Banki

Wbrew problemowi frankowemu wyceny banków mocno urosły

Od końca października kapitalizacja Millennium czy mBanku podwoiła się, rosnąc o 2,4 mld zł i 5,2 mld zł. Tymczasem ich frankowe koszty mogą sięgnąć po 15 mld zł. Czy rynek zapomniał o tym ryzyku?
Foto: Adobestock

Ostatnie tygodnie przyniosły duży wzrost notowań banków. Tylko od początku roku WIG-banki zyskał 13,5 proc., czyli znacznie pokonał szeroki rynek, bo WIG urósł tylko o nieco ponad 1 proc. Polskie banki wpisały się w trend poprawy nastrojów do banków na świecie, np. Euro Stoxx Banks, zrzeszający 22 największych kredytodawców w strefie euro, w tym czasie zyskał 17,3 proc. Polskie banki zyskały jeszcze więcej, licząc od jesieni, i pomimo nadciągających wielkich kosztów dla naszego sektora bankowego cechowały się relatywną siłą wobec banków ze strefy euro.

Notowania w górę w ślad za Europą

Od dołka z końca października WIG-banki urósł aż o 71,5 proc., czyli pobił Euro Stoxx Banks o 5 pkt proc., a WIG o prawie 41 pkt proc. Z kolei od 8 grudnia warszawski indeks bankowy urósł o 15,6 proc., czyli także okazał się lepszy od europejskiego (2 pkt proc.) i szerokiego rynku na GPW (prawie 12 pkt proc.). Data ta nie jest przypadkowa – właśnie wtedy Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, wezwał banki do oferowania ugód frankowiczom. Rynek oczywiście już wcześniej zdawał sobie sprawę, że banki będą musiały ponieść spore koszty wynikające z problemów frankowych, i był to główny powód słabości notowań w 2019 r. Jednak wystąpienie szefa KNF rozwiewa wątpliwości i pozbawia nadziei tych, którzy liczyli, że bankom uda się uniknąć dużych kosztów frankowych. Zwrócił się do bankowców, sugerując, że albo dogadają się z frankowiczami i wezmą na barki spore koszty z tym związane, albo będą nadal walczyć w sądach, narażając się na dużo wyższe, choć rozłożone w czasie, koszty przegranych spraw. Notowania polskich banków podskoczyły także od 29 stycznia, gdy Sąd Najwyższy potwierdził, że Izba Cywilna zajmie się kluczowymi zagadnieniami w sprawach frankowych (decyzja w tym zakresie była oczekiwana), co powinno się przełożyć na ujednolicenie orzecznictwa w tym zakresie. Wiele wskazuje na to, że uchwała Sądu Najwyższego może ułatwić klientom wygraną w sądach, co zwiększy koszty dla banków (wyższa strata na jednej przegranej sprawie i więcej pozwów).

W skład WIG-banki wchodzą także banki zagraniczne (UniCredit i Banco Santander). Kapitalizacja tylko polskich 11 kredytodawców urosła od dołka z końca października łącznie o blisko 60 mld zł (76 proc.), od 8 grudnia o 19,9 mld zł (17 proc.), od 29 stycznia zaś o 14,9 mld zł (12 proc.). Co ciekawe, licząc od października i grudnia, najbardziej zyskiwały nie banki pozbawione problemu frankowego, ale te najbardziej obciążone tymi kredytami (pomijając Getin Noble, który jest w specyficznej sytuacji). Głównie chodzi o Millennium i mBank.

Foto: GG Parkiet

Urząd KNF ocenia, że ugody z frankowiczami to koszt niecałych 35 mld zł brutto. Szacunki te oparte są na danych z banków obejmujących 93 proc. portfela frankowego i nie zakładają objęciem ugód kredytów już spłaconych. Uwzględnienie tych dwóch czynników podnosi koszty dla sektora do 43 mld zł. Jaka jest alternatywa? Pomijamy tu najbardziej optymistyczny i raczej nierealny scenariusz polegający na zastąpieniu niedozwolonych klauzul indeksacyjnych średnim kursem NBP (koszt dla sektora ok. 6 mld zł). Najbardziej prawdopodobna jest taka uchwała Sądu Najwyższego, która skutkować będzie unieważnianiem umów hipotek frankowych i nienaliczaniem bankom opłaty za korzystanie z kapitału (ale sam kapitał w ramach rozliczenia z klientem będzie zwracany) – to byłby koszt dla całego sektora rzędu 109 mld zł (dotyczy to także spłaconych hipotek). Gdyby uchwała była korzystniejsza dla banków i po unieważnieniu umowy należałaby im się opłata za udostępnienie kapitału, koszt wyniósłby 76 mld zł. Odfrankowienie, czyli przewalutowanie po kursie z dnia zaciągnięcia, ale pozostawienie stawki LIBOR, to koszt blisko 85 mld zł (obie kwoty zakładają koszt dla całego sektora, w tym także kredytów spłaconych).

– Zakładając wstępnie, że 70 proc. klientów zdecyduje się na ugody, 20 proc. wybierze ścieżkę sądową i wygra unieważnienie bez wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, a 10 proc. nie zrobi nic, to łączne koszty dla sektora wyniosą 52 mld zł. To jest nasz scenariusz bazowy, który według nas nie jest obecnie wyceniany na rynku – mówi Maciej Marcinowski, analityk Trigon DM.

Rynek rozdarty między scenariuszami

Dla przypomnienia: kapitalizacja polskich banków urosła od października o 60 mld zł, od grudnia o 20 mld zł, a od stycznia o 15 mld zł. Ich notowania zwyżkowały w ślad za europejskimi, jakby ignorując widmo frankowych kosztów. – Ryzyko frankowe nadal istnieje, ale rynek zaczyna uwzględniać rosnące rentowności obligacji i pojawiające się argumenty za podwyżkami stóp procentowych, które byłyby korzystne dla banków. To zdecydowało o ostatnim wzroście ich notowań – ocenia Kamil Stolarski, analityk Santander BM.

Foto: GG Parkiet

Eksperci podkreślają, że wiele różnych czynników wpływa ostatnio na notowania banków. – Sektor jesienią mocno pozytywnie zareagował na pierwsze informacje o szczepionce, to był wyraźny sygnał dający nadzieję na poprawę sytuacji makroekonomicznej. Do tego dochodzi presja inflacyjna i rosnące rentowności obligacji. Na to nałożyła się sprawa zaproponowanych przez KNF ugód z frankowiczami. Gdyby udało się je zawrzeć, istotnie spadłoby ryzyko sektora. Koszt wprawdzie byłby bardzo duży, ale nieporównywalnie mniejszy od scenariuszy sądowych. Według moich analiz większość banków z GPW udźwignęłaby koszt ugód pod względem kapitałowym. Po konwersji polskie banki mogłyby istotnie poprawić niskie teraz ROE, które częściowo wynika z podatku bankowego i rezerw oraz wysokich kapitałów trzymanych na hipoteki frankowe. Wreszcie uwolnione mogłyby zostać dywidendy – podkreśla Marta Jeżewska-Wasilewska, analityczka Wood & Co.

Przypomina, że wcześniej banki z GPW odstawały nieco od europejskich z powodu frankowego ryzyka. – Ugody mogły dać inwestorom nadzieję i być jak światełko w tunelu, bo rynek od dziesięciu lat z różną intensywnością zajmuje się problemem tych kredytów. Teraz widać, że i same banki są bardziej zdeterminowane, aby rozwiązać ten problem. Wydaje się, że scenariusz pesymistyczny, czyli porażki banków w sądach, nie jest wyceniany przez rynek, choć oczywiście sporo zależy od tego, ile osób pójdzie do sądów i jak kosztowna dla banku będzie statystycznie jedna porażka. Nawet jeśli połowa klientów pójdzie do sądów i wygra, będzie to trwało parę lat i koszt może być podobny jak w przypadku ugód, ale bez korzyści, które dają one bankom – zaznacza Jeżewska-Wasilewska.

Stolarski podkreśla, że banki frankowe notowane są z dyskontem do pozostałych i gdyby założyć scenariusz ugód, czekałby je wzrost notowań. – Jeśli jednak dominującym rozwiązaniem byłyby kosztowne sprawy sądowe, kursy mogą spaść – dodaje.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.