REKLAMA
REKLAMA

Gra giełdowa

Giełda to walka chciwości ze strachem

#PROSTOzPARKIETU. Marcin Brendota: Chcąc inwestować, warto wcześniej ustalić sobie cel, który chcemy osiągnąć

Marcin Brendota, ekspert ds. analiz w BM Alior Banku

Foto: parkiet.com

Słuchając różnych rad związanych z inwestowaniem bardzo często możemy usłyszeć, że "nie należy wrzucać wszystkich jajek do jednego koszyka". Czy to jest naczelna zasada przy inwestowaniu?

Marcin Brendota: Zdecydowanie tak, natomiast tę zasadę można też przenieść na wyższy poziom ogólności. Generalnie jeśli chodzi o nasze oszczędności to powinniśmy stawiać na dywersyfikację, również jeżeli chodzi o różne klasy aktywów. Dywersyfikacja bowiem rozprasza ryzyko i sprzyja większej racjonalności przy podejmowaniu decyzji. Inwestując w akcje jednej spółki czy jedno aktywo, w momencie dużych wahań cen, przestajemy racjonalnie podejmować decyzję, a dodatkowo jesteśmy też narażeni na duże straty. W Grze Giełdowej Parkiet Challenge inwestorzy mają do dyspozycji wirtualne 20 tys. zł i jest to już kwota, która pozwala podzielić ten kapitał na kilka instrumentów. Myślę, że inwestycja w pięć, sześć spółek byłaby już dobrą dywersyfikacją portfela.

Z drugiej jednak strony dywersyfikacja też ogranicza trochę wysokość stopy zwrotu.

Tak jak powiedziałem, dywersyfikacja rozprasza ryzyko. Mniejsze ryzyko to z kolei mniejsza oczekiwana stopa zwrotu. Dlatego też w przypadku inwestycji warto określić sobie wcześniej jakiś cel, czyli co tak naprawdę chcemy osiągnąć. Czy jest to inwestowanie oszczędności co oznacza, że szukamy rozwiązań bardziej stabilnych o mniejszym ryzyku, czy jednak stawiamy na maksymalizację stopy zwrotu. Wtedy można oczywiście zawęzić spektrum inwestycyjne do pojedynczych instrumentów. Trzeba oczywiście jednak pamiętać, że wtedy poziom strat też może być większy, bo jednak podejmujemy większe ryzyko.

Inwestorzy często stają także przed dylematem... czy od razu inwestować cały dostępny kapitał czy zawsze jednak mieć coś w zanadrzu w razie, gdyby pojawiła się jakaś ciekawa okazja inwestycyjna?

Tutaj poruszamy już tematy związane z zarządzaniem kapitałem. Uważam, że dobrze jest mieć w zanadrzu pewną kwotę, którą moglibyśmy przeznaczyć właśnie na jakieś okazje inwestycyjne. Przykładowo może to być oferta pierwotna, która pojawi się na rynku. Myślę, że warto mieć około 10 proc. bufora gotówkowego, który pozwoli nam elastycznie reagować na wydarzenia rynkowe.

Rodzi się też pytanie, jak często powinniśmy przeprowadzać zmiany w składzie naszego portfela? Czy powinny to być zmiany okresowe czy może trzeba na bieżąco reagować na wydarzenia rynkowe?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że zmiany w portfelu wiążą się też z kosztami w postaci prowizji. Myśląc o tym, jak często powinniśmy dokonywać zmian w portfelu znowu musimy zadać sobie pytanie, jaki cel chcemy tak naprawdę osiągnąć. Uważam jednak, że portfel akcji jako całość nie powinien rotować częściej niż dwa razy w miesiącu. Inaczej dość wyraźny wpływ na oczekiwaną stopę zwrotu będą miały prowizje. Oczywiście można dokonywać zmian w ramach poszczególnych spółek. Tak naprawdę nie ma jednego podejścia do tego, jak często zmieniać skład portfela. Można bowiem zadać sobie pytanie... skoro przykładowo spółki są w trendzie wzrostowym, to po co się ich pozbywać?

Dużo mówimy o dywersyfikacji... czy każda spółka w portfelu powinna ważyć tyle samo czy jednak lepiej jest jeśli mają one różne udziały w całości naszych inwestycji?

Wielkość pozycji dobrze jest dopasowywać do zmienności. Im wyższa zmienność poszczególnych instrumentów to jednak kwota inwestycji w dane aktywo powinna być mniejsza. Z tego też wniosek, że w akcje o mniejszej zmienności można angażować większe kwoty, tak aby w razie zmian cenowych nie było to aż tak bardzo odczuwalne. Warto także podkreślić, że poziom dywersyfikacji powinien być także uzależniony od płynności akcji, w które inwestujemy. Nie można doprowadzić do sytuacji, w której większość portfela stanowią akcje o niewielkiej płynność, które w sytuacjach kryzysowych trudniej będzie sprzedać. Może bowiem dojść do sytuacji, że chcąc pozbyć się takich papierów sami będziemy zaniżali kursy akcji.

Załóżmy, że mamy już w portfelu akcji. Co z nimi robimy? Zasada „kup i trzymaj"? Czy ustawiamy dla poszczególnych akcji zlecenia obronne?

Zlecenia obronne oczywiście warto stosować, chociażby z tego względu, że uwalniają nas od wpływu emocji przy podejmowaniu decyzji. Jedną z większych bolączek na rynku są właśnie nasze emocje. Tak naprawdę wszystko odbywa się w naszej głowie, jest to gra między chciwością a obawami i szansami. Inwestorzy mają skłonność do bardzo szybkiej realizacji zysków, natomiast mają też dużą tolerancję dla strat, chociaż często dochodzimy już do nieracjonalnych zachowań. Dlatego tak ważne są zlecenia obronne, gdyż uwalniają one od wpływu emocji, zapewniają większą racjonalność i przewidywalność przy podejmowaniu decyzji.

Jaki powinien być optymalny poziom zlecenia obronnego? Jak daleko powinno ono być ustawione od naszej ceny zakupu akcji?

Warto odnieść to znowu do zmienności danych walorów. Jeżeli akcje spółki są bardzo zmienne to zlecenie obronne ustawione w „odległości" nawet 10 proc. od ceny zakupu, to nie jest bardzo dużo. Trzeba bowiem pamiętać, żeby też nie ustawiać zleceń obronnych zbyt ciasno. Może bowiem dojść do sytuacji, w której chwilowy ruch, zamknie nam pozycję, a później ceny akcji wrócą do wcześniejszych poziomów.

Czy zlecenia obronne powinny być ustawiane na sztywno? Inwestorzy mają bowiem zapędy do tego, aby je ciągle modyfikować...

Faktycznie inwestorzy mają skłonność do tego, aby przesuwać zlecenia stop loss. Widać to bardzo dobrze, kiedy notowania wchodzą w fazę wyższej zmienności. Inwestorzy łudzą się, że spadki są chwilowe, boją się, że ich pozycja zostanie zamknięta i przesuwają swoje zlecenia. Rynek jednak zazwyczaj boleśnie weryfikuje takie działania i przesunięty stop loss często prowadzi jedynie do tego, że strata na danych akcjach jedynie jest większa.

A co ze zleceniami typu take profit. Czy warto je wykorzystywać w codziennym inwestowaniu?

Zlecenia take profit są ciekawą opcją przede wszystkim dla inwestorów z większym temperamentem, dla których liczy się przede wszystkim liczba zyskownych transakcji. Takie podejście i stosowanie zleceń take profit rodzi oczywiście ryzyko, że zyski zbyt wcześnie zostaną ucięte.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA