REKLAMA
REKLAMA

Akademia inwestycyjna

Epizody normalności przeplatane falami pandemii

Jeśli będziemy przygotowani na powszechne testowanie i gaszenie ognisk epidemii bez kwarantanny w całym kraju, to gospodarczy scenariusz będzie bardziej optymistyczny - Piotr Lewandowski_ Instytut Badań Strukturalnych

Jeśli będziemy przygotowani na powszechne testowanie i gaszenie ognisk epidemii bez kwarantanny w całym kraju, to gospodarczy scenariusz będzie bardziej optymistyczny.

Foto: Archiwum

Czy polskie społeczeństwo czeka wielka bieda?

To nie jest zdeterminowane, wiele zależy od tego, jak sobie poradzimy z pandemią jako państwo i społeczeństwo. Może się zdarzyć, że będzie bardzo źle, ale być może tak nie będzie. To zależy od naszych decyzji w polityce publicznej, ale też od przypadku i rozwoju pandemii.

Bardzo źle, to znaczy jak?

Oznacza to przede wszystkim wysokie bezrobocie, 20-proc. lub wyższe. W Polsce byłoby to bardzo dotkliwe dla poziomu życia, ponieważ system zabezpieczenia dochodów dla osób bez pracy jest bardzo słaby. Zasiłki dla bezrobotnych są niskie, wynoszą ok. 860 zł brutto przez trzy miesiące i ok. 670 zł brutto przez kolejne trzy, co wielu gospodarstwom nie wystarczy na podstawowe potrzeby. Ponadto zasiłki otrzymuje tylko ok. 15 proc. bezrobotnych. Transfery z pomocy społecznej są jeszcze niższe, wypłacane w skrajnych przypadkach, więc nie pomogą w razie masowego bezrobocia.

A co oznacza w miarę dobry scenariusz?

Recesji nie unikniemy, to pewne. Pozytywny scenariusz polega na tym, że powiedzmy do lipca – dzięki różnych działaniom osłonowym – uda się nam dotrzeć bez fali bankructw i bez masowego bezrobocia. Oczywiście w tym scenariuszu dochody gospodarstw domowych też spadają, a bezrobocie rośnie, ale nie przekracza 10 proc. w skali kraju.

Wszystko zależy od tego, jak będziemy reagować na kolejne fale pandemii, które na pewno nastąpią. Jeśli reakcją będzie znów pełna kwarantanna narodowa i zamrożenie gospodarki, to scenariusz gospodarczy będzie bardziej pesymistyczny. Jeśli będziemy przygotowani na powszechne testowanie i gaszenie ognisk epidemii bez konieczności kwarantanny w całym kraju, to i gospodarczy scenariusz będzie bardziej optymistyczny.

Jak długo może potrwać dochodzenie do normalności?

Punktem wyjścia wszelkich rozważań jest zdrowie publiczne. Dlatego takiej normalności społeczno-gospodarczej, jaką mieliśmy do połowy marca tego roku, prędko nie doświadczymy. Owszem, będą epizody względnej normalności przy zachowaniu reżimu sanitarnego, ale będą się one przeplatać z okresami większych restrykcji, z powrotem do kwarantanny włącznie. Modele epidemiologiczne wskazują, że takie cykle trwają nawet dwa lata. To powoduje, że w niektórych branżach, choćby w handlu, hotelarstwie, gastronomii, rozrywce, czyli w usługach, gdzie gromadzi się wiele osób, można się spodziewać dłuższego spadku aktywności. Nawet jeśli restauracja czy galeria handlowa będzie mogła działać, to będzie obsługiwać mniejszą liczbę klientów. Co niestety wiąże się zwykle ze spadkiem zatrudnienia.

To zatrudnieni w tych branżach są najbardziej narażeni na utratę pracy?

Tak. Z drugiej strony część ludzi pracuje w domach prawie bez zmian. Częściej są to ludzie bardziej wykształceni, lepiej zarabiający, choć oczywiście są wyjątki, np. ludzie kultury – stracili oni wszelkie źródła dochodów, a rząd nie objął ich żadną sensowną pomocą. Natomiast główne ryzyko dotyka ludzi o średnich i niższych dochodach. Bezpośrednio największe ryzyko dotyczy pracowników handlu, turystyki, gastronomii, pośrednio pracowników transportu osobowego, robotników z fabryk, które zostaną zamknięte, itp.

To niezbyt przyjemne informacje dla Polaków.

Trwa epidemia, nie ma sensu owijać w bawełnę. Każda epidemia to ogromny szok gospodarczy i prawie każda przynosi wzrost nierówności społecznych. To z kolei niesie dalekosiężne konsekwencje dla spójności społecznej, poziomu życia, oczekiwań i nastrojów społecznych, populizmu, polityki gospodarczej, polityki społecznej itp.

Czy może się pojawić zjawisko nadmiernego zadłużania się Polaków?

Oczywiście, ludzie pozbawieni dochodów mogą sięgać po pożyczki i może się zdarzyć, że ktoś wpadnie w spiralę zadłużenia, bo pożycza, by spłacić poprzednią pożyczkę, i w końcu tonie w długach. Wydaje się jednak, że ryzyko systemowe w tym zakresie jest mniejsze niż dziesięć lat temu. Na szczęście czasy największej wolnoamerykanki na rynkach pożyczkowych mamy za sobą, ponieważ kilka lat temu wprowadzono regulacje ograniczające możliwość działalności lichwiarskiej. A dochody osób ubogich wzrosły dzięki wysokiemu zatrudnieniu oraz 500+.

Ktoś traci pracę, przestaje spłacać kredyt, zabierają mu mieszkanie i trafia pod przysłowiowy most. Czy może dochodzić do takich sytuacji?

Oczywiście, takie sytuacje mogą się zdarzyć. Mam jednak nadzieję, że wyciągniemy naukę z doświadczeń zdobytych w czasie kryzysu z lat 2008–2009. W USA banki przejmowały wówczas i wystawiały na sprzedaż ogromną liczbę mieszkań zabezpieczających kredyty hipoteczne. To obniżało wartość nieruchomości na rynku i nakręcało spiralę złych kredytów. Na szczęście w Polsce w umowach częste są zapisy o wakacjach kredytowych, czyli możliwości zawieszania spłaty rat na jakiś czas. Złe kredyty hipoteczne byłyby ryzykiem nie tylko dla ludzi, ale też dla systemu finansowego. Myślę, że jeśli takie ryzyko się pojawi, to instytucje nadzoru we współpracy z bankami wypracują rozwiązania, w których powszechne będzie przesuwanie spłaty, a nie utrata mieszkań, bo to nikomu tak naprawdę nie służy. ¶

To nie jest zdeterminowane, wiele zależy od tego, jak sobie poradzimy z pandemią jako państwo i społeczeństwo. Może się zdarzyć, że będzie bardzo źle, ale być może tak nie będzie. To zależy od naszych decyzji w polityce publicznej, ale też od przypadku i rozwoju pandemii.

Bardzo źle, to znaczy jak?

Oznacza to przede wszystkim wysokie bezrobocie, 20-proc. lub wyższe. W Polsce byłoby to bardzo dotkliwe dla poziomu życia, ponieważ system zabezpieczenia dochodów dla osób bez pracy jest bardzo słaby. Zasiłki dla bezrobotnych są niskie, wynoszą ok. 860 zł brutto przez trzy miesiące i ok. 670 zł brutto przez kolejne trzy, co wielu gospodarstwom nie wystarczy na podstawowe potrzeby. Ponadto zasiłki otrzymuje tylko ok. 15 proc. bezrobotnych. Transfery z pomocy społecznej są jeszcze niższe, wypłacane w skrajnych przypadkach, więc nie pomogą w razie masowego bezrobocia.

A co oznacza w miarę dobry scenariusz?

Recesji nie unikniemy, to pewne. Pozytywny scenariusz polega na tym, że powiedzmy do lipca – dzięki różnych działaniom osłonowym – uda się nam dotrzeć bez fali bankructw i bez masowego bezrobocia. Oczywiście w tym scenariuszu dochody gospodarstw domowych też spadają, a bezrobocie rośnie, ale nie przekracza 10 proc. w skali kraju.

Wszystko zależy od tego, jak będziemy reagować na kolejne fale pandemii, które na pewno nastąpią. Jeśli reakcją będzie znów pełna kwarantanna narodowa i zamrożenie gospodarki, to scenariusz gospodarczy będzie bardziej pesymistyczny. Jeśli będziemy przygotowani na powszechne testowanie i gaszenie ognisk epidemii bez konieczności kwarantanny w całym kraju, to i gospodarczy scenariusz będzie bardziej optymistyczny.

Jak długo może potrwać dochodzenie do normalności?

Punktem wyjścia wszelkich rozważań jest zdrowie publiczne. Dlatego takiej normalności społeczno-gospodarczej, jaką mieliśmy do połowy marca tego roku, prędko nie doświadczymy. Owszem, będą epizody względnej normalności przy zachowaniu reżimu sanitarnego, ale będą się one przeplatać z okresami większych restrykcji, z powrotem do kwarantanny włącznie. Modele epidemiologiczne wskazują, że takie cykle trwają nawet dwa lata. To powoduje, że w niektórych branżach, choćby w handlu, hotelarstwie, gastronomii, rozrywce, czyli w usługach, gdzie gromadzi się wiele osób, można się spodziewać dłuższego spadku aktywności. Nawet jeśli restauracja czy galeria handlowa będzie mogła działać, to będzie obsługiwać mniejszą liczbę klientów. Co niestety wiąże się zwykle ze spadkiem zatrudnienia.

To zatrudnieni w tych branżach są najbardziej narażeni na utratę pracy?

Tak. Z drugiej strony część ludzi pracuje w domach prawie bez zmian. Częściej są to ludzie bardziej wykształceni, lepiej zarabiający, choć oczywiście są wyjątki, np. ludzie kultury – stracili oni wszelkie źródła dochodów, a rząd nie objął ich żadną sensowną pomocą. Natomiast główne ryzyko dotyka ludzi o średnich i niższych dochodach. Bezpośrednio największe ryzyko dotyczy pracowników handlu, turystyki, gastronomii, pośrednio pracowników transportu osobowego, robotników z fabryk, które zostaną zamknięte, itp.

To niezbyt przyjemne informacje dla Polaków.

Trwa epidemia, nie ma sensu owijać w bawełnę. Każda epidemia to ogromny szok gospodarczy i prawie każda przynosi wzrost nierówności społecznych. To z kolei niesie dalekosiężne konsekwencje dla spójności społecznej, poziomu życia, oczekiwań i nastrojów społecznych, populizmu, polityki gospodarczej, polityki społecznej itp.

Czy może się pojawić zjawisko nadmiernego zadłużania się Polaków?

Oczywiście, ludzie pozbawieni dochodów mogą sięgać po pożyczki i może się zdarzyć, że ktoś wpadnie w spiralę zadłużenia, bo pożycza, by spłacić poprzednią pożyczkę, i w końcu tonie w długach. Wydaje się jednak, że ryzyko systemowe w tym zakresie jest mniejsze niż dziesięć lat temu. Na szczęście czasy największej wolnoamerykanki na rynkach pożyczkowych mamy za sobą, ponieważ kilka lat temu wprowadzono regulacje ograniczające możliwość działalności lichwiarskiej. A dochody osób ubogich wzrosły dzięki wysokiemu zatrudnieniu oraz 500+.

Ktoś traci pracę, przestaje spłacać kredyt, zabierają mu mieszkanie i trafia pod przysłowiowy most. Czy może dochodzić do takich sytuacji?

Oczywiście, takie sytuacje mogą się zdarzyć. Mam jednak nadzieję, że wyciągniemy naukę z doświadczeń zdobytych w czasie kryzysu z lat 2008–2009. W USA banki przejmowały wówczas i wystawiały na sprzedaż ogromną liczbę mieszkań zabezpieczających kredyty hipoteczne. To obniżało wartość nieruchomości na rynku i nakręcało spiralę złych kredytów. Na szczęście w Polsce w umowach częste są zapisy o wakacjach kredytowych, czyli możliwości zawieszania spłaty rat na jakiś czas. Złe kredyty hipoteczne byłyby ryzykiem nie tylko dla ludzi, ale też dla systemu finansowego. Myślę, że jeśli takie ryzyko się pojawi, to instytucje nadzoru we współpracy z bankami wypracują rozwiązania, w których powszechne będzie przesuwanie spłaty, a nie utrata mieszkań, bo to nikomu tak naprawdę nie służy. ¶

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA