Wojna na Bliskim Wschodzie trwa. Nie zakończyła się po 4 tygodniach, rozpoczął się 5. jej tydzień i nic nie wskazuje niestety, aby koniec miał nastąpić w najbliższym czasie. Ma wręcz miejsce eskalacja. W takich warunkach nie może być też spokojnie na rynkach finansowych.
Poniedziałkowa sesja charakteryzowała się wzrostem awersji do ryzyka: od Azji zaczynając, poprzez Europę i na Ameryce kończąc. Ponieważ na Bliski Wschód docierają w ostatnich dniach dodatkowe wojskowe siły amerykańskie, a nie doszło do spodziewanego ataku lądowego USA na Iran w weekend, rynki finansowe obawiają się, że może to nastąpić w każdej chwili. Tym samym rośnie napięcie. Jednocześnie dołączenie do walk proirańskich Huti (potwierdzili w sobotę przeprowadzenie pierwszego ataku na Izrael od początku wojny tego kraju i USA z Iranem) zwiększa ryzyko długotrwałego konfliktu i rosnących niedoborów surowców energetycznych, co potęguje obawy o gospodarkę globalną. W poniedziałek opublikowany został wstępny szacunek marcowej inflacji w Niemczech i wiadomości nie są dobre: wskaźnik CPI wzrósł z 1,9 proc. r./r. do 2,7 proc. r./r., przewyższając nawet nieznacznie średnie prognozy rynkowe. Rosnąca awersja do ryzyka przekładała się na umocnienie dol. wobec euro (kurs EUR/USD zszedł w okolice 1,1480) oraz spadki rentowności obligacji rządowych na rynkach bazowych (w Niemczech o 3–5 pb, w USA o 5–7 pb). Polski złoty i SPW zachowały się w tej sytuacji „klasycznie”, czyli zaliczyły straty. Kurs EUR/PLN znalazł się w poniedziałek w okolicach 4,29, rentowności obligacji wzrosły zaś wzdłuż całej krzywej o 4–7 pb.