Okiem eksperta

Wyniki vs pesymizm inwestorów

Patrząc wyłącznie na zachowanie indeksów w drugiej połowie kwietnia (a w przypadku Europy od początku tego miesiąca), można by odnieść wrażenie, że na rynku niewiele się dzieje.

Kamil Cisowski, dyrektor analiz i doradztwa inwestycyjnego, Dom Inwestycyjny Xelion

Foto: materiały prasowe

S&P 500 od przeszło dwóch tygodni ma problem z trwałym przekroczeniem poziomu 4200 pkt, a zbiorowy ton analityków jest coraz bardziej ponury – w tej chwili wszystkie główne banki inwestycyjne zwiastują zbliżającą się przecenę i przynajmniej chwilowo doprowadziło to rzeczywiście do odpływów netto z amerykańskiego rynku akcji, w szczególności w segmencie instytucjonalnym.

Argumenty za korektą są zasadniczo dwa. Po pierwsze, w ostatnim czasie ceny obligacji rosły w kontraście do kolejnych sygnałów przyspieszającej inflacji i dużych zwyżek cen surowców, potencjalnie kontynuowanych z uwagi m.in. na czynniki pogodowe (susze w Brazylii, mrozy w wielu regionach świata, w tym w USA). Ryzyko kontynuacji ruchu rentowności w górę istotnie tym samym wzrosło. Nie bagatelizując tego czynnika, uważamy, że choć zajęło to chwilę, Fed zdołał przekonać rynek, że ważniejsze od punktu szczytowego inflacji jest to, czy rzeczywiście zostanie on osiągnięty na przełomie 2Q/3Q2021, jak wskazują efekty bazy. Prawdziwy strach przed wzrostem cen (pomijając scenariusze skrajne) nastąpiłby naszym zdaniem dopiero, gdyby FOMC musiał zrewidować swoją retorykę. Nastąpi to najwcześniej w sierpniu, notabene w punkcie krytycznym także z uwagi na oczekiwania, że najpóźniej w Jackson Hole zapowiedziana zostanie redukcja QE. Do tej pory warto pamiętać, że rosnąca do pewnych (wysokich) granic inflacja nie ma negatywnego wpływu na rynek akcji, o ile nie towarzyszy jej wyraźne zacieśnienie polityki monetarnej.

Większy problem mamy z drugim wytłumaczeniem pesymizmu, tzn. różnymi rodzajami analiz historycznych dowodzących, że czas, gdy zyski rosły najszybciej, okazywał się zazwyczaj złym momentem do zakupu akcji. Rzecz polega na tym, że zazwyczaj ex ante nie da się określić, kiedy ich wzrost będzie najwyższy. Inwestorzy w pewnym momencie zauważają sygnały schłodzenia w gospodarce lub komunikują je same spółki, a reakcją jest wyprzedaż. Obecna sytuacja, w której roczne dynamiki zysków w USA będą zdeterminowane przez najgwałtowniejszą i najkrótszą recesję w historii, sprawia, że rzeczywiście 2Q2021 będzie zapewne najlepszym kwartałem w horyzoncie lat lub dekad, ale wiadomo to od prawie roku. Znacznie ważniejszy jest naszym zdaniem bilans trwającego sezonu wynikowego (za 1Q2021), który jest rewelacyjny – dynamika dotychczasowych zysków na poziomie 46 proc. r./r. jest o 15 pkt proc. wyższa, niż prognozowano dwa tygodnie temu. Nieuchronnie spowoduje to naszym zdaniem rewizję prognoz na najbliższe kwartały w górę, a w konsekwencji spadek wycen wskaźnikowych z bardzo wysokich poziomów. Być może, jak chcą niektórzy, indeksy w USA za 12 miesięcy będą wyraźnie niżej. Na koniec czerwca znajdą się naszym zdaniem wyżej. ¶

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.