Rynek srebra stoi w obliczu historycznego przesilenia. Zbliżające się marcowe rozliczenie kontraktów wskazuje na bezprecedensową dysproporcję między papierowymi roszczeniami a fizycznym metalem. Przy liczbie otwartych pozycji wynoszącej 101 000 kontraktów, inwestorzy mogą zgłosić prawa do 505 milionów uncji srebra, podczas gdy kategoria Registered, jedyny metal dostępny do natychmiastowego wydania, skurczyła się do 123 milionów uncji. Ta niebezpieczna dźwignia 4:1 oznacza, że wystarczy, by co czwarty posiadacz kontraktu zażądał fizycznej dostawy, aby giełda stała się technicznie niewypłacalna. Szczególnie niepokojący jest fakt, że tak potężni gracze jak JP Morgan kontrolują zaledwie 16 milionów uncji z tej puli, co czyni system niezwykle podatnym na wstrząsy w przypadku nagłego runu na skarbce.

Sytuację pogarsza agresywna polityka Chin, gdzie premie cenowe w Szanghaju skutecznie wysysają fizyczny kruszec z globalnego rynku. Co więcej, na rynku pojawia się już groźne zjawisko backwardation – cena spot przewyższa wycenę marcowych futures (89,65 dol.), co jest najsilniejszym możliwym sygnałem natychmiastowego braku towaru tu i teraz. Giełda w Chicago broni się desperacko i podnosi depozyty oraz wprowadza nowy, gotówkowy kontrakt 100-uncjowy, mający odciągnąć drobnych inwestorów od realnego srebra. Nadchodzące tygodnie przyniosą prawdopodobnie istotną zmienność, będącą w istocie walką o to, czy cena papierowa ostatecznie skapituluje przed realną wartością fizycznego metalu.