Biznes i sport

Miliony na szachownicy. Magnus Carlsen po raz czwarty mistrzem świata w szachach

Magnus Carlsen po raz czwarty został mistrzem świata w szachach. Odebrał za ten sukces 550 tys. euro i sprowokował wielu do pytania – czy wybitni szachiści dobrze zarabiają? Odpowiedź nie jest prosta, w największym skrócie: tylko nieliczni

Norweg Magnus Carlsen (z lewej) w pojedynku z Amerykaninem Fabiano Caruaną.

Foto: AFP

Bycie arcymistrzem szachów wydaje się zajęciem przyjemnym, prestiżowym i intratnym, choć, jak zawsze, wszystko zależy od punktu odniesienia. Prawda jest dość złożona, ale trzeba przyznać, że tylko najlepsi na świecie, jeśli prowadzą ożywione życie turniejowe (co oznacza około 20 startów rocznie), nie narzekają.

Podstawą ich zarobków są premie za wyniki, które w przypadku największych i najważniejszych wydarzeń szachowych ożywiają wyobraźnię, choć zdecydowanie nie w takim stopniu jak obecne zarobki najlepszych piłkarzy, pięściarzy, baseballistów, koszykarzy NBA, golfistów, tenisistów lub zawodników futbolu amerykańskiego.

800 funtów na początek

Przyjęło się słusznie sądzić, że szachowym szczytem finansowym jest mecz o indywidualne mistrzostwo świata – taki jak ten ostatni między Magnusem Carlsenem i Fabiano Caruaną, w którym pula nagród wynosiła 1 mln euro, zwycięzca dostawał 55 proc. tej kwoty (gdyby nie było dogrywki, dostałby 60 proc.) plus część wpływów z reklam, pay-per-view i biletów do amfiteatru w szacownym budynku The College w londyńskiej dzielnicy Holborn.

Rekord to nie jest, chociaż od czasu pierwszego oficjalnego meczu o tytuł mistrza świata w 1886 roku, między Wilhelmem Steinitzem i Johannesem Zukertortem, pula przez lata znacząco rosła. Wtedy, 132 lata temu, rywale podzielili się po równo kwotą 800 funtów szterlingów. Potem odnotowywano: w 1891 roku – do wzięcia było 3000 dol. (dwie trzecie dla mistrza), w 1921 Raul Capablanca choć wygrał i odebrał nagrodę 12 tys. dol., było to o tysiąc mniej, niż dostał pokonany Emanuel Lasker.

Przedwojenne mecze Capablanki, Aleksandra Alechina i Maksa Euwe też nie biły rekordów finansowych (w puli było zwykle ok. 10 tys. dol.), choć amerykańska waluta miała swoją moc. Wyraźny skok nastąpił dopiero w latach 70., gdy po względnie słabo opłacanej dominacji szachistów radzieckich (w meczu z 1966 roku Tigran Petrosjan za zwycięstwo nad Borisem Spasskim wziął 2000 dol.) do akcji wkroczył Amerykanin Bobby Fischer. Jego charyzma i polityczne konteksty walki szachowej USA z ZSRR wywindowały pulę sławnego meczu ze Spasskim w 1972 roku do 250 tys. dol.

Kolejne lata przyniosły kolejny postęp. W 1978 roku na szachownicy w meczu Anatolija Karpowa i Wiktora Korcznoja leżało już 560 tys. dol. (Karpow z tytułem wziął 350 tys.), wreszcie w 1990 roku, gdy o mistrzostwo grali Karpow oraz Garri Kasparow, pula wynosiła już 3 mln dol. Mistrz Kasparow dostał 1,825 mln.

Od tej pory finansowa historia meczów o mistrzostwo świata stała się jednak mniej atrakcyjna. Rok 1995, Kasparow i Viswanathan Anand grają o 1,5 mln dol., rok 2000, Kasparow z Władimirem Kramnikiem walczą o 2 mln (Kramnik niespodziewanie wygrywa i bierze 1,33 mln), kolejne starcia z wielu przyczyn – zamieszania i konfliktów we władzach szachowych – nie były już tak elektryzujące, co przekładało się niekiedy na kłopoty ze sponsorami i poziom nagród.

W 2006 roku Kramnik i Weselin Topałow zagrali znów o „skromny" milion dolarów do równego podziału, dwa lata później Anand z Kramnikiem o 1,5 mln euro, w kolejnym cyklu Anand z Topałowem o 2 mln euro, wreszcie w 2012 mecz Ananda z Borisem Gelfandem miał pulę 2,55 mln dol. Rząd Indii uznał wówczas, że 1,53 mln dla mistrza to za mało i dodał Anandowi jeszcze 400 tys.

Obecnie, czyli od 2013 roku, trwa era Carlsena. Norweg zaczął od zwycięstwa nad Anandem, gdy w puli było 2,5 mln dol., kolejne trzy wygrane mecze stoczył, gdy do podziału było mniej – po 1 mln euro.

To są jednak miliony dla dwójki wybranych, obrońcy tytułu oraz rywala wyłonionego w trudnym cyklu kwalifikacyjnym. Pozostali wielcy arcymistrzowie muszą liczyć na zwykłe życie turniejowe, wprawdzie dość bogate, ale jednak bez milionowych premii w tle.

Nawet najbardziej znane, obudowane tradycją i prestiżem turnieje oferują zwycięzcom znacznie mniej. W Wijk aan Zee Magnus Carlsen za sukces w tym roku otrzymał 25 tys. funtów. Wygrany przez Fabiano Caruanę wiosenny turniej kandydatów w Berlinie dał Amerykaninowi 95 tys. euro z puli 420 tys. W Baden-Baden do podziału było łącznie 60 tys. euro, w superturnieju w Azerbejdżanie (Shamkir Chess) nagroda dla mistrza wyniosła 25 tys. euro. W Stavanger zapłacono zwycięzcy 75 tys. euro, w mistrzostwach USA w St. Louis najlepszy otrzymał czek na 50 tys. dol.

Inaczej mówiąc, zwycięstwo nawet w najbardziej okazałych turniejach nie daje mistrzowi więcej niż 100 tys. euro (taka nagroda była kiedyś w Linares). Można śmiało zakładać, że imprezy, w których zwycięzca zarobi około 50 tys. dol., już oznaczają światową ekstraklasę.

Oczywiście w tych turniejach jest ograniczona liczba miejsc – pierwszeństwo gry mają arcymistrzowie z rankingiem 2700+ punktów ELO, takich, wedle bieżącej klasyfikacji światowej Federacji Szachowej (FIDE), jest obecnie 46. Prowadzi mistrz świata Carlsen – 2832 punkty, w tej grupie jest dwóch Polaków: arcymistrzowie Radosław Wojaszek (2749, 16. miejsce) i Jan Krzysztof Duda (2738, 19.).

Skromne życie i konieczność dorabiania

Pozostałym arcymistrzom pozostają mniejsze turnieje, można szacować, że szachista z rankingiem na poziomie 2500+ gdy wygrywa, dostaje czek na około 5000 dol. Niekiedy są okazje zarobić więcej (zwykle w USA), ale normą wielkiej rzeszy szachistów zawodowych jest raczej skromne życie i konieczność dorabiania.

Okazji trochę jest – na świecie istnieje wiele lig szachowych i wiele klubów potrzebujących zawodników. Arcymistrzowie z drugiego szeregu mogą w tych rozgrywkach zarobić od 5 do 20 tys. dol. rocznie.

Trochę wstydliwą, ale istniejącą formą zarobku jest też opłata za pojawienie się na turnieju, niezależna od wyniku. Do tego można dostać pokrycie kosztów podróży i zakwaterowania.

Młodzi i zdolni szachiści mogą dostać uniwersyteckie stypendia sportowe, także pewne wsparcie z krajowych związków szachowych, jeśli są w kadrze narodowej, choć zwykle nie są to znaczne kwoty.

Jeśli szachista umie zadbać o wizerunek, może liczyć na dodatkowe fundusze z umów sponsorskich, chociaż świat szachów nie zna wielu takich przypadków i znów – względnie duże kwoty dotyczą tylko największych nazwisk.

Niektórzy arcymistrzowie, rezygnując z własnych ambicji sportowych, mogą zarabiać jako trenerzy, mentorzy i nauczyciele szachów. To ostatnimi czasy dość popularna forma dorabiania, tym bardziej że bardzo ułatwia ją internet. Dzięki pracy z uczniami w sieci arcymistrz lub mistrz międzynarodowy może zarobić około 20–50 dol. za godzinną lekcję. Gwiazdy mogą żądać więcej (co oznacza ponad 100 dol. za godzinę). Zdarza się, lecz niezmiernie rzadko, że mistrz szachów trafi w końcu na ekscentryka-milionera, który tak polubi swego nauczyciela, że płaci mu za grę i konsultacje wielkie sumy, ale ile jest prawdy w takich opowieściach, trudno dociec.

Podobną rolę odgrywają mocni szachiści asystujący wielkiemu mistrzowi w domowych przygotowaniach do znaczących meczów. Są w grupie wsparcia analitykami, sparingpartnerami, przygotowują w pocie czoła nowinki debiutowe, analizują słabości rywali.

Istnieje też grupa arcymistrzów, specjalizująca się w pokazach szachowych, symultanach. Są fachowcy od komentowania turniejów, pisania podręczników i prowadzenia kącików szachowych w mediach, są szachiści-działacze, są specjaliści od gier w parku z amatorami na pieniądze, są fachowcy od hazardu u bukmacherów – ale żadna z tych pobocznych dróg milionera z szachisty nie zrobi.

Mówiąc inaczej – nie ma na razie takiego arcymistrza, który zarabia więcej niż 10 mln dol. rocznie. Magnus Carlsen jest najbliżej, ale on dorzuca wpływy z kontraktów z Porsche, firmą odzieżową G-Star, z norweskim producentem półprzewodników, także z własnej aplikacji szachowej w internecie.

Takich arcymistrzów, którzy zarabiają powyżej 200 tys. dol. rocznie, jest dziesiątka, może tuzin (nazwiska daje ranking FIDE), kolejnych 20 mieści się granicach 100–200 tys. dol. na rok. To są szachowe szczyty. Reszcie musi wystarczyć radość gry i wygrywania, ale z daleka od milionów.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.