W tym roku wydacie na inwestycje 1 mld zł, z czego połowę na poszukiwania i wydobycie. Czy w kolejnych latach te proporcje się zwiększą i w jaki sposób?

Zdecydowanie tak. Na pewno kierunkowo jesteśmy nastawieni na upstream. Mam nadzieję, że jesienią będziemy mogli powiedzieć coś więcej na temat konkretnych projektów czy nakładów.

Czy to oznacza, że szykujecie aktualizację planów rozwoju?

Raczej będziemy urealniać tę strategię, którą mamy, bo jest ona bardzo ciekawa. Chciałbym nadać jej szybsze tempo. Oznacza to większy rozwój segmentu poszukiwawczo-wydobywczego, co wymaga określonych nakładów finansowych czy innego rozwoju grupy kapitałowej.

Lotos jest zadłużony. Czy będziecie poszukiwać inwestora, czy też rozważacie emisję akcji?

Będziemy mówić o tym, kiedy to będzie już możliwe.

Czyli będzie pan kandydował na prezesa na kolejną kadencję?

Moja perspektywa działalności biznesowej nie zakłada zamknięcia etapu funkcjonowania w Lotosie w czerwcu. Zarządzam firmą tak, jakbym miał w perspektywie jej dalszą ekspansję i rozwój. Ale decyzja należy do właściciela.

A jak zamierzacie rozwiązać problem z Talismanem, operatorem złoża Yme, który wielokrotnie przekładał termin uruchomienia wydobycia?

Talisman poinformował, że stworzył rezerwę 250 mln USD na tym projekcie i nie przewiduje wydobycia w tym roku. Stwierdził też, że pracuje nad programem definiującym dalsze postępowanie ze swoimi partnerami. To nas nie zadowala. Zarządzanie projektem na dłuższą metę jest dla nas nie do zaakceptowania. Dlatego poszukujemy rozwiązań biznesowych, bo takie byłyby najbardziej oczekiwane, jak też prowadzimy przygotowania do postępowania prawnego, gdybyśmy nie znaleźli wspólnego języka.

Kiedy będzie harmonogram?

Jakość nadzoru przez Talismana nie skłania mnie do wyciągania wniosków na ten temat. Nie mam zaufania do partnera.