W poniedziałek wieczorem irańskie MSZ miało zaprzeczyć rzekomym kontaktom z wysłannikiem USA i możliwym negocjacjom, ale we wtorek źródła podały, że nowy duchowy przywódca Iranu miał odrzucić ofertę takich rozmów. W przestrzeni medialnej pojawiają się też plotki, jakoby Izraelowi miały się kończyć możliwości osłonowe w ramach tzw. Żelaznej Kopuły, a o problemach Trumpa ze swoim zapleczem republikańskim, które zaczyna mocno obawiać się przegranej w nadchodzących wyborach połówkowych, wiadomo nie od dzisiaj. W efekcie notowania ropy osuwają się w dół, indeksy giełdowe rosną, traci dolar – innymi słowy rynki zachowują się tak, jakby odliczały dni do jakiegoś istotnego wydarzenia. Kluczowe będzie to, czy można będzie mówić o jakimś rozejmie (czyli zamrożeniu konfliktu), czy zakończeniu wojny, co akurat jest mało prawdopodobne. To pierwsze rozwiązanie ucieszy rynki, ale na bardzo krótki czas, po czym zobaczymy efekt tzw. wąskich drzwi, czyli ponowny powrót do trybu risk-off. Zacznie się liczenie ofiar tej wojny, ale w sensie gospodarczym – bo niestety takowe będą. Indeks ZEW z Niemiec pokazuje, że skala „paniki” wśród analityków gospodarczych jest duża.
Na razie jednak lepszy nastrój na rynkach pomógł złotemu – dolar powrócił poniżej 3,70 zł, a notowania euro zeszły poniżej 4,26 zł. Inwestorzy będą nadal przyglądać się notowaniom EUR/USD, który technicznie miałby pole ruchu nawet do okolic 1,1650 przy założeniu korzystnego obrotu spraw wokół Iranu. W środę rynki będą koncentrować się na przekazie z Fedu.