Nieruchomości

Rynek nieruchomości po pandemicznym kwartale

Drugi kwartał 2020 roku to okres, na którego koniec czekało wielu. Wszystko dlatego, że jest to pierwszy okres, gdy rynek w całości funkcjonował w czasie koronawirusa.
Foto: Fotolia

W połowie marca rynek nieruchomości, podobnie jak cały kraj, wszedł w fazę lockdownu. Mniej więcej do końca kwietnia wyraźnie obniżyła się ilość transakcji, a te, które dochodziły do skutku były kontynuacją procesu sprzedaży rozpoczętego jeszcze w lutym, czy na początku marca. Patrząc na ceny mieszkań pierwszy sygnał wskazujący na możliwy początek zmiany trendu pojawił się w Warszawie. W marcu średnia cena metra kwadratowego lokalu mieszkalnego w stolicy wyniosła 10,9 tys. zł, co oznaczało symboliczny spadek względem lutego o 0,7 proc. - wynika z danych SonarHome.pl, firmy zajmującej się automatyzacją procesu kupna i sprzedaży mieszkań. W kwietniu za stolicą podążyły inne miasta i lekki spadek średniej ceny można było też zauważyć m.in. w Krakowie, Gdańsku czy Gdyni. Zmiany były powolne, ale tak jak wspominaliśmy już wcześniej w naszych komentarzach jest to charakterystyczne dla rynku nieruchomości mieszkaniowych. Kiedy minął lockdown, czyli w maju, rynek mieszkaniowy odżył po okresie zamrożenia. Ale nie do końca.

- W maju obserwowaliśmy zdecydowanie więcej wizyt i spotkań. Kupujący dużo chętniej umawiali się na oglądanie mieszkania, wzrost zainteresowania był wyraźny. Jednak nie możemy interpretować tego faktu jako powrót do sytuacji sprzed pandemii. Ponieważ o ile spotkań jest więcej i nie ma już barier do ich przeprowadzania, o tyle liczba spotkań niekoniecznie musi przekładać się na zawierane transakcje. Nawet jeśli kupujący nie porzucają chęci zakupu nieruchomości, to czas potrzebny na podjęcie decyzji zdecydowanie się wydłużył – mówi Anton Bubiel, dyrektor operacyjny w SonarHome.pl.

Jakie zaszły zmiany? Banki zaostrzyły kryteria udzielania kredytów, wymagany jest wkład własny w wysokości co najmniej 20 proc. Z najnowszych (6 lipca) danych BIK wynika, że w maju liczba kredytów spadła o prawie 29 proc. w porównaniu do maja 2019, natomiast wartość była niższa o 22,4 proc.. Zsumowane dane z okresu od stycznia do maja dają bardziej pozytywny wynik. Spadek liczby kredytów w ujęciu liczbowym wynosi 5,6 proc. natomiast w ujęciu wartościowym mamy wzrost na poziomie 3,8 proc. (duży udział w tych statystykach mają decyzje o zakupie podjęte przed atakiem epidemii w I kw. 2020 r.). Ale dostęp do kredytów hipotecznych został ograniczony dla osób pracujących w branżach wrażliwych na social distancing, czyli np. turystyka czy gastronomia. Zaostrzono również kryteria udzielania kredytów dla osób zatrudnionych w formie umowy cywilnoprawnej bądź prowadzących działalność gospodarczą. Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju wyniosła 6 proc.. Ocenia się, że wyraźniejszy skok będziemy mogli zaobserwować w danych z lipca, wtedy też zakończy się trzymiesięczny okres wypowiedzenia dla osób, które otrzymały wypowiedzenie w marcu br. Zgodnie z danymi GUS nastroje konsumenckie utrzymują się na zauważalnie niższym niż przed pandemią poziomie, co m.in. przekłada się na spadek skłonności do podejmowania decyzji o tzw. ważnych wydatkach.

Wreszcie obniżka stopy referencyjnej przez RPP do rekordowo niskiego poziomu 0,1 proc. spowodowała spadek opłacalności lokat bankowych (oprocentowanie bliskie 0 proc.). Z tego powodu inwestorzy z gotówką, nie korzystający z innych instrumentów rynku kapitałowego, wciąż są zainteresowani nieruchomościami. Jednak chętniej wybierają rynek wtórny niż pierwotny.

Po nieznacznych zmianach cen w marcu i kwietniu w maju można było zauważyć większy niż dotychczas spadek średnich cen ofertowych dotyczących rynku wtórnego. Skala tego spadku miesiąc do miesiąca wynosiła od 0,73 proc. w Gdyni do 3 proc. w Gdańsku. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Poznaniu ceny spadły o około 2 proc. natomiast w Łodzi o ponad 1,5 proc. - Czerwiec nie obfitował już w wyraźne zmiany cen za jakie sprzedający chcieli sprzedać swoje mieszkania. Różnica względem poprzedniego miesiąca w największych miastach Polski wyniosła uśredniając 0,5 proc. Zatem dla wielu miast można użyć określenia, że ceny względem maja nie zmieniły się. Tak było np. w Warszawie, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu, Wrocławiu i Łodzi. Jedyną mocniejszą zmianą w cenach ofertowych był wzrost o 2 proc. w Krakowie. Być może sprzedający widząc większą liczbę wizyt w celu prezentacji mieszkania nabrali pewności siebie, jednak same wizyty nie wystarczą jeszcze do zakupu mieszkania, musiałyby się przekładać na transakcje, a z tym jak wiemy jest trudniej. Wydłuża się czas potrzebny do podjęcia decyzji o zakupie, tzn. średni czas trwania mieszkania w ofercie – podsumowuje Barbara Bugaj, główny analityk rynku nieruchomości w SonarHome.pl. ps

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.