Amerykańska giełda jest rozgrzana do czerwoności. Od początku roku notowania S&P 500, Dow Jones i Nasdaqa wzrosły odpowiednio o 26 proc., 21 proc. i 31 proc. Hossa ominęła jednak znanych tegorocznych giełdowych debiutantów z branży technologicznej, jak Uber, Lyft czy Slack.
W tym roku na Wall Street było kilka głośnych debiutów firm określanych jako jednorożce, czyli spółki o wartości co najmniej miliarda dolarów, które rozwinęły się ze startupów. Spółki, w których pokładano ogromne nadzieje, dotąd nie dały jednak zarobić inwestorom. Analitycy twierdzą, że rok 2020 r. dla technologicznych IPO może być lepszy.
Uber, który przeprowadził w tym roku największe IPO na giełdzie w Stanach, rozczarował inwestorów najbardziej. Długo wyczekiwany debiut firmy oferującej aplikację do zamawiania przejazdów nie dał zarobić – od IPO notowania spółki spadły o 30 proc. Spółka nadal nie jest rentowna, choć jej strata się zmniejsza. W II kwartale sięgnęła 5,24 mld USD, a w III kwartale 1,16 mld USD. Spółka ma jednak plan i w ciągu kilku lat chce zacząć osiągać zysk. – Wiemy, że oczekuje się od nas rentowności, i spodziewamy się ją osiągnąć w 2021 r. – powiedział Dara Khosrowshahi, prezes Ubera.
Z kolei Lyft, największy konkurent Ubera, ma za sobą bardzo udany debiut na giełdzie. W pierwszym dniu notowań akcje drożały nawet o 21 proc. w stosunku do ceny emisyjnej. Niestety od tego czasu notowania znajdują się w trendzie spadkowym i akcje staniały już o 40 proc. Natomiast Slack, firma produkująca oprogramowanie ułatwiające współpracę zespołową, staniała od debiutu o 46 proc.
Statystyki pokazują, że ogólnie nie był to udany rok dla IPO spółek technologicznych. Bank inwestycyjny Renaissance Capital wyliczył, że średnia stopa zwrotu z akcji 32 spółek technologicznych, które zadebiutowały w tym roku w USA, wyniosła zaledwie 5 proc. Dla porównania w 2018 r. stopa ta wynosiła 13 proc., a w 2017 r. – aż 94 proc.