Aż o niemal 1 pkt proc. wzrosły rentowności krajowych obligacji dziesięcioletnich w zaledwie kilka dni. Tak mocna przecena zarówno papierów dłużnych polskich , jak i innych krajów w naszym regionie to pokłosie gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej. Dziś wydaje się, że inwestorzy nieco przeszacowali ryzyko wzrostu inflacji, ale wielu krajowych inwestorów przeżywa nerwowe dni.
Już nie cięcia, lecz podwyżki
Indeks polskich obligacji w tym tygodniu nieco odbija, ale po gwałtownych, jak na rynek długu spadkach w pierwszej połowie marca pozostaje poniżej zamknięcia 2025 r. ze stratą sięgającą około 1 proc. Wynik ten to punkt wyjścia dla zachowania funduszy obligacji, których wyceny publikowane są z dwudniowym poślizgiem.
Wspomniana strata, choć z pozoru niewielka, pojawiła się chyba w jednym z najgorszych momentów dla rynku. Polskie obligacje w dwóch pierwszych miesiącach tego roku wyraźnie rosły, a to zachęciło inwestorów do wpłat. W styczniu i lutym łącznie do funduszy dłużnych powędrowało aż 12,6 mld zł, podczas gdy w całym poprzednim (rekordowym) roku produkty te przyjęły 41,2 mld zł wpłat netto. Choć poprzeczka została ustawiona wysoko, to tegoroczne tempo napływów było jak dotąd zdecydowanie większe. Ciężka pierwsza połowa marca może ten zapał u klientów TFI ostudzić.
– Oczekiwania co do poziomu stóp procentowych zmieniły się drastycznie w ciągu ostatnich dni. W lutym, przed wybuchem konfliktu na Bliskim Wschodzie rynek wyceniał stopę referencyjną dość stabilnie na poziomie 3,25 proc. w perspektywie jednego roku (FRA 12x15). Napięcia w Zatoce Perskiej obudziły obawy inwestorów o poziom inflacji oraz oczekiwania inflacyjne, co doprowadziło do bardzo gwałtownej ponownej wyceny ścieżki przyszłych stóp procentowych (tzw. repricing). Oczekiwania te gwałtownie wzrosły do poziomu 4,50 proc. w perspektywie najbliższego roku – analizuje Fryderyk Krawczyk, dyrektor inwestycyjny, VIG/C-Quadrat TFI. Oznacza to, że inwestorzy przesunęli się ze ścieżki jeszcze jednej obniżki w kierunku trzech podwyżek w najbliższym czasie. – Skala i tempo zmian pokazują, jak obecny konflikt dynamicznie zmienił optykę inwestorów na poziom stóp procentowych. Dzisiaj rynek oscyluje w okolicach jednej podwyżki, co pokazuje, że obecna sytuacja wprowadza ogromną niepewność na rynki finansowe. Patrząc na ten temat od strony teorii – banki centralne nie powinny reagować na szok podażowy, gdyż żaden poziom stóp procentowych na dzisiaj nie odblokuje Cieśniny Ormuz – podkreśla Krawczyk. – Jednak jeśli obecna sytuacja poprzez kanał paliwowy, a następnie podwyżki w kolejnych sektorach, zaczęłaby przekładać się na oczekiwania inflacyjne, to reakcja ze strony władz monetarnych jest w takim przypadku możliwa, a wręcz pożądana – zaznacza ekspert VIG/C-Quadrat TFI.
Na sporą niepewność wskazuje też Łukasz Tokarski, dyrektor działu obligacji, Santander TFI. Jak zauważa, rynek wyraźnie zmienił kierunek oczekiwanych zmian stóp procentowych. – W dwa tygodnie przeszliśmy z oczekiwania obniżki do poniżej 3,5 proc., na oczekiwania nawet dwóch podwyżek stóp procentowych w horyzoncie najbliższych 12 miesięcy. Czy obawy odnośnie do wzrostu inflacji są uzasadnione? – Wyższe ceny ropy naftowej stosunkowo szybko przekładają się na wzrost cen na stacjach paliw. Inaczej jest z cenami gazu, który jest zwykle kontraktowany z dużym wyprzedzeniem, a jego sprzedaż do odbiorców detalicznych jest objęta silną regulacją. Szacunki wskazują, że 10-proc. wzrost cen paliw, w horyzoncie 12 miesięcy przekłada się na 0,2 pkt proc. wzrostu wskaźnika inflacji. Gdyby 50-proc. wzrost cen paliw utrzymał się w horyzoncie przyszłego roku, można oczekiwać wzrostu inflacji blisko górnej granicy pasma odchyleń NBP, czyli w okolicę 3,0-3,5 proc. – analizuje Tokarski. – Niepewność stanowi tu skala możliwych efektów drugiej rundy – podwyżek cen innych towarów i usług w reakcji na wzrost kosztu paliwa – podkreśla.