Inwestycje

Przemysław Kwiecień, X-Trade Brokers: Polityka NBP długo będzie ciążyła złotemu

#PROSTOzPARKIETU | Przemysław Kwiecień z głównym ekonomistą XTB rozmawia Grzegorz Siemionczyk

Warto zdywersyfikować portfel o akcje spółek z Azji – ocenia dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

Foto: parkiet.com

Złoty w ostatnich tygodniach to najsłabsza, pomijając turecką lirę, z walut państw zaliczanych do rynku wschodzących. Od kilku dni kurs euro oscyluje wokół 4,65 zł. Tak wysoko był poprzednio w 2009 r. Co stoi za wyraźnym osłabieniem złotego?

Wielu obserwatorów wiąże to z naszą trudną sytuacją epidemiczną i lockdownem. I na pewno jest to część wyjaśnienia. Inwestorzy coraz bardziej oceniają kraje przez pryzmat tego, jak szybko mają szanse na otwarcie gospodarki, jak przebiega akcja szczepień. Te czynniki zaczynają mieć wpływ na kursy walut. Główne źródło słabości złotego widzę jednak gdzie indziej: w polityce pieniężnej. Kapitał zagraniczny nie ma obecnie powodów, aby kierować się do Polski. Od kilku miesięcy widać, że kapitał spekulacyjny płynie w kierunku randa czy peso, ale omija nasz region. To ciąży złotemu. Można oczywiście argumentować, że to zjawisko przejściowe. W końcu na podobnym poziomie kurs EUR/PLN był rok temu, potem w październiku i w grudniu. Ale w tych wszystkich przypadkach nastroje na rynkach finansowych były słabe, teraz zaś są bardzo dobre. Nie widać awersji do ryzyka. A w związku z tym nasuwa się pytanie, co się stanie, jeśli nastroje się zmienią.

Powiedziałeś, że kapitał omija nasz region, ale w praktyce złoty wyróżnia się negatywnie nawet na tle walut innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. W Czechach i na Węgrzech banki centralne sygnalizują bowiem chęć normalizacji polityki pieniężnej w związku z przyspieszającą inflacją. NBP dał zaś do zrozumienia, że nie widzi takiej potrzeby. Czy to oznacza, że nawet w przewidywalnej przyszłości – powiedzmy, w perspektywie roku – nie należy oczekiwać umocnienia złotego?

Jeśli spojrzymy na kurs złotego względem koszyka walut partnerów handlowych, to złoty jest niedowartościowany. To trzeba brać pod uwagę, oceniając perspektywy walut w długim okresie. Ale w horyzoncie do roku polityka pieniężna moim zdaniem będzie obciążeniem dla złotego.

Słaby złoty może być jednym z czynników, który będzie podwyższał inflację w tym roku, która i tak – wedle większości prognoz – będzie w tym roku powyżej celu inflacyjnego NBP. Przyspieszenie inflacji jest widoczne niemal wszędzie na świecie. Wielu inwestorów zastanawia się więc, w co inwestować, aby ochronić wartość kapitału przed utratą realnej wartości.

Inflacja to jest teraz czynnik, który przyciąga ludzi do rynku kapitałowego. Ludzie widzą inflację i jednocześnie zerowe oprocentowanie lokat, więc zastanawiają się, co zrobić ze swoim kapitałem. Łatwych odpowiedzi nie ma. To już nie jest ten rynek, co rok temu, gdy wskutek pandemii doszło do krachu na giełdach. Dzisiaj mamy pod wieloma względami najwyższe wyceny akcji w historii. Podejście, że muszę szybko coś zrobić z pieniędzmi, jest więc ryzykowne. Trzeba problem rozwiązywać stopniowo. A konkretne rozwiązania będą zależały od punktu wyjścia. Dywersyfikacja portfela i ograniczenie ryzyka inwestycyjnego to podstawa. Przykładowo, jeśli u kogoś w portfelu dominują akcje polskie, powinien zdywersyfikować portfel geograficznie. I teoria, i praktyka pokazują, że portfel globalny radzi sobie lepiej niż lokalny.

Jakie rynki szczególnie warto włączyć do portfela?

W tym momencie stawiałbym bardziej na Azję – z wyjątkiem Japonii – niż na inne regiony. Globalny indeks MSCI jest zdominowany przez USA. Tam zaś przewartościowanie akcji jest potężne ze względu na politykę Fedu. Natomiast w Azji, która lepiej poradziła sobie z pandemią, to przewartościowanie jest mniejsze. Ale przez to, w jakim punkcie są dziś rynki, warto portfel dywersyfikować stopniowo. Trzeba też jednak pamiętać o tym, że trudniejsze niż wchodzenie na rynek akcji jest wychodzenie, ograniczanie ekspozycji. Bessy na rynkach akcji są bardziej regularne co do przebiegu niż hossy. Dlatego trudno jest określić moment, kiedy rynek jest bliski szczytu. Dzisiaj jesteśmy po roku najszybszej hossy w historii. Inwestorzy są między młotem a kowadłem. Z jednej strony są pod presją, aby szybko podjąć decyzję, żeby inflacja nie zmniejszała wartości ich oszczędności, z drugiej strony rynek akcji nie jest łatwy.

Dość częstą rekomendacją analityków na ten rok, który ma być okresem ożywienia gospodarczego, jest przeważanie akcji europejskich. Logika tej rekomendacji jest taka, że w Europie jest więcej spółek cyklicznych, działających w tradycyjnych sektorach, np. w przemyśle, niż w USA, ale też w Azji. Te spółki skorzystają na ożywieniu, a jednocześnie stopy procentowe mają mniejsze znaczenie dla cen ich akcji niż np. dla cen akcji spółek technologicznych z odroczoną obietnicą zysków.

To jest już grane na rynkach finansowych od kilku miesięcy: spółki wartościowe zachowują się lepiej od wzrostowych. I jeśli w USA będzie narastał strach przed inflacją, to zjawisko może się jeszcze utrzymać. Ale to, co powiedziałem, dotyczyło inwestorów, którzy mają długi horyzont, przynajmniej kilkuletni. A wielu inwestorów detalicznych ma horyzont znacznie dłuższy, gromadzi oszczędności na okres, gdy spadnie ich aktywność zawodowa. Decyzje takich inwestorów powinny się opierać na długoterminowych trendach. A w długim horyzoncie rynek podąża za potencjałem gospodarczym, w tym technologicznym. Akcje spółek działających w nowych sektorach oraz ogólnie rynki w tych krajach, które będą zyskiwały gospodarczo, będą sobie radziły lepiej niż rynki europejskie.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.