Analizy

Tu nie ma sprawiedliwości. Tu jest sąd!

Ten cytat z programu „Proces krajowy" kabaretu TEY z lat 80. pomimo upływu czasu wciąż niestety pasuje doskonale do sytuacji w polskim wymiarze sprawiedliwości. Skupmy się tylko na przykładach z gospodarczego poletka.
Foto: Flickr

Kilka miesięcy temu wybrałem się na rozprawę w sądzie gospodarczym. Sprawa dotyczyła ogłoszenia upadłości, ponad pół godziny trwało sprawdzanie obecności dwóch (!) stron i dyktowanie tego doniosłego faktu do protokołu, po czym kilkanaście minut trwała część merytoryczna zakończona ogłoszeniem postanowienia. Być może jest to przykład niereprezentatywny, ale z pewnością nie jest odosobniony.

Rejestracja prostych zmian w KRS potrafi trwać miesiącami, pomimo że sąd praktycznie nie weryfikuje dokumentów (bo nie ma obowiązku, co boleśnie pokazała sprawa Amber Gold), nie powołuje świadków ani nie przeprowadza rozpraw. Pozostaje proste zapoznanie się ze złożonymi dokumentami oraz wklepanie ich do systemu. Wnioski o przyspieszenie mają skutek niewielki lub wręcz odwrotny (przecież to dodatkowe dokumenty do przemielenia przez młyny sprawiedliwości).

Z innej beczki. Zgodnie ze sprawozdaniem KNF w 2011 roku skierowała ona do prokuratury 71 zawiadomień o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Odmówiono wszczęcia dochodzenia w 13 sprawach, w kolejnych 10 postępowania umorzono. Do sądów skierowano tylko 14 aktów oskarżenia, a wyrokami skazującymi zakończyło się jedynie siedem spraw. To mniej niż 10 proc. Pewnie część spraw jeszcze trwa (przewlekłość postępowania to temat na osobny tekst), ale te statystyki są co najmniej zastanawiające. Czy KNF przygotowuje tak niskiej jakości zawiadomienia, czy przestępstw na rynku kapitałowym jest tak niewiele, czy może prokuratura i sądy nie radzą sobie merytorycznie ze sprawami z zakresu rynku kapitałowego?

I tutaj dochodzimy do kolejnego bolesnego przykładu. Jeden z członków SII złożył niedawno zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu manipulacji na rynku NewConnect. Sprawa dotyczyła kilkudziesięcioprocentowego wzrostu, a następnie spadku kursu akcji jednej ze spółek, w wyniku czego inwestor poniósł stratę. Został więc wezwany w celu złożenia zeznań. Pytania brzmiały między innymi tak:

– W jaki sposób nabył pan akcje spółki X?

– Od kogo nabył pan akcje spółki X?

– W jakich okolicznościach i od kogo dowiedział się pan o możliwości nabyci akcji?

Pytania te wydają się, delikatnie rzecz ujmując, nietrafione. Zachodzi tu albo całkowity brak wiedzy śledczych o rynku kapitałowym, albo ślepe podążanie za utartymi schematami, takimi samymi w przypadku nadużyć w handlu pietruszką jak i instrumentami finansowymi.

Wygląda na to, że wymiar sprawiedliwości wciąż stanowi relikt poprzedniej epoki. Nie wiadomo tylko, czy wzorem skeczu kabaretu TEY sprzed 30 lat śmiać się, czy raczej płakać...

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.