REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Rynek wraca do normalności

WYWIAD | PIOTR KRUPA z prezesem firmy windykacyjnej Kruk rozmawia Przemysław Tychmanowicz
Foto: Lamus Antykwariaty Warszawskie

 

Ostatnio poinformowaliście, że rozpoczynacie przegląd opcji strategicznych. Biorąc pod uwagę to, co stało się z GetBackiem, czy nie jest to odpowiedź na ewentualne trudności z pozyskiwaniem kapitału, których nie można przecież wykluczyć?

Nie. To zbieg okoliczności. Nie spodziewaliśmy, że kłopoty GetBacku zaczną się tak szybko, chociaż byliśmy absolutnie pewni, że one nastąpią. Nasza decyzja o rozpoczęciu przeglądu opcji strategicznych ma związek z kilkoma czynnikami. Kruk założony został w 1997 r. Po kilku latach zacząłem szukać nowych opcji rozwoju, a efektem tego była współpraca z funduszem private equity. To był bardzo dobry ruch. Kolejnym krokiem było wejście na giełdę, co również przełożyło się na doskonałą współpracę z inwestorami. Teraz znowu staję przed dylematem i zadaję sobie pytanie: co jest poza światem giełdowym? Czy są opcje, które dają większe możliwości rozwoju Kruka? Być może jest to już moment, w którym podziękujemy za współpracę inwestorom giełdowym. Szukamy nowych rozwiązań. Oczywiście sytuacja na rynku się zmienia, chociażby ze względu na problemy GetBacku, jednak to nie jest dla nas aż tak istotny aspekt. Spodziewamy się, że kłopoty mogą dotknąć przede wszystkim mniejszych polskich konkurentów i to oni mogą mieć problem z pozyskiwaniem finansowania. Kruk to jednak duża, stabilna firma z dobrze zdywersyfikowanymi źródłami finansowania.

Wspomniał pan o tym, że możecie podziękować za współpracę inwestorom giełdowym. Czy to oznacza, że Kruk może opuścić GPW?

Dopuszczam taką opcję. Mamy bowiem dwie ścieżki. Może pojawić się inwestor, który przejmie kontrolę, ale spółka zostanie firmą giełdową. Mamy takie przypadki na naszym rynku. Nie można jednak również wykluczyć, że pojawi się inwestor, który będzie chciał zdjąć spółkę z giełdy i rozwijać ją w domenie prywatnej, gdyż pewne rzeczy w tej sferze robi się łatwiej. Wszystko więc zależy od tego, jaką strategię wypracujemy wspólnie z ewentualnym inwestorom. To, co natomiast mogę podkreślić, to fakt, że nie potrzebujemy w tej chwili podwyższenia kapitału, a już tym bardziej nie musimy tego robić, żeby efektywniej zarządzać długiem.

Pojawiają się też teorie, że jest to ruch wyprzedzający, mający na celu ochronę przed wrogim przejęciem.

Takie teorie są dla mnie niezrozumiałe. Wrogie przejęcie firmy, która jest warta 1 mld USD, mogłoby nastąpić jedynie przez branżowego gracza, który zna się na tym biznesie. Patrząc na światowy rynek, to nawet dla największych podmiotów, tego typu operacja byłaby ekstremalnym wydatkiem i takim samym ryzykiem, chociażby z uwagi na fakt odejścia w takim wariancie obecnego zespołu menedżerskiego. Wrogie przejęcie oznaczałoby więc w praktyce przejęcie portfeli Kruka.

Mówił pan o dwóch scenariuszach dla Kruka, która opcja jest bliższa pana sercu?

O wszystkim zadecyduje rynek. Kupujący będzie musiał bowiem zaproponować taką cenę, którą zaakceptują sprzedający. Jeżeli chodzi zaś o moją osobę: jeśli będę przeciwny proponowanej strukturze czy też transakcji, to nie spodziewam się, żeby inwestor chciał faktycznie przeprowadzić taką operację. Kupno firmy wbrew woli zarządu i założycielowi zwiększa ryzyko inwestora. To daje mi przeświadczenie, że mam istotny wpływ na strukturę potencjalnej transakcji. Osobiście bardziej odpowiada mi rozwiązanie, gdy pojawia się inwestor, który kupuje wszystkie akcje i zdejmuje firmę z giełdy, niż to, że kupi on jedynie większościowy pakiet.

Pan też jest inwestorom w tej spółce...

Zgadza się. Nie ukrywam jednak, że chciałbym pozostać. Być może sprzedam część udziałów, jednak zdecydowanie wykluczam opcję, w której sprzedaję wszystkie akcje. Chcę być nadal udziałowcem i pracować w Kruku.

Pojawił się także temat ekspansji zagranicznej. Jak należy to rozumieć?

Przez ekspansję zagraniczną rozumiem dwa potencjalne scenariusze: jest to wchodzenie do nowych krajów z know-how, które mamy. Warto przy tym podkreślić, że dzisiaj jesteśmy w tym zakresie mądrzejsi niż kilka lat temu, gdyż mamy też już odpowiednie doświadczenie. Drugi scenariusz, który jednak uważam za mało realny w domenie publicznej, to kupno dużego konkurenta, rozmiarami podobnego do naszego. W domenie prywatnej, z dużym inwestorem finansowym, jest to jednak realny scenariusz. Pojawienie się inwestora w spółce pozwoli otworzyć się również na tego typu rozwiązania. Z racji tego, że dziś funkcjonujemy w domenie publicznej, na razie nie mamy, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, zamiaru wchodzić na nowe rynki. Bardziej skłaniamy się ku temu, aby w tych krajach, w których już jesteśmy, zwiększyć ekspozycję i nie tylko koncentrować się na niezabezpieczonych portfelach detalicznych. Chcemy to robić sami, chociaż jesteśmy też świadomi, że może to wiązać się również z wzięciem na siebie większego ryzyka. Chcę jednak, żeby było jasne: szukam rozwiązania dobrego dla spółki, tak aby mogła się ona rozwijać i szybko rosnąć. Rozwiązaniem tym nie jest zejście z giełdy. Chodzi o sprawdzenie, co rzeczywiście jest dostępne w sferze prywatnej i na jakich warunkach. Dopiero kiedy poznamy dostępne opcje, będziemy podejmować decyzje, w którą stronę będziemy podążać.

Nie boi się pan, że chociażby z racji gorszego postrzegania branży windykacyjnej w ostatnim czasie może się okazać, że zabraknie chętnych na Kruka i z całego tego zamieszania nic nie wyjdzie?

Zacznijmy od tego, że działamy pod regulacjami MAR, w związku z czym podjęte przez nas działania musiały zostać oficjalnie zakomunikowane rynkowi. Odpowiadając natomiast wprost na pana pytanie: nie boję się tego. Jeżeli proces nie zakończy się pozyskaniem dużego, globalnego funduszu, to wciąż mamy atrakcyjną spółkę dla inwestorów giełdowych. Przez lata funkcjonowania na rynku giełdowym udowodniliśmy, że jesteśmy spółką rosnącą, która dotrzymuje danego słowa.

Kiedy można się spodziewać konkretnych decyzji dotyczących tego, którą wizję rozwoju będziecie realizować?

Mam nadzieję, że decyzja w tej sprawie zapadnie do końca roku.

Oczywiście w naszej rozmowie nie może zabraknąć również tematu GetBacku.

Tak jak już wcześniej wielokrotnie wspominaliśmy, jeśli firma faktycznie wystawi na sprzedaż portfele wierzytelności, to jesteśmy gotowi im się przyjrzeć. Na razie jednak nic takiego się nie wydarzyło. Jeśli faktycznie dojdzie do takiego procesu, to liczę, że będzie transparentny, jawny dla wszystkich zainteresowanych.

A co z ludźmi, którzy pracowali dla GetBacku? Część z nich mogłaby zasilić wasze szeregi.

Nie mamy takiego planu. Mamy inne DNA niż spółka i ludzie, którzy pracowali w GetBacku. Jesteśmy zupełnie inną firmą.

W branży dużo się dzieje nie tylko ze względu na GetBack. W ostatnim czasie weszły w życie nowe przepisy dotyczące m.in. okresu przedawnienia. Czy one są już uwzględnione w waszych wynikach?

Mogę potwierdzić, że są one już uwzględnione w wynikach i nie należy się tutaj spodziewać niespodzianek. Przyznam szczerze, że długo czekałem na zmiany dotyczące przedawnień. Nieprawdą jest, że lobbowałem za tym, aby ta ustawa nie weszła w życie. Miałem wręcz nadzieję, że już wcześniej nowe przepisy zaczną funkcjonować. Po pierwsze, nowa ustawa bardzo usystematyzuje rynek i bardzo jasno wyznaczy reguły gry. Po drugie, wierzę, że zmiana ta będzie mocnym elementem wzrostu naszej firmy. Przede wszystkim banki będą musiały sprzedawać wszystko, co jest na ich bilansach przed okresem przedawnienia. Zostawienie przez bank portfela wierzytelności w bilansie i pozwolenie, aby on się przedawnił jest działaniem na szkodę banku. Poza tym liczę też, że banki będą sprzedawały portfele dużo wcześniej, co pozwoli na większe inwestycje. Bardzo często na rynku dyskutuje się o wysokich i niskich cenach. To duży skrót myślowy. Cenę zapłaconą za portfel trzeba zestawiać z jego jakością i tego ile faktycznie pieniędzy można z niego odzyskać. Spodziewam się więc, że ceny w stosunku do wartości nominalnej mogą więc na rynku rosnąć, ale też będzie to miało związek z tym, że sprzedawane będą portfele lepszej jakości. Jest jeszcze jeden aspekt. Liczę, że raz na zawsze oderwana zostanie od naszej firmy łatka, która mówi o wyłudzaniu pieniędzy, bo dochodzimy przedawnionych wierzytelności. Tego argumentu nie będzie można już podnieść.

Czy to oznacza, że teraz większy nacisk położycie na rynek polski?

My dokonujemy inwestycji tam, gdzie czujemy, że zarobimy najwięcej. Nie musimy więc przesuwać inwestycji między rynkami. Kupujemy tam, gdzie możliwy jest największy zwrot przy najmniejszym ryzyku. Faktem jest, że w I półroczu wydaliśmy na portfele 407 mln zł, z czego 70 proc. to inwestycje w Polsce. Jest to też pochodna tego, że na polskim rynku ograniczył działalność agresywny konkurent, który po prostu niszczył ten rynek zarówno po stronie finansowania, cen, ale także zaufania do całego rynku. Wracamy więc do normalności. Jeśli chodzi o inwestycje na innych rynkach, to nie ukrywaliśmy, że we Włoszech odrabiamy bolesną lekcję, co było chociażby widoczne w IV kwartale ubiegłego roku. Oczywiste jest więc, że w takiej sytuacji do inwestycji na rynkach zagranicznych podchodzimy z większa ostrożnością, ale cały czas jesteśmy aktywni zarówno we Włoszech, jak i Hiszpanii. Są na rynku sprinterzy, którzy nawet nie dobiegają do mety, ale są też długodystansowcy, do których należę ja i mój zespół. Cel się nie zmienia, chcemy budować jak najlepszą, światową firmę.

Piotr Krupa jest radcą prawnym. W 1996 r. ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Wrocławskiego. W latach 1997–2000 odbył aplikację sądową, a w latach 2000–2003 aplikację radcowską. Z Krukiem związany jest od początku jego istnienia. Był bowiem jednym ze współzałożycieli spółki, a począwszy od 2003 r. jej prezesem. W 2003 r. w akcje spółki zainwestował fundusz Enterprise Investors. W 2011 r. Kruk zadebiutował na giełdzie. Piotr Krupa cały czas pozostaje jednak udziałowcem spółki. Posiada w niej ponad 10 proc. udziałów. PRT

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA