Forum w Krynicy

Bartłomiej Morzycki, ZPPP Browary Polskie: Polacy rozsmakowali się w piwie

#PROSTOzKRYNICY. - Piwo może być naszym flagowym produktem eksportowym – mówi Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny ZPPP Browary Polskie

Gościem Piotra Zająca był Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny ZPPP Browary Polskie.

Foto: parkiet.com

Na każdego Polaka przypada rocznie 97 litrów piwa. To czwarte miejsce w Europie. Polubiliśmy piwo.

To prawda. Piwo stało się w ostatnich latach wyborem numer jeden, jeśli chodzi o rynek napojów alkoholowych. Wcześniej tak nie było, dominowała wódka. Na początku lat 90. nastąpiły zmiany, w wyniku których piwo stawało się coraz popularniejsze. Doszliśmy do momentu, w którym rynek jest nasycony. Nasza konsumpcja jest na tym samym poziomie od siedmiu–ośmiu lat. Zmiany z roku na rok są niewielkie.

Kiedyś uchodziliśmy za naród, który lubi mocne alkohole. Czy teraz bliżej nam do Czechów lub Niemców, którzy są znani z miłości do piwa?

Pod względem spożycia jak najbardziej. W konsumpcji piwa wyprzedzają nas właśnie Czesi, Austriacy i Niemcy, kraje o bardzo silnej tradycji piwnej, z którą też jesteśmy związani. Browarnictwo w Polsce sięga jeszcze czasów piastowskich. Najlepsze polskie browary mają kilkaset lat historii. Dopiero okres PRL spowodował, że piwowarstwo podupadło. Piwo było marnej jakości i słabo dostępne. Wtedy utarł się stereotyp Polaka, który przede wszystkim pije wódkę. Ale teraz dołączyliśmy do krajów zachodnioeuropejskich, gdzie dominuje konsumpcja o niższej zawartości alkoholu.

Według jednej z sond tylko 46 proc. Polaków uznaje, że piwo to alkohol. Traktujemy je jak zwykły napój, jak oranżadę?

Rzeczywiście, z innych badań wynika, że zawartość alkoholu jest na dalekim miejscu przy kryterium wyboru piwa. Pijemy je dla smaku, orzeźwienia, zwracamy też uwagę na markę. Nawet piwowarzy mówią o smaku i kompozycji, a nie o zawartości alkoholu. Jeśli ktoś go szuka, to wybiera inne trunki. Piwo jest spożywane inaczej niż wódka.

Pijemy je dla smaku.

I orzeźwienia. Piwo też bardzo się zmienia. Przemiany gospodarcze i społeczne spowodowały, że browary zostały mocno doinwestowane i są teraz w europejskiej czołówce. Od lat 90. zainwestowano w nie 13 mld zł. Linie produkcyjne, urządzenia, budynki, know- -how marketingowy – to wszystko zostało rozwinięte. Stąd też wzięła się tak duża różnorodność dostępnych piw. Wybór jest taki, że każdy znajdzie swój smak.

Oferta jest bardzo bogata. Mamy browary rzemieślnicze i lokalne, prowadzone przez indywidualnych producentów.

To moda, ale i bogactwo tego rynku. W Niemczech jest około 1300 browarów. W Polsce dwa lata temu było około 200, a teraz już mamy ponad 300 browarów. Większość to mali przedsiębiorcy, którzy wzbogacają rynek i tworzą kulturę piwną.

Na rynku najwięksi gracze się nie zmieniają?

To ciągle 80 proc. rynku, ale jest też segment browarów regionalnych. Lubimy sięgać po produkty z naszego miasta. Przecież bardzo wiele piw ma na swojej etykiecie właśnie nazwę miejscowości, w której jest warzone.

Duzi czują oddech konkurencji na plecach? Będą wchłaniać małe browary?

Myślę, że to zupełnie inny segment rynku, i nie spodziewałbym się takiej konsolidacji. Klienci oczekują poszerzania oferty, a nie jej zawężania.

Wspominał pan o stabilizacji na rynku. Kiedy na giełdzie kurs się stabilizuje, to oznacza, że albo pójdzie w górę, albo w dół. Czy jest coś, co może zaszkodzić temu trendowi? Lubimy w końcu spożywać wino i whisky.

O ile rynek jako taki nie rośnie wolumenowo, o tyle obserwujemy wzrost jego wartości. Polacy zaczęli częściej sięgać po piwa lepszej jakości, markowe. Nasza branża jest silnie regulowana przez państwo. Dlatego zawsze potencjalnym zagrożeniem są gwałtowne zmiany regulacji czy eksperymentowanie przy podatkach. Tak jak cały biznes cenimy sobie przewidywalność i stabilność. Taką próbą destabilizacji naszego sektora były chociażby propozycje podatkowe producentów wódki, którzy dla zwiększenia sprzedaży swojego produktu domagali się podwyżki ceny piwa. Na szczęście w tej sprawie zwyciężyło racjonalne podejście i jak zapowiedział pan premier, żadne zmiany nie są brane pod uwagę.

Browar Jastrzębie zebrał 4 mln zł w ramach equity crowdfundingu, co było wówczas rekordem polskiego crowdfundingu. To pokazało, że konsumenci nie tylko chcą konsumować produkty, ale też kupić akcje i czuć się współwłaścicielami firmy. Ten trend będzie się rozwijał?

Moim zdaniem byłoby wspaniale, gdyby browarnictwo rozwijało się w tym kierunku. W gospodarce wolnorynkowej to normalne, że mikroprzedsiębiorca chce być małym, mały chce być średnim, a średni chce być dużym. Jeszcze kilka lat temu np. piwa regionalne były nieobecne w hipermarketach, tak samo w reklamach. Widać, że ten rynek się rozwija, i przykład browaru Jastrzębie to pokazuje. Tak samo jak przywiązanie do regionu i rosnący patriotyzm lokalny. To jest rentowny sektor rynku i każdy, kto chce zainwestować, bierze to pod uwagę.

Czy jako producenci liczymy się na arenie międzynarodowej?

Obserwujemy wzrost, eksportujemy coraz więcej naszego piwa. Proporcja między importem a eksportem również jest bardzo korzystna, bo sprzedajemy pięciokrotnie więcej, niż kupujemy. Proszę sobie wyobrazić, że łączny eksport piwa za granicę przekroczył łączną wielkość produkcji piwa na Słowacji. To pokazuje skalę. A my staramy się wspierać nasze produkty i pokazywać, że piwo może być flagowym produktem eksportowym Polski.

Powiązane artykuły