Od zimy do maja cena tego rodzaju wyrobów poszła w górę o ponad 50 proc., a od szczytu do dziś spadła o 6 proc. – już poniżej 2 tys. zł za tonę.
– Zwyżki cen stali, dyktowane głównie przez huty, były nienaturalne i zbyt szybkie, dlatego zakończenie tego trendu było wcześniej czy później spodziewane – komentuje Robert Wojdyna, prezes Polskiej Unii Dystrybutorów Stali i prezes Konsorcjum Stali. – Największy spadek cen zaobserwowaliśmy, jeśli chodzi o stal budowlaną. Nie spodziewałbym się pogłębienia tego trendu, ponieważ został już osiągnięty poziom, kiedy produkcja byłaby dla hut nieopłacalna – dodaje.
Zdaniem Wojdyny w najbliższym czasie ceny będą się poruszać w trendzie bocznym. – Okres wakacyjny nie sprzyja wielkim zakupom, realny popyt na wyroby hutnicze wciąż nie jest oszałamiający. Klienci nabywają stal głównie pod bieżące zamówienia – podsumowuje.
Na giełdzie notowanych jest pięciu hurtowników wyrobów hutniczych: Cognor, Drozapol, Konsorcjum Stali, Stalprofil oraz Stalprodukt. Spółki dwojako zarabiają na wzroście cen stali – sprzedając wcześniej zgromadzone wyroby z wyższą marżą i przeszacowując w górę wartość zgromadzonych zapasów.
W I kwartale tego roku, dzięki dynamicznej zwyżce cen, mimo ciężkiej zimy hamującej inwestycje – a więc i popyt na stal – przedsiębiorstwa mogły się pochwalić poprawą rentowności brutto ze sprzedaży rzędu kilku punktów procentowych w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (wówczas zmagały się z kryzysem: spadkiem zapotrzebowania na stal i cen). Kontynuacja wzrostu cen przez część II kwartału pozwoli jeszcze wykazać poprawę wyników za ten okres – w zestawieniu z niską ubiegłoroczną bazą.
Wciąż niewielkie zapotrzebowanie na stal to duży problem hut i dystrybutorów. ArcelorMittal rozważa wygaszenie z tego powodu w III kwartale trzech wielkich pieców w Europie. W Polsce grupa ma cztery piece (kontroluje 70 – 80 proc. rynku), w tym jeden wygaszony i jeden, który wznowił pracę w marcu.
Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa szacuje, że w 2010 r. produkcja i zużycie wyrobów hutniczych w Polsce wzrosną wobec kryzysowego 2009 r. o kilkanaście procent, do odpowiednio 8 mln i 9 mln ton.