Nieruchomości

Deweloperzy jednak płacą dywidendy

Firmy, a przynajmniej akcjonariusze, najwyraźniej optymistycznie oceniają sytuację na rynku mieszkaniowym. Na wypłatę z zysków decydują się także te spółki, które wcześniej proponowały zatrzymanie pieniędzy w firmowej kasie.

W czerwcu i lipcu deweloperzy wrócili do aktywności sprzed lockdownu, mierząc liczbą mieszkań w rozpoczynanych inwestycjach.

Foto: materiały prasowe

Notowani na giełdzie deweloperzy dzielą się ubiegłorocznymi zyskami, choć wiosną, kiedy doszło do lockdownu i załamania sprzedaży mieszkań, wiele spółek zawiesiło politykę dywidendy, a przynajmniej postanowiło wstrzymać się z decyzją. Pomogły wprowadzone w związku z pandemią przepisy pozwalające na odroczenie walnych zgromadzeń podsumowujących 2019 r. Seria ostatnich posiedzeń przyniosła decyzje, by pieniądze inwestorom jednak przekazać.

Zwroty akcji

Dom Development wypłaci rekordową dywidendę, prawie 240 mln zł, co stanowi 94 proc. ubiegłorocznego zysku. Akcjonariusze otrzymają po 9,5 zł na papier. Pierwotna rekomendacja ukazała się w marcu, tuż przed lockdownem, ale już po miesiącu została zawieszona. Na początku sierpnia zarząd uznał, że hojna dywidenda nie będzie stanowić problemu. Co więcej, zarząd podtrzymał deklaracje z wiosny, że intencją jest wypłacanie w kolejnych latach jak najwyższych dywidend przy utrzymaniu silnego bilansu i wysokiej płynności.

Zaskoczeniem okazało się walne zgromadzenie Marvipolu. Na początku sierpnia kontrolowana przez Mariusza Książka spółka przyjęła politykę dywidendową zakładającą wypłaty, począwszy od przyszłego roku: 20 proc. zysków za 2020 r., a w kolejnych latach poziom miałby rosnąć o 10 pkt proc., by docelowo osiągnąć stałą wartość 50 proc. W tym roku akcjonariusze mieli nie dostać pieniędzy, za to 14 mln zł (0,34 zł na papier) miało zasilić fundusz dywidendowy przeznaczony do wypłaty w przyszłości. Tymczasem walne zgromadzenie postanowiło, by spółka wypłaciła jednak już w tym roku 0,17 zł na akcję, a reszta zasiliła fundusz.

Podobną niespodziankę przyniosło walne zgromadzenie Develii. Zarząd kontrolowanego przez fundusze emerytalne dewelopera rekomendował, by 145 mln zł, czyli 85 proc. ubiegłorocznego zysku, przeznaczyć na fundusz dywidendowy. Jednak zgodnie z uchwałą podjętą na wniosek OFE PZU „Złota Jesień" spółka już w tym roku wypłaci inwestorom 44,8 mln zł (0,10 zł na papier), a 100,2 mln zł odłoży na fundusz.

Wcześniej decyzje o wypłacie dywidendy zapadły w Ronsonie, Inpro i PHN. Twarde „nie" podtrzymały jednak Archicom, Atal i Lokum.

Jest poprawa, ale...

Ostatnie dane z rynku mieszkaniowego świadczą o tym, że pandemia nie wywołała takiego kryzysu, jak można było przewidywać. Dane GUS za czerwiec i lipiec mówią o powrocie aktywności deweloperów do stanu sprzed lockdownu, jeśli chodzi o liczbę mieszkań w rozpoczynanych inwestycjach i projektach, które uzyskały pozwolenie na budowę. Spółki raportują również, że po trudnym kwietniu i maju sprzedaż mieszkań z miesiąca na miesiąc się poprawia. Nie doszło też do wieszczonego załamania cen.

Czy wypłacanie przez deweloperów dywidend można interpretować jako kolejny czynnik świadczący o poprawie na rynku pierwotnym?

– W pełni zgadzam się z tą teorią – komentuje Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. – Informacje napływające z rynku sugerują, że kondycja deweloperów jest faktycznie dobra: sprzedaż idzie dobrze, oferta jest wykupywana, więc trzeba rozpoczynać nowe inwestycje, aby klienci mieli z czego wybierać. Jest bardzo duża nadzieja na to, że z wielkiej chmury spadnie mały deszcz. Początkowo deweloperzy bardzo się obawiali wzbierającej fali zwrotów kupionych wcześniej mieszkań. Problem narastał na początku II kwartału i firmy zareagowały racjonalnie, ograniczając rozpoczynanie nowych inwestycji i rezygnując z wypłaty dywidend, by wzmocnić bilanse. Szybko okazało się jednak, że wraz ze zniesieniem lockdownu Polacy odzyskali apetyt na mieszkania. Lokale, które deweloperom zwrócono, często szybko ponownie znajdowały nabywców i to za wyższą cenę niż w pierwotnych kontraktach – dodaje.

Ekspert podkreśla, że wszystko to jest pokłosiem otoczenia makro: niskich stóp procentowych, niskiego oprocentowania kredytów hipotecznych, niemal zerowego oprocentowania lokat. – Kapitał bardzo gorączkowo szuka ujścia. Znajduje go m.in. na rynku mieszkaniowym, uznawanym za bezpieczną przystań – podsumowuje Turek.

Jak rozwinie się sytuacja

Zdaniem Mateusza Muchy, menedżera w Domu Maklerskim Navigator, ostatnie bardzo dobre lata dla branży pozwoliły na zbudowanie przez spółki wystarczającej poduszki płynnościowej, aby sprawnie przejść przez lockdown.

– Sytuacja finansowa deweloperów została nadszarpnięta w pierwszej połowie tego roku, jednak silne bilanse firm oraz konserwatywne podejście do wydatków (ograniczone zakupy nowych gruntów, mniejsza liczba wprowadzanych do realizacji inwestycji) sprawiły, że branża bardzo dobrze poradziła sobie z trudnościami, które były następstwem pojawienia się Covid-19. Dziś sytuacja ekonomiczna wielu potencjalnych kupujących jest już znacznie bardziej klarowna, tym samym deweloperzy coraz optymistyczniej patrzą na perspektywy – mówi Mucha. Brak korekty cen mieszkań, powrót popytu i uzupełnianie przez deweloperów oferty świadczą o tym, że rynek przechodzi – jak cała gospodarka – bardziej przez turbulencje niż kryzys. Na hurraoptymizm jednak za wcześnie.

– Wszystko zależy od rozwoju sytuacji z pandemią. Nie spodziewam się drugiego lockdownu, ale może dojść do obostrzeń w funkcjonowaniu wielu branż, a więc pogorszyć się sytuacja nabywców mieszkań. Pod koniec roku powinno też okazać się, w jakiej realnej sytuacji znajduje się wiele przedsiębiorstw po skonsumowaniu środków z programów pomocowych – mówi Mucha. Ekspert przypomina, że część deweloperów dywidendy mimo wszystko nie wypłaciła.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.