Światowe rynki z rosnącym napięciem obserwują rozwój wydarzeń zapoczątkowanych amerykańsko-izraelskim atakiem na Iran. Początkowym założeniem administracji Trumpa był krótkotrwały charakter operacji, taki, który nie przełożyłby się istotnie na zakłócenia przepływu ropy przez Cieśninę Ormuz, oddzielającą Zatokę Perską od Zatoki Omańskiej i dalej od Morza Arabskiego. Szacuje się, że przez tę cieśninę przepływa około 25 proc. światowego handlu ropą transportowanego drogą morską. Szczególnie wrażliwe na potencjalne zakłócenia pozostają Chiny, do których trafia ponad 90 proc. irańskiego eksportu ropy i które z całego regionu importują ogromne ilości surowców energetycznych. Choć Trump pozostawił kilka ogólnikowo zarysowanych celów operacji, które mogłyby umożliwić wycofanie sił z regionu i ogłoszenie, w klasycznym dla niego stylu, zwycięstwa, z każdym kolejnym dniem scenariusz szybkiej stabilizacji rysuje się coraz mniej przekonująco.
Nie dziwi więc rosnąca nerwowość inwestorów, dla których bieżące ceny ropy stały się najczulszym barometrem rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Wzrost cen surowca ożywia obawy o powrót presji inflacji w Stanach Zjednoczonych, wpływa na oczekiwania dotyczące ścieżki stóp procentowych i staje się realnym problemem politycznym dla Partii Republikańskiej przed zbliżającymi się listopadowymi wyborami połówkowymi. Szacuje się, że utrzymywanie się ceny ropy w przedziale 90–100 USD za baryłkę mogłoby podnieść inflację CPI do 3,5–4 proc. Nie ma wątpliwości, że w jakiejś formie transport przez Cieśninę Ormuz zostanie przywrócony, co z czasem doprowadzi do gwałtownej korekty wycen. Trudno jednak oczekiwać powrotu do poziomów sprzed otwartego konfliktu, ponieważ premia za ryzyko geopolityczne prawdopodobnie pozostanie w wycenach surowca jeszcze przez dłuższy czas.
Przedłużający się konflikt skłonił analityków Goldman Sachs do rewizji fundamentalnych modeli wyceny ropy. Pierwotny scenariusz zakładał 10 dni poważnych zakłóceń, podczas których przepływy przez cieśninę spadłyby do około 10 proc. normy. Obecnie założenie to skorygowano do 21 dni zakłóceń, po których nastąpić ma około 30-dniowy okres stopniowej odbudowy podaży. Według szacunków banku eksport z krajów Zatoki Perskiej spadł o około 16,2 mln baryłek dziennie względem poziomów sprzed konfliktu. W konsekwencji Goldman Sachs podniósł prognozę dla IV kwartału 2026 r. do 71 USD za baryłkę dla Brent (66 USD wcześniej) oraz 67 USD dla WTI (z 62 USD). Dodatkowym źródłem niepewności pozostaje ostatnie wezwanie Trumpa skierowane do kilku państw o wysłanie okrętów marynarki wojennej w celu zabezpieczenia żeglugi w regionie. Na moment pisania artykułu większość państw odrzuciła lub zignorowała możliwość udziału w takiej koalicji.
Kluczowym czynnikiem pozostaje więc nie tylko skala zakłóceń podaży, lecz także tempo przywracania pełnej przepustowości Cieśniny Ormuz, co dobrze ilustrują najnowsze scenariusze Bloomberga. W wariancie 2–3 miesięcy zakłóceń model wskazuje na potencjalny wzrost cen ropy nawet w okolice 140–160 USD za baryłkę, zanim rynek zacznie się stabilizować.