Głównym impulsem wzrostu cen błękitnego paliwa wydaje się być ekstremalna pogoda w Stanach Zjednoczonych. Silne mrozy sparaliżowały część infrastruktury i podbiły lokalny popyt na gaz, budząc obawy, że USA mogą tymczasowo skierować większą część dostaw na rynek krajowy kosztem eksportu LNG do Europy.

W globalnym systemie energii takie zaburzenia szybko przekładają się na wzrost premii za ryzyko na innych rynkach. W Stanach Zjednoczonych między 16 stycznia a 27 stycznia cena gazu na rynku spot wzrosła w szczycie o ponad 70 proc. Na uwagę zasługuje także sytuacja na rynku kontraktów terminowych, gdzie w styczniu pojawiło się wyjątkowo głębokie backwardation - największe od ponad dwóch dekad.

Cena gazu spot wystrzeliła w górę znacznie powyżej kontraktów terminowych, co sygnalizuje nagły i krótkotrwały niedobór surowca wynikający z ekstremalnej pogody. Ta sytuacja wskazuje jednocześnie na brak wiary rynku w utrzymanie takiego poziomu w dłuższym okresie. To klasyczna reakcja rynku na szok pogodowy, atak zimy, a nie trwała zmiana fundamentów.

Historia pokazuje, że takie epizody zwykle kończą się szybkim odwróceniem trendu, gdy temperatury w Stanach Zjednoczonych wracają do normy, a produkcja i logistyka zostają w pełni przywrócone. Dlatego obecne wzrosty na TTF najprawdopodobniej odzwierciedlają chwilowe napięcia i ograniczenia podażowe, a nie początek długotrwałego wzrostu cen gazu na europejskim rynku.