Analizy

#TydzieńNaRynkach: Fed rozczarował inwestorów

Ostatnie dni przyniosły podtrzymanie umiarkowanego optymizmu na rynkach finansowych, jednak to, co usłyszeli inwestorzy po posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej, nie poprawiło im nastrojów.
Foto: AFP

Niskie stopy to nie wszystko

W trakcie niedawnego korespondencyjnego posiedzenia bankierów centralnych, odbywającego się tradycyjnie w Jackson Hole, doszło do kluczowej deklaracji w sprawie większej tolerancji Fedu dla inflacji. Środowe posiedzenie komitetu otwartego rynku nie mogło więc być przełomowe, ale jednak wniosło kilka ważnych elementów, dotyczących perspektywy polityki monetarnej. Jerome Powell oraz pozostali członkowie FOMC dali jasno do zrozumienia, że dotychczasowe niskie stopy procentowe pozostaną na niezmienionym poziomie do 2023 r. Jednocześnie podkreślono „wyższość" celu polegającego na przywróceniu pełnego zatrudnienia w amerykańskiej gospodarce nad kontrolowaniem inflacji. Dodatkowo Fed podwyższył prognozy dla dynamiki PKB w Stanach Zjednoczonych. Taka mieszanka powinna wzmocnić optymizm inwestorów. Stało się jednak inaczej. Bezpośrednio po konferencji prasowej Fedu sytuacja na rynkach finansowych była dość niejednoznaczna. Indeks dolara wobec głównych walut zgodnie z logiką zniżkował. Mniej zrozumiałe było zachowanie rynku długu, na którym rentowność najpierw zniżkowała, a później szła w górę. W czwartek ponownie spadała. Wahania wykazywały także indeksy na Wall Street. Po niewielkim środowym spadku w czwartek przecena uległa nasileniu. W efekcie w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia S&P 500 i Nasdaq Composite jednak zwyżkowały po 0,5 proc., ale pierwszy z tych indeksów nie był w stanie wrócić powyżej poziomu 3400 punktów, a drugi trzymał się nadal poniżej 11 000 punktów. Dow Jones rósł do czwartku o prawie 1 proc. Minimalne zmiany miały miejsce w przypadku głównych indeksów giełd europejskich. Wskaźnik parkietu we Frankfurcie do czwartku nie zmienił wartości, paryski CAC40 zwyżkował o symboliczne 0,1 proc., a londyński FTSE250 poszedł w górę o 1 proc. O nieco ponad 2 proc. rósł wskaźnik rynków wschodzących. Silniejszy ruch został pod koniec tygodnia lekko skorygowany.

Zastanawiająca słabość warszawskiego parkietu

Choć dość trudno przypomnieć sobie czasy, gdy nasz rynek „grzeszył" siłą względem światowych parkietów, a nawet tylko rynków wschodzących, to jednak ostatnie dni były dość frustrujące. Niewielkim pocieszeniem był niezły finisz czwartkowego handlu. Gdy otoczenie odrabiało straty po niedawnej spadkowej korekcie, nasze główne indeksy pogłębiały przecenę. Przodował w tym WIG20, który do czwartku zniżkował o 2,5 proc., podczas gdy w tym samym czasie wskaźnik emerging markets zyskiwał ponad 2,5 proc. Wspomniana czwartkowa końcówka handlu zredukowała tygodniowy spadek do 1,5 proc. Warto jednak zwrócić uwagę na podobną słabość indeksów w Budapeszcie i w nieco mniejszej skalo w Bukareszcie i Pradze oraz w Sofii. Być może mamy więc do czynienia z „regionalną" niechęcią globalnego kapitału, choć w sporej części komentarzy pojawia się inny czynnik. Chodzi oczywiście o zbliżającą się ofertę akcji Allegro, mającą szansę stać się największą w historii GPW. Z jednej strony to wydarzenie bardzo pozytywne. Jednak z drugiej, inwestorzy muszą mieć gotówkę na tak duże, i należy mieć nadzieję, atrakcyjne zakupy. Być może właśnie ją uwalniają, sprzedając część posiadanych już papierów. Tak czy inaczej, WIG20 testował poziom dołków z początku września i z połowy czerwca, a wynik tego testu do czwartku pozostawał nierozstrzygnięty. W niekorzystnym scenariuszu najniższy „wymiar kary" to zejście indeksu w okolice 1700 punktów, a nieco wyższy to spadek nawet do 1600–1650 punktów. Wiele zależeć będzie od sytuacji na światowych parkietach, na których wciąż bardzo prawdopodobny jest scenariusz pogłębienia spadkowej korekty. Indeks blue chips znów niewielu miał obrońców. Rolę gwiazdy ponownie pełniły akcje JSW, które jednak zwyżkowały już „tylko" o 20 proc., a więc o połowę mniej niż tydzień wcześniej. Po trzech spadkowych tygodniach z korekty próbowały się wyrwać walory Dino, drożejące o 4,5 proc. Wbrew słabym nastrojom na rynkach w czwartek o ponad 7 proc. w górę szły papiery Lotosu, które od czerwca straciły 43 proc. Ich śladem podążały akcje PKN Orlen, drożejące w czwartek o ponad 4,5 proc., ale kończące tydzień nieznacznie pod kreską. Dobra passa opuściła posiadaczy akcji CD Projekt, w przypadku których spadkowa korekta nabrała dynamiki przekraczającej 6 proc. Kilkutygodniową konsolidację na wysokim poziomie zdają się opuszczać dołem papiery PGNiG, które zniżkowały o prawie 7 proc., schodząc nieco poniżej 5 zł. Spadkową tendencję kontynuował duet obuwniczo-odzieżowy. Akcje CCC do czwartku taniały o prawie 6 proc., a papiery LPP zniżkowały o niemal 4 proc., choć w czwartek zdołały ograniczyć skalę przeceny do poniżej 1 proc. O ponad 3 proc. w dół szły akcje KGHM, mimo dobrej sytuacji na rynku miedzi. Zdecydowanie nie błyszczały telekomy. Akcje Playa przy dużej zmienności i rosnących obrotach zniżkowały o 5 proc., a walory Orange traciły ponad 3,5 proc. Przeceny uniknęły jedynie akcje Cyfrowego Polsatu, zniżkując o symboliczne kilka dziesiątych procent. Liderem spadkowiczów okazały się taniejące o 8 proc. walory Tauronu, które i tak zdołały w ostatniej chwili obronić się przed jeszcze mocniejszym spadkiem.

Indeks średnich spółek także kończył tydzień zniżką o 1,5 proc. Trzeba zauważyć, że był to już trzeci spadkowy tydzień z rzędu, a w wyniku tej tendencji mWIG40 zszedł poniżej 3600 punktów. Nie jest to z pewnością dobry znak, choć nie doszło jeszcze do testowania dołków z czerwca, lipca i początku września. Po ich ewentualnym przełamaniu należałoby się liczyć ze spadkiem w okolice 3400 punktów. W gronie średniaków zdecydowanie przeważali spadkowicze. Największych wrażeń dostarczyły akcje Mabionu. Co prawda bilans pierwszych czterech sesji minionego tygodnia to przecena „tylko" o nieco ponad 8 proc., ale w międzyczasie sporo się działo. We wtorek, po informacji, że nasza spółka podpisała z australijską firmą porozumienie dotyczące współpracy nad szczepionką na Covid-19, jej kurs momentami sięgał 52 zł, co oznaczało wzrost o jedną trzecią. Sesja kończyła się jednak w okolicy 40 zł. W środę przecena przekraczała już 20 proc., a czwartek przyniósł „uspokojenie", czyli zwyżkę o niespełna 5 proc. O prawie 8 proc. w dół poszły nieoczekiwanie notowania bardzo dobrze dotąd sprawujących się papierów Asseco SEE. Konsolidacja przy historycznym maksimum, trwająca od połowy sierpnia, kończy się więc poważniejszą korektą spadkową. Po trzytygodniowym rajdzie w fazę korekty liczącej na razie 6 proc. weszły walory Intercars. Zniżkową tendencję kontynuowały akcje Amiki, tracąc także nieco ponad 6 proc. Na czele nielicznej grupy zyskujących na wartości znalazły się akcje GPW, które drożały o prawie 6 proc. Jednak poprzednie pięć tygodni z rzędu stało pod znakiem sporej przeceny, więc na razie można mówić jedynie o jej odreagowaniu.

Wyraźniej wyhamował impet spadkowej korekty w segmencie najmniejszych firm. Do czwartku sWIG80 zniżkował o 0,6 proc., a więc o połowę mniej niż tydzień wcześniej. Ponadto zdołał bez problemu utrzymać się powyżej 14 000 punktów, czyli poziomu, który kilka dni wcześniej był poddawany bardzo mocnej presji przez niedźwiedzie.

Ropa nie daje za wygraną

Gdy w ciągu dwóch poprzednich tygodni notowania WTI zniżkowały kolejno o prawie 7,5 proc. i o ponad 6 proc., schodząc w okolice 36 dolarów za baryłkę, wydawało się, że kilkumiesięczna konsolidacja kończy się wyjściem w dół, a więc być może pogłębieniem przeceny. Tymczasem ostatnie dni przynoszą spore wzrostowe odreagowanie i to mimo opublikowanych w poniedziałek przez OPEC niekorzystnych prognoz popytu na surowiec. Zdaniem kartelu zapotrzebowanie w tym i w 2021 r. obniży się mocniej, niż zakładały wcześniejsze przewidywania, a obniżony wskutek pandemii popyt utrzyma się dłużej, niż sądzono. Jednak w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia notowania WTI szły w górę o 10 proc., przekraczając nieznacznie 41 dolarów za baryłkę. Można to uznać za próbę powrotu do wspomnianej konsolidacji, ale sprawa nie jest jeszcze przesądzona. Surowiec gatunku Brant drożał do czwartku o prawie 9 proc.., przekraczając poziom 43 dolarów za baryłkę. Czwartkowa zwyżka o ponad 3,5 proc. to efekt informacji, że OPEC mógłby być skłonny zwołać nadzwyczajne posiedzenie w październiku, gdyby sytuacja na rynku ropy uległa pogorszeniu.

Gasnącą zmiennością charakteryzowała się w ostatnich dniach sytuacja na rynku miedzi. Kontrakty terminowe na ten metal szły w górę o niespełna 1,5 proc., przy mniejszych niż w poprzednich tygodniach wahaniach. Tym razem niedźwiedzie nie były w stanie ponownie testować 300 centów za funt i kontrakty nieznacznie, ale dość pewnie, trzymały się powyżej tego poziomu. Od początku września kontrakty poruszają się w bok, co można uznać za płaską korektę dość dynamicznej wcześniej zwyżki. Warto przypomnieć, że od marcowego dołka kontrakty poszły w górę o 45 proc., odrabiając z nawiązką pandemiczne straty i znajdują się obecnie na poziomie najwyższym od ponad dwóch lat. Po wcześniejszej spadkowej korekcie dość dynamicznie drożała część metali przemysłowych, w niektórych przypadkach zwyżka przekraczała 3 proc. Najsłabiej w tym gronie wyglądało aluminium, którego notowania szły w górę o kilka dziesiątych procent. Umacniający się dolar nie pozwolił na „szaleństwa" na rynku złota. Notowania kruszcu jedynie na początku tygodnia próbowały powrotu w okolice 2000 dolarów za uncję, ale w czwartek zostały skorygowane o prawie 1 proc., kończąc tydzień neutralnie, na poziomie 1945 dolarów. Nie powiodła się też próba zbliżenia się notowań platyny w pobliże 1000 dolarów za uncję, a bilans pierwszych czterech sesji był minimalnie na minusie, po czwartkowym spadku o 3,6 proc.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.