Analizy

Pierwsze emisje pod MREL wcześniej, ale na mniejszą skalę

Już w przyszłym roku banki będą musiały emitować pierwsze obligacje, aby wypełnić nowe wymogi kapitałowo-płynnościowe. W przypadku 10 największych instytucji z GPW może chodzić o blisko 60 mld zł.
Foto: Adobestock

Polskie banki już w przyszłym roku staną przed kolejnym wyzwaniem regulacyjnym: spełnieniem wymogów dotyczących MREL (ang. minimum requirement for own funds and eligible liabilities), czyli minimalnych funduszy i zobowiązań, które mogą być użyte w razie przymusowej restrukturyzacji banku.

Czasu jest niewiele

Ten wymóg dotyczący kapitałów i stabilnego, długoterminowego finansowania w postaci niektórych obligacji wynika z przepisów unijnych i ma zwiększyć bezpieczeństwo systemu, a przede wszystkim oddalić ryzyko ponoszenia kosztów ratowania banków przez klientów i państwo. W Polsce za przymusową restrukturyzację i ustalenie wymogów MREL odpowiada Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wytyczył ścieżkę stopniowego dochodzenia do wymogów. Na koniec 2020 r. banki będą musiały spełniać około 76 proc. docelowego poziomu, na koniec 2021 r. będzie to 88 proc., a na koniec 2022 r. – 100 proc.

– Wprowadzenie ścieżki dojścia przez BFG jest rozsądnym zabiegiem, bo banki stopniowo będą zaczynały spełniać te wymogi, ale jednocześnie oznacza konieczność działania przez banki już w przyszłym roku, a nie 2022 r., jak wynikałoby z pierwotnego harmonogramu – ocenia Andrzej Powierża, analityk DM Citi Handlowego.

Foto: GG Parkiet

Banki otrzymują w tym roku od BFG wysokość MREL po raz trzeci ze względu na trzeci cykl planistyczny od implementacji dyrektywy o uporządkowanej upadłości. Duże banki komercyjne otrzymują pisma po dokonanym przeglądzie i ocenie wykonalności planu przymusowej restrukturyzacji lub jego aktualizacji sukcesywnie po ich przyjęciu przez zarząd. Podobna sytuacja występuje w przypadku wspólnych decyzji w zakresie grupowych planów przymusowej restrukturyzacji – mówi Filip Dutkowski, rzecznik BFG. Banki nie muszą upubliczniać informacji o wysokości MREL, chyba że są uznane za globalne instytucje o znaczeniu systemowym lub są ich częścią.

Tylko PKO BP precyzyjnie poinformował w tym roku o wysokości MREL. Bank na koniec 2022 r. musi osiągnąć (na poziomie skonsolidowanym) równowartość tych funduszy w wysokości 14,4 proc. sumy funduszy własnych i zobowiązań ogółem, co odpowiada 22,8 proc. kwoty ekspozycji na ryzyko. Na koniec września PKO BP ma łączny współczynnik kapitałowy (TCR) wynoszący 18 proc., więc różnica wynosi blisko 5 pkt proc. Ta luka przełożyłaby się na emisje instrumentów pod MREL rzędu 10 mld zł. Jednak wraz z rozwojem sumy bilansowej banku emisje powinny być nominalnie większe (MREL został wyznaczony na podstawie danych według stanu z końca 2018 r.). Gdyby przyjąć bilans z końca września tego roku, PKO BP musiałby wyemitować instrumenty za ok. 10,3 mld zł.

Foto: GG Parkiet

Inne banki nie podały aktualnych wymogów MREL. Gdybyśmy przyjęli, że są podobne jak w PKO BP i w zaokrągleniu wynoszą 23 proc. w stosunku do aktywów ważonych ryzykiem, oraz uwzględnili bilanse i współczynniki TCR z końca września, to 10 największych banków z GPW musiałoby przeprowadzić emisje instrumentów pod MREL o wartości 56 mld zł. To pewne uproszczenie, bo struktura bilansów poszczególnych banków jest zróżnicowana i ostateczne wymogi poszczególnych z nich mogą być mniejsze lub większe niż 23 proc. kwoty ekspozycji na ryzyko. Według szacunków Andrzeja Powierży siedem największych banków (wyłączając BNP Paribas) musiałoby wyemitować instrumenty o wartości nieco ponad 50 mld zł. To znacznie mniejsza skala niż szacowane niegdyś 100 mld zł.

Do funduszy MREL zaliczane są kapitał Tier 1 i Tier 2 (obligacje i pożyczki podporządkowane) oraz nowe obligacje tzw. senior non-preffered. Kapitał to najdroższy sposób, z kolei nowe papiery pod względem ceny plasują się między zwykłymi (tańsze) a podporządkowanymi (droższe). W przypadku największych polskich banków płacących za zwykłe obligacje 0,5 pkt proc. ponad WIBOR, senior non-preffered mogą mieć marże około 1,2 pkt proc.

To właśnie głównie te instrumenty posłużą do zwiększenia poziomów funduszy MREL. – W przyszłym roku planujemy jedną emisję na europejskim rynku, a kolejne, o wartości około 500 mln euro, w latach 2021–2022. Później staniemy się regularnym emitentem tych papierów. Obligacje wyemitowane pod MREL będą zastępowały obecne. Uwzględniając skalę emisji, zakładamy, że będzie to wymagało wyjścia na rynki zagraniczne – mówił na niedawnej konferencji prasowej Rafał Kozłowski, wiceprezes PKO BP. Nie oczekuje, aby emisje pod MREL były dla banku wyzwaniem.

– Skala emisji pokazuje, że potrzebne będzie wyjście za granicę, więc inna będzie pozycja banków, które są doświadczonymi emitentami na rynku długu w Europie, jak PKO BP, a inna tych średnich i mniejszych, które tak dużego doświadczenia nie mają, jak Millennium czy Alior. Jednak kluczowa może być sprawa frankowa i niepewność związana z tymi kredytami. Koszty spraw przegranych przez banki w sądach mogą odstraszyć niektórych inwestorów – zwraca uwagę Powierża. W łagodniejszym przypadku wpłynie to na cenę długu emitowanego pod MREL, w skrajnym – na zdolność banków frankowych do emisji.

Kolejny zastrzyk płynności

Banki zwracają uwagę, że pozyskane na MREL środki dodatkowo zwiększą i tak rosnącą już płynność banków ze względu na szybki przyrost depozytów. Będzie to dodatkowy koszt i płynność, którą – w razie spodziewanego w obliczu spowolnienia braku przyśpieszenia akcji kredytowej – trudno będzie ulokować z zyskiem. Są też obawy, że szukając wyższych zwrotów, bankowcy sięgną po instrumenty bardziej ryzykowne, np. obligacje skarbowe mniej stabilnych państw.

– Zwiększona płynność banków ze względu na MREL może faktycznie negatywnie wpłynąć na marżę, ale na razie, analizując koszt tych emisji, zatrzymałbym się tylko na potencjalnym koszcie finansowania. Nie wiemy, jak zareagują banki, gdzie ulokują nadpłynność z MREL, jakie będą warunki makroekonomiczne, czy nadal depozyty będą rosnąć szybciej niż kredyty – mówi Powierża.

Podkreśla, że bezpośrednim kosztem związanym z MREL będzie oprocentowanie powyżej stóp rynkowych pomnożone przez wolumen.

– Zakładam dominujący udział emisji zagranicznych i mogę wyobrazić sobie sytuację, że środki pożyczone w walucie mogą zostać zainwestowane na rynku europejskim, a więc nie muszą wpłynąć na marże kredytowe w Polsce. Niektóre banki mogą wykorzystać walutowe emisje do sfinansowania walutowych kredytów, finansowych dzisiaj w dużej części złotowymi depozytami i swapami walutowymi czy CIR-ami, co poprawiłoby stabilność bilansów tych banków. Część pozyskanego finansowania może być użyta w Polsce do finansowania akcji kredytowej czy kupowania złotowych aktywów finansowych, co wymagałoby zamiany na złotego, która może dodatkowo kosztować – dodaje Powierża.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.