Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega spór o podział ról i odpowiedzialności w kluczowym projekcie małego atomu.
  • Jakie wątpliwości dotyczące przepływów finansowych ma Orlen wobec swojego partnera w projekcie SMR.
  • Jakie scenariusze awaryjne koncern przygotowuje na wypadek fiaska negocjacji z Synthosem.
  • Czym jest rozważana przez Orlen „kanadyjska alternatywa” dla amerykańskiej technologii jądrowej.

Jak informowaliśmy, obecny impas w rozmowach Orlenu z Synthosem skupia się na zdefiniowaniu ról między podmiotami przy realizacji SMR we Włocławku. Chodzi o określenie, kto jest inwestorem, przyszłym licencjobiorcą, kto odpowiada za bezpieczeństwo jądrowe, podejmuje decyzje techniczne oraz kontroluje budżet i harmonogram. To może przesądzić, czy projekt da się skutecznie zrealizować. Po naszych informacjach głos w sprawie zabrał Orlen.

Co chce zmienić Orlen? 

Kierunkowe założenia współpracy są uzgodnione, natomiast szczegółowe mechanizmy wymagają jeszcze domknięcia w dokumentacji korporacyjnej i projektowej. „Orlen nie może pełnić roli biernego udziałowca w projekcie, który wymaga wieloletniego finansowania, przeprowadzenia procedur administracyjnych i odpowiedzialności regulacyjnej” – wskazuje koncern. Dlatego zależy mu na uporządkowaniu ról: Orlen Synthos Green Energy (spółka celowa Orlenu i Synthosu) może być platformą rozwoju programu SMR i centrum kompetencji technologicznych, projektowych i licencyjnych. „Orlen – jako inwestor, właściciel aktywów i potencjalny przyszły licencjobiorca –  powinien mieć adekwatny wpływ na decyzje dotyczące projektu Włocławek” – podkreśla spółka. Na stanowisko Synthosu czekamy.

Orlen podkreśla, że przedmiotem dalszych rozmów pozostają model finansowania, zasady zarządzania i nadzoru, odpowiedzialność inwestora oraz dostęp do kluczowych aktywów technologicznych. „Projekty jądrowe różnią się od zwykłych inwestycji – wymagają wieloletniego licencjonowania, odpowiedzialności regulacyjnej i najwyższych standardów bezpieczeństwa. Orlen podtrzymuje zaangażowanie w rozwój SMR, natomiast model współpracy musi odzwierciedlać rzeczywistą odpowiedzialność inwestora” – wskazuje spółka. W przypadku Włocławka, gdzie miałby stanąć pierwszy SMR, Orlen mówi o projekcie na aktywach naftowego koncernu, powiązanym z przemysłem Orlenu i potencjalnie finansowanym w dużej mierze przez spółkę. „Co do Stawów Monowskich (druga lokalizacja, na której zależy Synthosowi – red.), rozumiemy znaczenie tej lokalizacji dla partnera i chcemy tak ułożyć zasady współpracy, aby każda ze stron odpowiadała za zakres, na który ma realny wpływ i który realnie finansuje” – wskazuje Orlen.

Umowa licencyjna. Gdzie trafiają pieniądze? 

Jeżeli obecne rozmowy nie doprowadzą do porozumienia, Orlen zapowiada analizę dalszych możliwych scenariuszy: „ Chcemy to zrobić, aby projekt mógł być realizowany w formule zapewniającej przejrzystość, odpowiedni nadzór inwestorski i realną odpowiedzialność po stronie podmiotów zaangażowanych w jego realizację” – tłumaczy Orlen. Spółka nie wyjaśnia na czym polegają wątpliwości dotyczące przejrzystości. Nam jednak udało się ustalić, że Orlen chce ustalić, gdzie i na co idą opłaty licencyjne dotyczące technologii, dla spółki przepływ tych pieniędzy nie jest do końca jasny. Orlen miałby chcieć wyjaśnić jaka część opłaty licencyjnej, która teoretycznie powinna trafiać do amerykańskiego dostawcy technologii, trafia do spółki Michała Sołowowa MS Galleon. Orlen chciałby wiedzieć dokładnie, jak wygląda przepływ pieniędzy, które daje. Te informacje wydają się ze sobą łączyć, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie, że Orlen od kilku tygodni podkreśla publicznie, że chce Orlen zarabiać na projekcie razem z partnerem, a nie żeby to partner zarabiał na Orlenie.

Spółka nie chce jednak przedłużać tych rozmów w nieskończoność. Jak się dowiadujemy, jeśli naftowy gigant nie osiągnie porozumienia do końca roku, może podjąć decyzję o zawieszeniu lub wyjściu z projektu realizowanego razem z Synthosem, ale nie z realizacji projektów jądrowych w ogóle. – Naszym celem jest wypracowanie takiego modelu współpracy, który pozwoli odpowiedzialnie rozwijać projekt SMR i jednocześnie właściwie zabezpiecza interes Orlenu oraz jego akcjonariuszy. Orlen pozostaje zaangażowany w rozwój energetyki jądrowej, w tym SMR, zgodnie ze swoją strategią – wskazuje koncern.

Alternatywy Orlenu 

Brak szczęśliwego finału rozmów może to oznaczać ewentualne opóźnienie w realizacji SMR w Polsce. Pierwszy SMR we współpracy Orlenu z Synthosem, który ma wyłączność na technologię GE Vernova Hitachi BWRX-300, miałby powstać, wedle deklaracji spółki celowej Orlen Synthos Green Energy, w 2032 r. Sam Orlen jednak, w przeciwieństwie do OSGE, nie deklarował wprost, że pierwszy SMR może powstać do 2032 r. Według strategii spółki, do roku 2035 koncern chce posiadać przynajmniej dwa SMR-y o łącznej mocy 0,6 GW. Bez współpracy z Synthosem przy zaawansowanym już projekcie może być o to trudno, ale tu Orlen ma plany awaryjne. Po pierwsze nie wyklucza bezpośrednich rozmów z amerykańskim dostawcą technologii BWRX-300, firmą GE Vernova Hitachi. Mogą one nie być łatwe, ponieważ wyłącznym dostawcą technologii w Polsce jest spółka Michała Sołowowa, Synthos Green Energy. Orlen może rozpocząć rozmowy także z innymi dostawcami technologii SMR. Firm, które są w stanie zaoferować rozwiązania, jest coraz więcej – np. EDF, Rolls-Royce czy kolejne firmy z USA. Barierą mogą być jednak zapisy umów z Synthosem, które przewidują brak możliwości realizacji projektów SMR przez Orlen do 500 MW mocy. Tu rozwiązaniem mogą być  technologie z Kanady. Orlen musiałby wówczas rozważyć wybór reaktora o mocy 700 MW, co małym atomem już nie jest, ale dużym też jeszcze nie, bo duży atom to moc ok. 1000 MW. Tu dostawcą może być Candu, który taką technologią dysponuje i który stara się także o kontrakt na drugą dużą elektrownię jądrową w Polsce. Orlen przeprowadził wstępne rozmowy z rządem Kanady, ale rozmów bezpośrednio z Candu jeszcze nie było.