Jeszcze przed jego przemówieniem inwestorzy budowali scenariusz, w którym pojawi się przynajmniej próba złagodzenia napięć wokół Iran. Rynek liczył na sygnał dyplomatycznego otwarcia lub choćby retoryczne przygotowanie gruntu pod deeskalację, co pozwoliłoby ograniczyć premię za ryzyko widoczną w ostatnich tygodniach.
Rzeczywistość okazała się jednak diametralnie inna. Wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych miało jednoznacznie konfrontacyjny charakter i zostało odebrane jako zapowiedź dalszej eskalacji konfliktu. Trump zapowiedział, że najbliższe dwa do trzech tygodni przyniosą intensyfikację działań militarnych, a jednocześnie postawił Teheranowi twarde ultimatum. Groził, że jeśli Iran nie ogłosi rozejmu, nie zgodzi się na żądania USA i Izraela oraz nie odblokuje Cieśnina Ormuz, konsekwencje będą skrajnie dotkliwe.
Ton tej wypowiedzi wyraźnie odbiegał od standardu komunikacji, którego rynki oczekują od przywódcy największej gospodarki świata w momentach napięcia geopolitycznego. Zamiast próby stabilizacji sytuacji pojawiła się narracja siłowa, która zwiększa niepewność i utrudnia ocenę możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń. Dodatkowo Trump ponownie zwrócił się do innych państw zainteresowanych funkcjonowaniem szlaków transportowych, sugerując, aby same podjęły działania na rzecz odblokowania cieśniny. Taki przekaz został odebrany jako przerzucenie odpowiedzialności i brak spójnej strategii działania.
Reakcja rynków była natychmiastowa. Giełdy w Azji rozpoczęły dzień od spadków, europejskie indeksy szybko podążyły w tym samym kierunku, a kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy od rana sygnalizowały słabe otwarcie sesji za oceanem. Inwestorzy przeszli w dobrze znany tryb risk off, ograniczając ekspozycję na aktywa ryzykowne i zwiększając udział bardziej defensywnych pozycji w portfelach.
W centrum uwagi pozostaje jednak rynek ropy naftowej. Wczorajsze wystąpienie nie było więc impulsem do gwałtownego wzrostu, lecz czynnikiem zwiększającym prawdopodobieństwo utrzymania się wysokich cen przez dłuższy czas. Napięcia wokół Cieśniny Ormuz podtrzymują wysoką premię za ryzyko i sprawiają, że rynek pozostaje wyjątkowo wrażliwy na każdy nowy sygnał z regionu.
Wojownicza retoryka prezydenta USA oraz zapowiedź eskalacji konfliktu w horyzoncie najbliższych tygodni oznaczają, że ropa najprawdopodobniej pozostanie na podwyższonych poziomach względem ostatnich kwartałów. To z kolei będzie miało bezpośrednie przełożenie na inflację, która w kolejnych miesiącach może ponownie znaleźć się pod presją wzrostową. Wyższe ceny energii przełożą się zarówno na koszty działalności przedsiębiorstw, jak i na sytuację konsumentów, komplikując scenariusz dla polityki monetarnej.
Kluczowe pytania pozostają jednak bez odpowiedzi. Co wydarzy się po upływie zapowiadanych dwóch do trzech tygodni? Co jeśli Iran nie zdecyduje się na ustępstwa i nie odblokuje cieśniny? Czy retoryka eskalacyjna zostanie jeszcze zaostrzona? Na ten moment rynek nie otrzymuje żadnych wskazówek dotyczących scenariusza wyjścia z konfliktu.
Dzisiejsza reakcja inwestorów pokazuje, że największym problemem nie jest sama eskalacja, lecz brak planu jej zakończenia. W efekcie rośnie niepewność, utrzymuje się presja na rynki akcji, a ceny ropy pozostają wysokie, wspierając jednocześnie ryzyko utrwalenia podwyższonej inflacji w globalnej gospodarce.
Mikołaj Sobierajski
Analityk Rynku Akcji XTB