Hossa na GPW trwa już ponad 34 miesiące, a indeks WIG w tym czasie wzrósł już o ponad 140 proc. Czy tego optymizmu nie jest za dużo?
Optymizmu jest sporo. Czy za dużo? Trudno powiedzieć. Na pewno jesteśmy dalecy od euforii, która np. cechowała końcówkę hossy 2007 r., tej tzw. pokoleniowej. Wtedy inwestorzy, tak mówiąc potocznie, zamknęli oczy i kupowali wszystko, co się rusza, a szczególnie małe i średnie spółki. To się bardzo źle skończyło. Nie powinno być tak, że inwestorzy odrywają się od fundamentów, czyli od tego, co firmy i ich biznesy mogą przynieść w średnim i długim terminie. Wyceny spółek mogą być podwyższone, ale oderwanie się od fundamentów kończy się zwykle załamaniem. Hossa na GPW trwa. Czy czeka nas korekta, czy też może nawet zmiana trendu? Na razie takich sygnałów nie widzę. Co jakiś czas bijemy nowe rekordy, trend jest silny. Umiarkowany optymizm jest na miejscu. Może w ostatnich dniach było go trochę za wiele. Ale jeszcze wcześniej było sporo sceptycyzmu. Są korekty. I to jest dobre zjawisko, żeby hossa w dłuższym terminie była kontynuowana. No chyba że ta skala zwyżek będzie bardzo mocna, to wtedy mogłoby się skończyć nawet załamaniem.
Hossa tzw. pokoleniowa trwała blisko 6 lat, a WIG do szczytu w 2007 r. wzrósł o ponad 400 proc. Czy ten rynek byka, który trwa od jesieni 2022 r. może też być taką hossą pokoleniową?
Ta fala hossy jest silniejsza i dłuższa od tych, które widzieliśmy w ostatnich 15 latach. WIG zyskał teraz ponad 140 proc. To bardzo dużo, ale w porównaniu do tej pokoleniowej hossy to jeszcze nam sporo brakuje. Obecna hossa jest napędzana tym, że baza, z której wystartowaliśmy w 2022 r., była bardzo niska i wtedy ruszyła hossa, która przechodziła przez rynki światowe od USA po Azję. U nas było skrajne niedowartościowanie. Wybuchła wojna na Ukrainie, był odpływ kapitału. I do tej niskiej bazy dorzuciliśmy to, że ustabilizowała się w jakimś sensie sytuacja na Ukrainie. Ukraina stawia opór. Po wyborach prezydenckich w USA pojawiły się szanse na rozejm. To geopolitycznie był bardzo dobry sygnał. Kapitał zaczął wracać do Polski, a w tym roku ten napływ środków z zagranicy przyspieszył.
Wzrosły ceny akcji, ale też poprawiły się wyniki spółek. Czy wskaźniki wyceny są już za wysokie?
Na pewno nie jest tanio czy bardzo tanio, ale do skrajnego przewartościowania brakuje jeszcze dziesiątki procent. Wskaźnik cen akcji do prognozowanych zysków na kolejny rok wynosi około 10–11. Jeśli będziemy rosnąć w taki umiarkowany sposób, czyli kilka, kilkanaście procent w perspektywie najbliższych 12 miesięcy, to GPW nie stanie się przewartościowana. Gdyby jednak był skok cen akcji o kilkadziesiąt procent, a za tym nie poszłaby poprawa wyników spółek, to byłby problem.