REKLAMA
REKLAMA

Banki

Płace zarządów banków giełdowych. Ile zarabiają prezesi banków?

W 2017 r. oczyszczony zysk sektora bankowego urósł o ponad 10 proc., ale wynagrodzenia zarządów dziewięciu analizowanych przez nas banków znacznie szybciej, bo o 28 proc. Który prezes zarobił najwięcej?
Foto: Adobestock

Przedstawiciele zarządów banków zawsze znajdują się na samym czele listy płac spośród wszystkich firm notowanych na giełdzie. Tym razem jest podobnie i zarządy dziewięciu banków z GPW, które do tej pory podały raporty roczne (nie ma wśród nich jeszcze Getinu, Citi Handlowego i BOŚ) zarobiły w 2017 r. łącznie 189 mln zł.

Najefektywniejszy PKO BP

W tej kwocie zawarte są wszystkie rodzaje wynagrodzeń – poczynając od zasadnicznego po bonusy za osiągnięcie planowanych wyników, świadczenia dodatkowe (takie jak na przykład wynagrodzenie za pracę za granicą, co dotyczy obcokrajowców kierujących bankami w Polsce) oraz świadczenia w akcjach. Wspomniane 189 mln zł to kwota o prawie 28 proc. wyższa niż w 2016 r.

Foto: GG Parkiet

Najdroższym zarządem w ubiegłym roku okazał się ten w Aliorze, którego opłacenie kosztowało 32 mln zł, czyli aż o 120 proc. więcej niż w 2016 r. (dużą zasługę we wzroście miały bonusy wypłacone za udane przejęcie BPH). W Pekao łączne wynagrodzenie wyniosło nieco ponad 30 mln zł, czyli o prawie 60 proc. więcej niż w 2016 r. (biorąc pod uwagę wynagrodzenia nieuwzględniające akcji fantomowych, których w raporcie za 2016 r. nie wyceniono). Duży koszt zarządów Aliora i Pekao wynika z dużej rotacji – na liście płac znalazło się w ubiegłym roku 12 członków zarządu Aliora i 13 Pekao – jak widać, spore zmiany kadrowe nie służą kosztom wynagrodzeń (w połowie roku przebudowano większą część ścisłego kierownictwa Pekao oraz Aliora). Sporo kosztowały również zarządy mBanku, BGŻ BNP Paribas i ING Banku Śląskiego – odpowiednio 23,9 mln zł, 21,8 mln zł i 19,9 mln zł (w każdym z nich zanotowano wzrost o co najmniej kilkanaście procent wobec 2016 r.).

Foto: GG Parkiet

W PKO BP, zdecydowanie największym banku w Polsce, wynagrodzenie zarządu pochłonęło 17,7 mld zł i było nieco niższe niż przed rokiem. Przykład Idea Banku, gdzie doszło do paru zmian w zarządzie, jest kolejnym dowodem na to, że wynagrodzenia z tego tytułu rosną (w tym banku zwiększyły się o 40 proc., do 11,95 mln zł).

Im większa skala banku, tym większa efektywność – dotyczy to nie tylko wyników finansowych i biznesowych, ale też efektywności zarządów. Porównując ich wynagrodzenie do zysku netto banku, najlepiej wypadają najwięksi. W PKO BP ten wskaźnik wyniósł tylko 0,6 proc., w BZ WBK 0,8 proc., a w Pekao 1,2 proc. (mimo wzrostu płac zarządu). Nieco wyższy, choć nadal dobry, jest w ING BSK (1,4 proc.) oraz Millennium (1,8 proc.) i mBanku (2,2 proc.). Wyjątkowo duży jest w małych bankach – w najmniejszej Idei wyniósł 5,2 proc. Dość wysoki był też w Aliorze (6,2 proc.), ale najwyższy w BGŻ BNP Paribas (7,8 proc.), który dopiero poprawia rentowność i jednocześnie ma wciąż spory liczebnie zarząd.

Nieobecni dobrze zarobili

Który z prezesów banków zarobił w 2017 r. najwięcej? Okazuje się, że lider się nie zmienił i jest nim Luigi Lovaglio z Pekao, który zgarnął łącznie z bonusami 9,8 mln zł. Na drugim miejscu uplasował się Wojciech Sobieraj z Aliora, który dzięki bonusom za BPH i wynagrodzenia za lata ubiegłe osiągnął prawie 6,3 mln zł. Jednak obaj nie są już prezesami swoich banków. W połowie roku Lovaglio został zastąpiony przez Michała Krupińskiego (zarobił 1,06 mln zł), a Sobieraj przez Michała Chyczewskiego (zarobił 0,81 mln zł). Piąty pod względem wynagrodzeń w 2017 r. był Tomasz Bogus z BGŻ BNP Paribas, który także nie jest już szefem tego banku (zastąpił go od listopada Przemysław Gdański).

Spośród wciąż urzędujących prezesów najwięcej zarobił szef Millennium, czyli Joao Bras Jorge – nieco ponad 5 mln zł, o 6 proc. więcej niż rok temu. Za nim uplasował się Cezary Stypułkowski kierujący mBankiem, który zarobił 3,9 mln zł, czyli nieznacznie więcej niż rok wcześniej. Zbigniew Jagiełło, szef PKO BP, zarobił „tylko" 3,3 mln zł, czyli o 14 proc. więcej niż w 2016 r. „Tylko", bo PKO BP to zdecydowanie największy bank w Polsce mający blisko 300 mld zł aktywów i przewyższający pod tym względem drugi Pekao o prawie 115 mld zł. Spory, bo 70-proc., wzrost zarobku zanotował Brunon Bartkiewicz, szef ING BSK, który osiągnął 3,3 mln zł (wzrost wynika z faktu, że już przez cały rok był prezesem – wrócił do banku wiosną 2016 r.). Stosunkowo niewiele zarobił Michał Gajewski, prezes BZ WBK (2 mln zł, znacznie więcej niż w 2016 r., kiedy kierował bankiem tylko przez miesiąc), co może wynikać z niewielkiego wkładu w postaci bonusów i premii w porównaniu z tymi elementami w innych bankach.

Niewielkie jak na bankowe standardy kwoty zarobili nowi prezesi, tacy jak wspomniani Krupiński, Chyczewski oraz Tobiasz Bury, który od jesieni kieruje Idea Bankiem.

Jaka struktura?

Ciekawie rozkłada się udział zasadniczego wynagrodzenia zarządów w łącznym. Średnio w analizowanej dziewiątce wyniósł 57 proc. Największy jest właśnie w BZ WBK, gdzie sięgnął aż 92 proc., najmniejszy zaś w Aliorze, ING BSK oraz Idea Banku, gdzie wyniósł po około 48 proc. Równe 50 proc. było w Millennium i PKO BP.

Jednak duży udział wynagrodzenia zmiennego, mocniej opartego o premie i bonusy, może rodzić pokusę zbyt agresywnego wzrostu. – Wydaje się, że miks wynagrodzenia stałego i zmiennego ma sens, a proporcje powinny zależeć od wyników banków oraz cyklu koniunkturalnego. Ważną kwestią jest relacja wynagrodzenia zarządu do średniego wynagrodzenia w banku oraz wrażliwość na zdarzenia księgowe – ocenia Sobiesław Kozłowski, analityk Raiffeisen Brokers.

Dobry kwartał dzięki wzrostowi dochodów i spadkowi kosztów, ale gorzej wypadły odpisy i wzrost kredytów

Ostatni kwartał 2017 r. był kolejnym udanym dla działających w Polsce banków. Dziewięć największych giełdowych banków (z wyjątkiem Getin Noble, który rezultaty poda dopiero 26 kwietnia) wypracowało łącznie 3,64 mld zł zysku netto, czyli o 33 proc. więcej niż rok temu oraz o 9 proc. więcej niż w III kwartale.

Tak duży wzrost rok do roku wynika z kilku czynników. Jednym z nich są niższe koszty (analizowana przez nas dziewiątka przez rok zmniejszyła je o prawie 4,5 proc.). To efekt nie tylko zdarzeń jednorazowych (w IV kwartale 2016 r. sektor wydał 145 mln zł na gwarantowanie depozytów upadłego Banku Spółdzielczego w Nadarzynie). W 2017 r. zmienił się też sposób księgowania składek na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (większość kosztów ujmowana w I kwartale w porównaniu z równym na cztery kwartały rozłożeniem kosztów w 2016 r.), co spowodowało, że w 2017 r. w kwartałach kolejnym po pierwszym bankom było łatwiej pokazywać niższą dynamikę kosztów rok do roku. Poza tym Alior i BGŻ BNP Paribas zanotowały niższe niż rok wcześniej koszty wynikające z dokonanych wcześniej przejęć.

Kluczem do poprawy zysku okazał się jednak wzrost dochodów. Wynik odsetkowy urósł w ciągu roku o 10,5 proc., do 8,49 mld zł (2,2 proc. wobec poprzedniego kwartału). Z kolei wynik z opłat i prowizji zwiększył się przez rok o 4,5 proc., do 2,97 mld zł (był taki sam jak w poprzednim kwartale).

– Wyniki banków w IV kwartale 2017 r. były dobre, zarówno przychody, jak i koszty były nieco lepsze niż oczekiwania. Ale już odpisy były wyższe niż prognozy, ten trend jest niepokojący. W tym roku nie spodziewamy się już tak dobrych dynamik po stronie przychodów, koszty jak zwykle pod kontrolą, a niemiłą niespodzianką mogą być odpisy – komentuje Marcin Materna, dyrektor działu analiz w Millennium DM.

Odpisy analizowanej dziewiątki urosły przez rok łącznie o 10 proc., a wobec poprzedniego kwartału o 6 proc., i wyniosły 1,52 mld zł, czyli okazały się o 3 proc. wyższe, niż zakładała średnia prognoz. Duży wzrost odpisów zanotowano w mBanku i Pekao oraz Handlowym. O ile w tych dwóch pierwszych powodem był efekt niskiej bazy i odpisy wróciły do typowych dla tych banków poziomów (lub tylko nieznacznie wyższych), o tyle w Handlowym wzrost odpisów był spowodowany zawiązaniem większych rezerw na niektóre kredyty firmowe, co zdaniem zarządu jest zdarzeniem jednostkowym i nie jest początkiem trendu. Fakt jest jednak taki, że koszty ryzyka w sektorze mimo bardzo dobrych danych makroekonomicznych istotnie nie spadają. Czy jest powód do zmartwień? – Ja bym się martwił. Wyniki przedsiębiorstw wcale się nie poprawiają, a to jest wyznacznik trendu, jeśli chodzi o rezerwy. Na razie jesteśmy w obszarze „to tylko pojedyncze przypadki, portfel jest zdrowy", ale pojedynczych przypadków będzie pewnie coraz więcej i w końcu zostanie uznane to za trend – przewiduje Materna.

Roczne tempo wzrostu kredytów, z wyjątkiem szybko rosnących Aliora i ING BSK, wciąż oscyluje wokół 5 proc. – Wolumeny nie odbiegają od tego, co obserwujemy od dłuższego czasu – są niskie i nie widać poprawy. Firmy boją się inwestować w tym otoczeniu regulacyjnym, konsument – poza kredytami hipotecznymi – nie czuje potrzeby zadłużania się, co pewnie wynika z jego całkiem dobrej sytuacji – komentuje analityk Millennium DM. mr


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA