Firmy

Skomplikowane życie spółki giełdowej

Funkcjonowanie spółki giełdowej jest bardzo skomplikowane, gdyż oprócz kosztów, wymogów i obciążeń regulacyjnych adresowanych horyzontalnie do wszystkich podmiotów i do podmiotów funkcjonujących w danej branży, musi ona wykonać podobne działania w odniesieniu do samego faktu notowania na giełdzie, a jest ich co niemiara.
Foto: Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski

Poniżej postaram się w dużym uproszczeniu przedstawić najważniejsze koszty, korzyści, szanse i ryzyka związane z notowaniem na giełdzie.

Kiedy myślimy o kosztach związanych z notowaniem, jako pierwsze jawią się te powiązane z opłatami na rzecz instytucji infrastrukturalnych rynku. Trzeba jednak nadmienić, iż jest to zaledwie mały ułamek kosztów spółki publicznej (dla średniej spółki – kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie na rzecz GPW i po kilkanaście na rzecz KDPW i KNF). Należy do tego dodać inne koszty, jak np. animator, i dodatkowe usługi prawne (po kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie), czy tłumaczenie raportów na angielski (kilkanaście tysięcy złotych rocznie), koszty związane z koniecznością stosowania specjalnych standardów sprawozdawczości finansowej i audytu, koszty wdrożenia i prowadzenia polityki informacyjnej, stworzenia wewnątrz spółek infrastruktury do zapewnienia zgodności z regulacjami dotyczącymi raportowania informacji poufnych, a w większych spółkach także raportowania informacji niefinansowych. Wszystko to wymaga zatrudnienia ludzi o wysokich kwalifikacjach, gdyż ewentualne popełnienie błędu może bardzo drogo kosztować (o czym poniżej).

Analizy SEG wskazują, iż roczne koszty notowania wynoszą ok. 155 tys. zł dla dobrej spółki z NewConnect, ok. 600 tys. zł dla małej spółki z rynku regulowanego i ok. 1,7 mln dla dużej spółki z rynku regulowanego. Oczywiście nie są to pieniądze wyrzucone w błoto. Jest to inwestycja pozwalająca na realizację pewnych korzyści, do których zaliczyć należy przede wszystkim większą wiarygodność (co ułatwia zawieranie kontraktów czy pozyskiwanie finansowania), możliwość stosunkowo łatwej emisji akcji (krótszy prospekt emisyjny i łatwiejsza procedura z uwagi na przetestowanie jej w przeszłości i łagodniejsze podejście nadzorcy z uwagi na mniejsze ryzyko dla inwestorów) oraz coś, co nazwałbym „premią wizerunkową" (z punktu widzenia PR marka spółki giełdowej jest z pewnością więcej warta niż „normalnego" przedsiębiorstwa).

Koszty i korzyści to jeszcze nie wszystko – musimy przeanalizować także szanse i ryzyka. Fakt notowania na giełdzie daje spółce wiele dodatkowych możliwości, zwłaszcza w kontekście przejmowania innych podmiotów. Spółka giełdowa może np. wyemitować nowe akcje i zapłacić nimi za akcje spółki przejmowanej. Daje to olbrzymie możliwości skokowego rozwoju, zwłaszcza w branżach, gdzie ryzyko jest zbyt duże, aby podobne transakcje mogły uzyskać finansowanie bankowe. Dla integratorów różnego rodzaju usług, branż czy łańcuchów wartości wydaje się to wymarzonym sposobem finansowania, pod warunkiem wszakże, że znajdą się inwestorzy chętni do wyłożenia określonych pieniędzy na określonych warunkach. Notowana spółka ma także łatwiejszą ścieżkę do emisji obligacji, co jest ważne nie tylko w przypadku finansowania projektów „niebankowalnych", ale także pozwala ułatwić negocjacje z bankiem przy finansowaniu „normalnych" projektów.

Przejdźmy teraz do bardzo obszernej kwestii, a mianowicie ryzyk związanych z notowaniem na giełdzie. Pierwsze z nich to ryzyko regulacyjne – mam tu na myśli przede wszystkim potencjalne kary w wysokości zagrażającej przetrwaniu spółki (do 10 proc. rocznych przychodów) oraz potencjalne kary na menedżerów i członków ich rodzin zagrażające upadłością konsumencką (np. ponad 2 mln zł za uchybienia natury formalnej). Warto w tym miejscu podkreślić, iż są to w rzeczywistości kary płacone przez samych inwestorów (choć rzekomo nakładane dla ich dobra), gdyż wpływy z nich idą do Skarbu Państwa. Nawet kary nakładane na menedżerów jako osoby fizyczne także biją w inwestorów, bo przecież będą musiały znaleźć odzwierciedlenie w wysokości zarobków, kosztach polis ubezpieczeniowych lub skutkować będą odpływem menedżerów z rynku publicznego.

Drugą grupą zagrożeń są ryzyka reputacyjne. Spółka giełdowa jest na świeczniku, więcej się o niej mówi i pisze, co jest bardzo miłe, jeśli sytuacja rozwija się pozytywnie, biznes kwitnie i na horyzoncie nie widać żadnych zagrożeń. Ale jeśli stanie się coś złego, to ta „popularność" może bardzo zaszkodzić. Jest to o tyle poważniejsze niż w przypadku „normalnych" przedsiębiorstw, że najczęściej te ryzyka reputacyjne przeradzają się w ryzyka czysto finansowe. Otóż wymogi przejrzystości informacyjnej powodują, iż trzeba się dzielić także informacjami negatywnymi dla spółki. Chodzi tu nie tylko o kwestie związane z takim, a nie innym postrzeganiem marki, ale o sprawy życia i śmierci danej spółki. Jeśli bowiem emitent poinformuje o swojej trudnej sytuacji finansowej (do czego – w odróżnieniu od spółki prywatnej – jest zobowiązany), to natychmiast powstaje fala bardzo negatywnych zdarzeń: wypowiedzenie umów kredytowych, wstrzymanie dostaw, wstrzymanie płatności, odejścia pracowników i zmasowany atak konkurencji.

Czy w takim razie warto być spółką giełdową? Na to pytanie każdy przedsiębiorca musi odpowiedzieć sobie sam i odpowiedzi te będą różne w zależności od zapotrzebowania na kapitał, dostępnych możliwości finansowania, apetytu na ryzyko, aspiracji właścicieli czy też założeń co do przyszłego rozwoju sytuacji gospodarczej (w szczególności poziomu inflacji i giełdowych wycen spółek) i przyszłego zachowania organów administracji (w szczególności w sposobie egzekwowania regulacji i w wysokości nakładanych kar). Mam nadzieję, że dla wielu przedsiębiorców odpowiedź będzie pozytywna i inwestorzy będą mogli współuczestniczyć w sukcesie wielu nowych emitentów.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.