bejsbolistach (Stan na cześć Stana Musiala).

Robert Kraft, właściciel Patriots, dorobił się fortuny na rynku nieruchomości. Klub z Nowej Anglii nabył w 1994 r. za 172 mln dolarów. Dzisiaj jego wartość wynosi 3,8 mld dolarów. Tylko klub Dallas Cowboys ma większą wartość, mimo że w przeciwieństwie do Patriots od lat niczego nie wygrał. Rams też są w tej klasyfikacji wysoko – na czwartym miejscu, wartość klubu z Los Angeles to 3,2 mld dolarów. Kraft, pytany niedawno, co by powiedział, gdyby na początku jego przygody z futbolem amerykańskim ktoś powiedział mu, że tyle osiągnie, nie miał wątpliwości: – Nie uwierzyłbym. A pytany, jak do tego doszedł, wyjaśniał: – Najważniejsze to dobrać odpowiednich ludzi, stworzyć atmosferę sukcesu, do tego mieć taki duet zwycięzców jak Belichick–Brady. I dodał jeszcze jeden element, niezależny od niego: szczęście. Fakt, skomentowali od razu złośliwi, akurat szczęście to Patriots mają zawsze.

115 kamer

Finał rozgrywek NFL to w Ameryce więcej niż mecz, to prawdziwe święto sportu i rozrywki, a także wydarzenie ekonomiczne. Mecz odbędzie się na ultranowoczesnym, futurystycznym Mercedes-Benz Stadium w Atlancie, zbudowanym kosztem 1,5 mld dolarów. Dach jest zasuwany, więc pogoda nie będzie przeszkodą. Na co dzień na tym obiekcie występują futboliści Atlanta Falcons (a także piłkarze Atlanta United). Stolica stanu Georgia po raz trzeci będzie gościć Super Bowl, w 2000 r. zagrali w nim Rams (jeszcze St. Louis) i pokonali Tennessee Titans. Czy teraz zakończą dynastię Patriots? Każda dynastia musi się kiedyś skończyć, ale czy to już? Lata 60. należały do Green Bay Packers, prowadzonych przez legendarnego trenera Vince'a Lombardiego, lata 70. do Pittsburgh Steelers, 80. do San Francisco 49ers i wreszcie lata 90. to był czas świetności Dallas Cowboys.

Hymn odśpiewa określana jako caryca soulu Gladys Knight. W przerwie, czyli halftime show, który dla niektórych jest ważniejszy niż sam mecz, wystąpi Maroon 5. Za darmo, bo taka jest tradycja. W ubiegłym roku halftime show oglądało 117 milionów ludzi, czyli więcej niż mecz, który zgromadził nieco ponad 100 milionów widzów. Ceny reklam wynoszą ponad 5 mln dolarów za 30 sekund, ale chętnych jak zwykle nie brakuje. Prognozuje się, że Amerykanie zjedzą w czasie tego weekendu prawie 1,4 miliarda skrzydełek z kurczaka i popiją hektolitrami piwa. W poniedziałek wielu weźmie wolne w pracy.

W Ameryce zatem szaleństwo, w Polsce ciągle egzotyka: w tym roku Super Bowl nie pokaże żadna telewizja, więc polscy kibice nie zobaczą ujęć ze 115 przygotowanych do obsługi meczu kamer. Po raz pierwszy w historii telewizyjnych transmisji będą to również kamery 8K.

Autor jest dziennikarzem „Kronik

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA