REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Największa hossa w historii GPW w kolejnym cyklu

Gościem Dariusza Wieczorka w poniedziałkowym programie #PROSTOzPARKIETU był Grzegorz Witkowski, prezes Insignis TFI.
Foto: ROL

Wyniki wyborów parlamentarnych nie zaskoczyły rynku. A jak pan je ocenia?

Zwycięstwo Prawu i Sprawiedliwości dały trzy czynniki. Pierwszy to uszczelnienie pobierania podatku VAT, w czym jest spora zasługa tej partii. Dwa kolejne, czyli doskonała koniunktura na całym świecie i napływ miliona imigrantów do Polski, były już poza kontrolą PiS, a powodowały, że równowaga budżetowa jest do dziś niezachwiana. Wydaje się, że te czynniki się wyczerpały. Najniżej wiszące owoce, jeśli chodzi o poprawę ściągalności podatków, zostały już zerwane, koniunktura wyraźnie spowalnia i nie należy się spodziewać już tak wielu kolejnych imigrantów. Następne cztery lata będą już bardziej wymagające dla partii rządzącej. Do tej pory rządzącym niemal wszystko się udawało i zapewne wzrosła u nich wiara w swoje możliwości. Stąd będą chcieli kontynuować te zbyt hojne programy, które mogą zaburzyć równowagę budżetu. Poczekajmy na zapowiedzi zwycięzców co do tego, jak będzie wyglądał program PiS na kolejne cztery lata.

Przed weekendem odbył się szczyt USA–Chiny. Jakie wnioski powinni z niego wyciągnąć inwestorzy?

Wojna handlowa jest zdecydowanie tym, co rozgrzewa rynki, a to, co wydarzyło się w piątek, moim zdaniem jest rozczarowujące dla inwestorów. Dziwi mnie jak na razie spokojna reakcja rynków, bo według mnie nie osiągnięto żadnego porozumienia. Zobowiązanie Chin do zakupów większej ilości jedzenia czy też odroczenie przez USA wprowadzenia ceł, które miały zacząć obowiązywać 15 października, traktuję raczej jako chęć prowadzenia dalszych rozmów, a nie jakiekolwiek porozumienie. Trzeba to włożyć w szerszy kontekst i sięgnąć półtora roku wstecz, kiedy to rozpoczęła się wojna handlowa. To nierozwiązywalna kwestia. Tu nie chodzi o zakupy aut czy produkcję elektroniki, ale o supremację w świecie. Nie sądzę, by Chiny były skłonne do jakichkolwiek ustępstw, które oddalałyby je od dominującej pozycji na świecie. Chiny tak naprawdę – z krótkimi przerwami w historii – są największą gospodarką od trzech tysięcy lat i one patrzą na sprawę właśnie z tej perspektywy. Stąd jakiekolwiek porozumienia Chiny–USA będą miały charakter taktyczny i żadne mocarstwo nie pójdzie na daleko idące ustępstwa.

Można liczyć na ustępstwa Donalda Trumpa w związku z przyszłorocznymi wyborami?

Wygląda na to, że jest to dziś scenariusz bazowy dla większości inwestorów i oczywiście jest to możliwe. Taki obrót spraw byłby nieco fałszywy i demaskowałby Trumpa jako świetnego negocjatora. Jeśli Chiny dokonają jakichś ustępstw, to tylko taktycznych, co będzie łatwe do zdemaskowania przez demokratów. Trump może więc jeszcze dolać oliwy do ognia i przekonywać, że jest to najlepsze rozwiązanie dla USA. Trump może nałożyć kolejne cła i z uzyskanych pieniędzy finansować zakupy dla swoich wyborców (np. skupować żywność od farmerów).

Mimo wojny handlowej amerykański rynek akcji ma się bardzo dobrze w przeciwieństwie do polskiej giełdy. Indeks WIG od miesięcy pozostaje w trendzie bocznym. Jak długo to może potrwać?

Jesteśmy raczej na końcu cyklu gospodarczego i to, co wydarzy się na GPW, będzie zależne od sytuacji rynków bazowych. GPW pozostaje w pełzającej bessie od 2013 r., czyli od demontażu OFE. Był to kluczowy moment dla polskiego rynku. Przegapiliśmy w związku z tym praktycznie cały cykl rynkowy. Inne giełdy na świecie są dziś blisko szczytów. Dobrych wieści jest mało. Wspomniana wojna handlowa, spowolnienie w większości krajów na świecie, do tego dochodzi brexit. Widzę duże ryzyka dla rynków akcji. Zwykle głębsza przecena zaczyna się od pęknięcia bańki, którą dziś mało kto dostrzega – ja ją widzę.

Gdzie jest ta bańka?

Chodzi o startupowe, skalowalne, fintechy. Najbardziej jaskrawy przykład to WeWork. Za miesiąc skończy mu się gotówka i trwają nerwowe rozważania akcjonariuszy, po nieudanym IPO, na temat tego, jak utrzymać firmę przy życiu. Drugi przykład to Uber, który wszedł na rynek, ale kurs jest dziś około 30 proc. niżej od ceny z debiutu. Firma szacuje, że w kolejnych sześciu latach będzie przynosić wielomiliardowe straty, natomiast jej kapitalizacja sięga 50 mld dolarów. Tego typu firmy posiłkują się mitem Amazona, który też przez wiele lat przynosił straty, lecz zbudował efekt skali i osiągnął rentowność. Na tej kanwie inne spółki próbują zdobywać kapitał, ale mam wrażenie, że ten mechanizm zaczyna kruszeć i przyjdzie tzw. rynkowe sprawdzam, po którym nastąpi fala spadków. Ten proces już się powoli zaczyna.

Fundusz Insignis TFI radzi sobie całkiem dobrze. Od początku tego roku zarobił około 7 proc. W które polskie spółki inwestujecie?

Wynik taki jest możliwy dzięki właściwej strategii na tak trudnym rynku. Fundusz jest neutralny rynkowo, co oznacza, że na każdy milion złotych, za który kupiliśmy akcje, kolejny milion złotych przeznaczamy na zbudowanie zabezpieczeń, zajmując albo krótką pozycję na poszczególne spółki, albo sprzedając kontrakt na indeks giełdowy. Dzięki temu jesteśmy odłączeni od trendu rynkowego. Nie gramy alokacją.

Co myśli pan o producentach gier?

Spółki te mocno polaryzują uczestników rynku. Nie uważam, że ten sektor jest mocno przewartościowany, a na pewno nie wszystkie tego typu spółki. Wiele z nich jest rentownych i ma bardzo dobre produkty z globalnym zasięgiem. Firmy te nie są tanie, ale warto podkreślić, że branża jest przyszłościowa. Z większą ostrożnością odnosiłbym się do firm, które próbują na kanwie sukcesu kilku podmiotów podłączyć się pod trend.

A deweloperzy mieszkaniowi?

Jeśli miałbym się dopatrywać jakiejś lokalnej bańki, to właśnie wśród tych firm. Ludzie są siłą wypychani w inwestycje w mieszkania z powodu słabej oferty lokat, z kolei fundusze inwestycyjne tracą na popularności. Warto zauważyć, że gdyby w kolejnych latach budowano mieszkania w obecnym tempie, oznaczałoby to, że w 30–40 lat odnowimy całą materię mieszkaniową w Polsce. Każdy z nas mieszkałby w najgorszym przypadku w 30-letnim mieszkaniu, z kolei materia mieszkaniowa żyje przynajmniej 100 lat. Dzisiejsze tempo budowy jest nie do utrzymania.

Planujecie emisję certyfikatów?

W naszym jedynym funduszu mamy około 350 mln zł i ta wartość się praktycznie nie zmienia od lat. Biorąc pod uwagę słabą płynność polskiego rynku, poziom taki jest właściwy. Myślimy za to o uruchomieniu nowego, niezabezpieczonego funduszu, gdy już nastąpi dołek cyklu, czyli jeszcze nie teraz.

A kiedy?

Gdy doczekamy się przeceny na rynkach bazowych, która pogłębi spadki krajowych spółek, może o 20–30 proc. Wierzę, że następny cykl rynkowy przyniesie w Polsce największą hossę w historii GPW m.in. dlatego, że w obecnym cyklu nie uczestniczyliśmy w zwyżkach, a bardzo istotnie wzrosła nam gospodarka.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA