Meteorolodzy ostrzegają przed Super El Niño, czyli anomalią, która ma ponad 60 proc. szans, by stać się najsilniejszą w historii pomiarów. Wszystko zaczyna się od gwałtownego wzrostu temperatury Pacyfiku. Gigantyczny podwodny „grzejnik” uwalnia do atmosfery masę ciepła, całkowicie przestawiając globalne szlaki burzowe i wiatry. W efekcie przynosi katastrofalne susze w Azji czy Afryce oraz niszczycielskie ulewy w Ameryce Południowej.

To początek rynkowego roller-coastera. EBC twierdzi, że El Niño podnosi ceny surowców średnio o ok. 5 proc., napędzając inflację żywności, która utrzymuje się przez kilkanaście miesięcy. Historycznie straty gospodarcze z powodu paraliżu rolnictwa i przemysłu sięgały bilionów dolarów utraconego PKB.

Największe przetasowania widać na giełdach towarów. Susza w Azji obniża produkcję kawy, cukru i oleju palmowego, a panikę potęgują lokalne blokady eksportu. Cena kakao przez pogodę może na stałe przekroczyć barierę 5000 USD. Soja paradoksalnie zyskuje na obfitych opadach w Amerykach. Pogodowe paradoksy dotykają też energii: cieplejsze zimy w USA obniżają ceny gazu, ale susza w Chinach paraliżuje hydroelektrownie. Pekin już nakazuje gromadzenie zapasów węgla, by sprostać fali upałów oraz zapotrzebowaniu centrów danych AI. W tym samym czasie ulewy po drugiej stronie oceanu zalewają kopalnie miedzi w Chile i Peru, paraliżując logistykę i windując ceny metali. El Niño po raz kolejny udowadnia, że o układzie sił w ekonomii często decyduje nie Wall Street, ale temperatura wody Pacyfiku.